W związku z wczorajszym zatrzymaniem byłej posłanki SLD, Aleksandry Jakubowskiej, wpadł mi do głowy pomysł na ten artykuł. Władza leczy... Kiedyś w centrum Dębicy żebrała pewna Rumunka, która na kartce miała napisane, że ma nogę amputowaną i potrzebuje pieniędzy. Noga najwidoczniej odrosła jej, bo na widok idących w jej kierunku strażników miejskich zerwała się na równe (dwie) nogi i szybko zniknęła między kamienicami. Ta uzdrawiająca moc władzy... ;-) A teraz kościół, który kaleczy ;-)
Wyszedłem kiedyś przed końcem mszy z kościoła i na placu kościelnym czekałem na rodzinkę. Na placu było pusto, była to bowiem późna jesień. Zauważyłem jakąś ubogo ubraną kobietę, która siedziała na środku kościelnego placu. Na rękach trzymała dziecko, które karmiła wedlowskimi Delicjami, a obok niej grało radio. Gdy przez uchylone drzwi świątyni rozbrzmiały słowa błogosławieństwa, owa kobieta szybko schowała radio i ciastka, kilka razy uderzyła dziecko, żeby płakało, wystawiła kartkę z informacją o kalectwie dziecka i kubek, do którego zbierała pieniądze. Czy to kościół okaleczył jej dziecko? ;)
Innym razem z kolegą zobaczyliśmy, jak żebrząca kobieta również bije swoje dziecko chodząc od domu do domu (były to domy prywatne). Są patenty na wyłudzanie pieniędzy – nie ma, że boli... I teraz wróćmy do sprawy Jakubowskiej. Kolejny raz broni się przed aresztowaniem chorobą swojego syna. Syn jest upośledzony i wymaga jej stałej opieki. Gdzie w takim razie miała głowę, gdy pchała się w tą aferę z łapówką (prokurator oskarża ją o przyjęcie prawie pięciuset złotych „korzyści majątkowych”)? Czy kochająca matka ryzykuje swoją wolność, kiedy musi opiekować się chorym dzieckiem? Święta raczej nie jest, skoro prokurator zebrał sporo materiału dowodowego przeciwko niej... i teraz przypomina sobie kobieta o tym, że musi być przy dziecku... Czyżby prokurator tak zbawczo działał na uczucia macierzyńskie?
To chyba najbardziej adekwatne słowa do tej sytuacji. :-(