1. Ruch Palikota
2. Polska jest Najważniejsza
3. Platforma Obywatelska
4. Sojusz Lewicy Demokratycznej
5. Prawo i Sprawiedliwość
Te partie chciałbym widzieć w sejmie: w obojętnej kolejności, byleby pozycja pierwsza i piąta pozostały bez zmian. Nie ma dla mnie też większego znaczenia, czy Ruch Palikota rządziłby sam, czy w koalicji, a jeśli w tandemie, to bez znaczenia z kim, bo reszta tak samo się do tego nadaje, jak i nie. Ot, po prostu: gdyby trzeba było zapchajdziury, to bez znaczenie z jakiej opcji.
Uzasadniał nie będę, na polityczne kłótnie też nie mam ochoty. Od dawna Palikot mi się podobał; cieszyłem się, gdy został szefem komisji Przyjazne Państwo, czułem satysfakcję, jak do białej gorączki doprowadzał niektórych ważniaków - także z własnej partii.
Gość nie potrzebuje już niczego udowadniać, bo już to zrobił całym swoim życiem. Skuteczny, bezczelny, z pomysłami i świetnym przeglądem sytuacji i finansowo niezależny od państwowego koryta. Niech wygra! Niech rządzi! Niech robi swoje!
Ale jeszcze nie teraz. Za wcześnie na zwycięstwo. Sukcesem będzie trzeci wynik, który wcale nie jest taki nierealny. Bezpłciowe, wazelinowe SLD, PO silne dzięki brakowi silnej alternatywy i strachowi przed PiS, PiS silne swoim sztywnym elektoratem i PJN - łagodniejsza wersja PiS. Innych partii nie biorę pod uwagę.
Gadamy w internecie, więc ktoś może zapytać o popularnego tu Janusza Korwin-Mikkego. Powiem tak: z wieloma jego poglądami się zgadzam, ale nie oddałbym na niego głosu. Dlaczego? Dlatego, że od lat ten facet nie potrafi wygrać. Zwycięzca wyborów musi być człowiekiem skutecznym, więc jeśli do tej pory tego nie udowodnił, to znaczy, że do rządzenia się po prostu nie nadaje – nawet, gdyby wygraną dostał w prezencie.