Jakie to szczęście, że już jutro kończy się przedwyborczy cyrk zwany kampanią. Jak to dobrze! Później jeszcze tylko dwutygodniowa runda honorowa głównych klaunów programu, którzy wyłonieni zostali brawami podstawionych klakierów, albo przeciwników swoich przeciwników. Po rundzie honorowej finał, drugą turą zwany, podczas którego mnie jednak nie będzie. Zbyt żałosny to cyrk, by oglądać go do końca.
Powtórzę to, co ongiś napisałem:
tak źle jeszcze nie było! Liczyłem na Tuska, później chciałem Sikorskiego, ostatecznie postanowiłem poświęcić się; wstrzymać oddech, zamknąć oczy i zagłosować na Komorowskiego – byle tylko przeciw Kaczyńskiemu. Ale przy takim kandydacie, jakiego PO wystawiła, tak się po prostu nie da! Platforma chyba celowo postawiła na takiego, aby tych wyborów nie wygrać! Przecież to, co Bronisław ostatnimi tygodniami odpiernicza, to jest tak żenująco gównianie nieśmieszne, że aby na niego zagłosować, trzeba naprawdę być (każdy sam sobie niech wstawi to, co uważa za słuszne) i to do kwadratu.
Flaki z olejem, w dodatku syntetyczne i bez smaku.
To już nie kwestia poparcia dla PO. To kwestia sprzeciwu przeciw Kaczyńskiemu. NIE dla Kaczyńskiego, a teraz, po skutecznej (anty)kampanii Komorowskiego, również NIE dla niego. Gdyby Kandydat PO miał osobowość Kaczyńskiego... to by babcia dziadkiem była. Z wąsami. Jestem nie tyle rozczarowany kampanią 2010, co srodze wkurzony jej przebiegiem i jej bohaterami. Starałem się, jak mogłem, by swój głos na drugą turę wyborów zachować dla Bronisława, bo przeciw Jarosławowi, ale wymiękłem... Skapitulowałem. Nie chcę pełni władzy dla PO, nie chcę prezydenta Komorowskiego, tak samo jak nigdy nie chciałem, nie chcę i nie zechcę kogokolwiek z PiS.
Źle się dzieje, bardzo źle... Nie ma na kogo głosować. Dobrze, że chociaż w pierwszej turze na karcie wyborczej mogę skreślić swojego kandydata. Może miliony innych wyborców oleje tych dwóch głównych do_bani kandydatów, których się im na siłę wciska i zrobi to samo co ja: zagłosuje na tego samego X i wspólnie przyczyni się do sensacyjnych rozstrzygnięć? Wtedy miałby miejsce cud; do drugiej tury wszedłby ktoś inny, zamiast jednego z kandydatów PO lub PiS.
Może... może ten naród nie jest tak zmanipulowany i głupi i w porę zastanowi się dobrze nad tym, czy „jego” kandydat naprawdę jest „jego”? Żal patrzeć, jak ludzie dają sobie doczepiać sznurki i nie myślą by stawiać opór, gdy ktoś za nie pociąga. Żal obserwować, jak kłamstwo goni kłamstwo, a ludzie jak chorągiewki, raz w te, a raz wewte, nazywają prawdą stwierdzenia i zaprzeczenia...