Razu pewnego obiecałem, że w wolnej chwili wrzucę na blog parę migawek z wesela
Doroty i Tomka, które popełniono 29 maja. Jak obiecałem, tak niniejszym czynię, ale nim przejdziem do zdjęć, rzucim słowem o okolicznościach ich powstawania ;)
Młodzi wynajęli profesjonalnych fotografów do uwiecznienia ślubu i zabawy weselnej, a ja sobie tam robiłem za tzw. drugiego fotografa. Nie musiałem nim być, ale że nie lubię sam w w kościelnej ławce siedzieć, a moje Narzeczone Skaranie Boskie robiło za świadka, postanowiłem wziąć i porobić trochę zdjęć - takich po mojemu. Nie chodziło o to, że uważałem się za lepszego od profesjonalistów - co to, to nie. Zdjęcia robiłem z dwóch powodów: pierwszym z nich była chęć budowy własnego ślubnego portfolio, a drugim narastające pragnienie przetestowania różnych wariantów ustawień aparatu, które po głowie od dłuższego czasu się tłukły.
Lampy błyskowej nie uznaję - to ostateczna ostateczność i zło konieczne, które psuje wszystkie zdjęcia. Postanowiłem bazować tylko i wyłącznie na świetle zastanym, pracując na najwyższych czułościach, a żeby było śmieszniej, olałem starania o ładnie naświetlone zdjęcia i zdecydowałem się testować różne głupie warianty - po to, aby wiedzieć, na ile mogę na nie liczyć w ekstremalnych sytuacjach. Te nietypowe warianty, to np. fotografowanie na niższej czułości i skracanie czasu migawki przez obniżanie ekspozycji, by podczas wywoływania podbić całość i zobaczyć, czy więcej szumów wyjdzie z kadru z niższym ISO podbitego o np. 1 EV, czy ze zdjęcia z nie korygowaną ekspozycją na wyższej czułości.Wszystkie zaprezentowane poniżej zdjęcia zrobiłem z czułościami ISO-800 i ISO-1600, z czego prawie wszystkie z tą wyższą. Szkoda, że mój aparacik nie posiada ISO-3200 - bardzo by mi się przydało. Wiem, że przy iso-1600 matryca czasem nie wyrabia i często nie ma później z czego rozjaśnić zdjęcia (o 0,5 EV jeszcze da się, ale wyżej to już niebieskie plamy w ciemnych miejscach, zdechłe światło i inne cuda), ale jednak wolałbym delikatnie odszumić 3200, niż mieć 1600 wymagające podbicia o cały krok. Ano, i jaśniejsze obiektywy przydałyby się, ale to nie żadna tajemnica nawet tam, gdzie jaśniej jest niż u mnie. Jakaś jasna 50mm (f/2.0 albo jaśniej), szerszy szeroki kąt (12-10 mm, szerzej nie potrzebuję, chyba że zoom klasy 9-18) i więcej do szczęścia nie trza.