Hitu sprzed roku tym razem nie będzie, bo wymieniliśmy okna (wymiana nie ma nic wspólnego z moją walką z moskitami :)) i patent z tiulem i pineskami nie ma szans powodzenia. Trochę szkoda, bo miałem nowy (lepszy) pomysł na samoróbkę v2.0: tiul, listewki, wata lub filc, pineski, gwoździki, śrubki... ;)
Ostatecznie zamierzam zorganizować sobie fachową, lanserską i wypasioną siatkę na aluminiowej ramce, ale na taką trzeba czekać, a mnie tu żywcem jedzą! Myślałem, że do poniedziałku wytrzymam, ale był to błąd: minionej nocy, mimo jedynie rozszczelnionych okien, zabiłem około 10 komarów, kilka ciem, sporo jakiejś latającej drobnicy i... nawinęła się jeszcze biedronka, ale jej nie zabijałem, tylko wypuściłem nad ranem. No właśnie: chłodne ranki bez komarów to mit! Komary urzędują na trzy zmiany i nawet wtedy, kiedy powinno ich nie być, latają ich całe roje. Masakra...
Postanowiłem czym prędzej kupić najzwyklejszą moskitierę w postaci siatki mocowanej na taśmie z rzepem; na Allegro tanio i praktycznie na dowolny wymiar, ale nie mam czasu czekać! Polazłem więc do Nomi, bo to dla mnie najbliższy tego typu sklep; mieli moskitiery...
dokładnie takie, na jakich naciąłem się przed rokiem. Sprawdziłem dokładnie opakowanie i nie do końca pewien zawartości udałem się do kasy. W kolejce... komary urządziły sobie prawdziwą popijawę. Masakra...Nie czekałem dwóch godzin, jak każe instrukcja, lecz już w kilkanaście minut po przyklejeniu rzepu do ramy okna wziąłem i zamocowałem siatkę. Myślałem, że będzie jedna duża o wymiarach podanych na opakowaniu, ale okazało się, że są dwie wąskie... Fart jednak jak cholera, bo pojedynczy pas był szeroki na styk i gdyby dali o połowę więcej taśmy z rzepem, to zrobiłbym jeszcze jedną kwaterę.Co chwilę obserwuję sobie okno; co jakiś czas jakiś owadzi pomiot siada na siatce, ale do środka nic się nie pcha. Nie wiem, jak będzie wieczorem, kiedy komary rozpoczną swoje balety; trochę boję się, że przez dziurki w siatce uda im się wedrzeć do środka. Jeśli tak się stanie, wymienię tę siatkę na tiul, którego oka są nieco mniejsze.
Przyznam szczerze, że jest szczelniej, niż przypuszczałem. Napięta siatka idealnie przylega do uszczelki, więc przynajmniej bokami, jak w zeszłym roku, bzycząca zaraz pchać się nie będzie. Wygląda to estetycznie, szczególnie z zewnątrz, ale i od środka oka nie rani. Nie jest to konstrukcja oryginalna, jak ta z 2009, nad czym z resztą ubolewam, ale wobec mega plagi komarów liczy się przede wszystkim skuteczność. No i jeszcze skuteczność. Jutro uzupełnię ten wpis o recenzję skuteczności tej siatki. Okno zamierzam mieć przez całą noc otwarte (chyba, że będzie burza - a zapowiadają), ale jeśli uda się krwiopijcom jakimś cudem przeforsować moje zabezpieczenie, to poddam się i kolejną upalną noc spędzę przy zamkniętym oknie i wyjących wiatrakach: pokojowym i komputerowych, które wyjątkowo głośne się robią, gdy w pokoju dmucha ten duży.
Co do drewnianych okien, to zależy jak stare one są. Jeśli są z takim blaszanym okapnikiem (blaszką, po której spływać ma deszcz z szyby na parapet), to pewnie mój zeszłoroczny patent byłby dobry. Jeśli natomiast masz te nowsze drewniane (z metalową wstawką na dole kwatery), to taka moskitiera na rzepie mocowana od wewnątrz powinna się sprawdzić.
Pozdrawiam.