Dorwał waść
jeden z
drugim i z
trzecim bidnego Internet Explorera Szóstego, by raz kolejny poznęcać się nad nieborakiem. Panowie oprawcy! IE przez lata już tyle razy dostało cięgi (po dupie i po psychice), że naprawdę nie trzeba więcej. Temat ułomności IE6 jest już tak rozwałkowany, że teraz to nawet głupio używać określenia pochodzącego od wałka. Nie wałek, a walec i rozwalcowany, a nie rozwałkowany. Rozjechany, rozciapany, spłaszczony i w grunt wkomponowany. Dajcie już, Panowie, badzIEwnemu spokój: przez lata oberwał za swoje z nawiązką, której wystarczy mu jeszcze na długo po śmierci.
Żyje jeszcze szósta wersja IE, ale nie da się nie zauważyć, że systematycznie traci wpływy. My, blogerzy - strażnicy prawości i sieciowej poprawności, mamy nań alergię, ale... bez popadania w paranoję :) Kilka lat temu akcje pokroju
BrowseHappy miały sens, ale dziś? Dziś to nawet IE7 można nazwać rupieciem, bo przecież jest już Ósemka. O szóstce ktoś pamięta?
Ja pamiętam. Wciąż mam świadomość obecności tego dziadostwa, ale myślę o nim w sposób zdrowy, a nie jak Kaczyńscy o Niemcach. IE6 przestał być groźny; IE6 to już wrak przeszłości, dogorywający w sposób naturalny. Dziś nie ma co się nad nim pastwić. Sam zdechnie. Było walczyć, jak był w pełni sił. Teraz to dziadyga: archaiczna, jak jej użytkownicy.