Wybory prezydenckie 2010 przejdą do historii jako te, w których naród Polski musiał wybierać między dwoma fatalnymi kandydatami. Najgorsze jest to, że to właśnie tych dwóch najgorszych kandydatów ma największe szanse na zwycięstwo. Zamiast głosować na polityka z jajem, charyzmą, wizją, autorytetem, świetnym wizerunkiem, opinią, aparycją, polotem i własnym pomysłem na prezydenturę, przyjdzie nam wybierać między psujem i awanturnikiem, a politykiem cichym, układnym i niewyrazistym jak cukier w wodzie.
Ciesząca się wciąż bardzo dużym poparciem Platforma Obywatelska wciska na siłę kandydata, który w normalnej sytuacji nie miałby większych szans na wygraną. Sytuacja jednak nie jest normalna, bowiem ów blady kandydat jest najbliżej prezydentury. Jego największymi atutami są cechy, których brak głównemu kontrkandydatowi. Mowa o spokoju, opanowaniu, kulturze wypowiedzi i spokojnym, ugodowym stylu uprawiania polityki. Takiego prezydenta będziemy mieli, bo na takiego zagłosujemy ze strachu, że stanie się nieszczęście na miarę tego z 2005, kiedy to Kaczyńscy przejęli władzę. PiS w rządzie + partyjny prezydent. Z resztą nie ma co do tego wracać, bo „Nie będę premierem, jeśli brat będzie prezydentem” i obłęd budowy IV RP wszyscy znamy.
Po niespełna pięciu latach ponownie Polska pójdzie do urn, by po demokratycznemu wybrać swojego prezydenta. Zamiast wyłaniać męża stanu z prawdziwego zdarzenia, znów, jak przed trzema laty, przyjdzie głosować „przeciw”. Bronisław Komorowski nie jest kandydatem, na jakiego chciałbym zagłosować, ale będę musiał nań głos swój oddać, bowiem chroń Boże Polskę przed Kaczyńskim! Nie chcę Jarosława u władzy; popisy jego politycznego kunsztu miałem okazję w pełnej krasie obserwować przez ostatnie lata. Widziałem, przeżywałem i dziś mówię stanowcze NIE! Nigdy więcej Jarosława Kaczyńskiego u władzy. Nawet PiS pod jego dowództwem marnie przędzie, a przecież nikt mu w rządzeniu partią nie śmie przeszkadzać.
To niedobrze, jeśli los kraju spoczywa w rękach jednej partii. Czym to grozi, widzieliśmy w latach 2005-2007. Obecny rząd zupełnie inny styl preferuje; jest niesamowity spokój, cholerna stabilność i kultura, ale mimo wszystko wolałbym w fotelu prezydenta widzieć człowieka nie spowinowaconego z partią rządzącą, nawet tą najlepszą. Po prostu: dla równowagi i pewności, że ktoś komuś będzie patrzył na ręce pragnę prezydenta spoza rządzącej frakcji, z jednym małym "ale": nie może nim być Jarosław Kaczyński, bo w przypadku jego prezydentury bardziej od patrzenia na ręce spodziewam się podkładania nóg, a nie o to przecież chodzi. Wspólnie trzeba budować, a nie przeszkadzać sobie i niszczyć. Dlatego zamierzam głosować przeciwko Kaczyńskiemu. Dość wstydu, awantur, niesmaku, żenady, haków i ciosów poniżej pasa.
Fakt jest smutny: w 2010 roku nie mamy porządnego kandydata z szansami na wygraną. Jest paru łebków z sensem gadających, którym przy normalnych wyborach bliżej bym się przyjrzał, ale stanowią oni jedynie blade tło dla dwóch kiepskich kandydatur, między którymi rozegra się czerwcowa batalia. Wzdychający o spuściźnie po bliźniaku, żałobie i tragedii, którą trzeba wyjaśnić (teorie spiskowe były, są i będą, trzeba więc umiejętnie korzystać) Jarosław Kaczyński kontra Bronisław Komorowski - kandydat partii rządzącej, której wszystkie najlepsze cechy (kultura, spokój, opanowanie itd) on sam uosabia. Kogo wybierze Polska? Na kogo zagłosują Polacy? Czy może raczej: przeciw komu?
Spokój i konsekwencja w działaniach rządu po katastrofie prezydenckiego TU-154 prowadzi prosto do zwycięstwa. Spokój i konsekwencja wynikają z dojrzałości i wiary w słuszność obranego celu. Spokój i konsekwencja torują drogę do ludzkich głów. Podejmując niełatwe i ważne decyzje w tak trudnym dla Polski czasie, ludzie z PO sporo ryzykują, jednak moim zdaniem opłaci im się to. To Platforma ustala dziś polityczne standardy i to Platforma zyskuje podejmując nawet te pozornie niepopularne decyzje. Ludzie polityki nie rozumieją, nie wiedzą komu i w co wierzyć, a w tym chaosie kroki podejmowane w sposób pewny i rozważny zawsze zostaną wzięte za dobrą monetę. Nawet podpisanie ustawy o IPN w czasie, w którym wielu domaga się skierowania jej do Trybunału Konstytucyjnego. Sam specem od Konstytucji nie jestem, ale zauważam jedno: nie wypełniając tzw. "woli ś.p. Lecha Kaczyńskiego" i nie odsyłając ustawy o IPN do TK, Komorowski, jak i cała PO, zyskała cenny punkt w psychologicznej batalii z PiS.
Krzykacze z PiS nie postawili na swoim, za to PO, wraz z marszałkiem p.o. prezydenta, dali społeczeństwu jasny sygnał, że Komorowski jest w stanie odważnie pełnić funkcję prezydenta z naciskiem na fakt, że jest to funkcja prezydenta, a nie funkcja Lecha Kaczyńskiego. „Prezydent” nie równa się „Kaczyński”, a Jarosław zdaje się próbować popłynąć na pamięci o bracie. Akcent padł na różnicę między prezydenturą Kaczyńskich (Lech zaczął, Jarosław chce kończyć), a prezydenturą nowej jakości, kojarzonej z klasą PO.
Komorowski, podpisując ustawę o IPN, zakończył sagę pt. „podejrzana ustawa o IPN”. Swoją drogą dziwi mnie to, że Lech Kaczyński zajmując się odsyłaniem ustawy do Trybunału tak bardzo się z tym ociągał. Mógł przecież zdecydować się szybciej i załatwić rzecz sprawnie, od ręki. Tego jednak nie zrobił i temat „podejrzeń odnośnie ustawy” ciągnął się i ciągnął, a w tym okresie zwlekania co jakiś czas „pewnymi wątpliwościami odnośnie ustawy” szturchano tego i owego z obozu wroga... Ot, taką szabelkę do politycznych utarczek sobie w opozycji zrobiono - bo jak to inaczej tłumaczyć? Gdyby sprawa była poważna, to nikt by takich zabaw nie urządzał, tylko po otrzymaniu projektu ustawy pierdut ją do TK i niech żyje Polska!
Ale się nie dało i zamiast polityczną debatą na temat przyszłości kraju i wizji prezydentury przez kandydatów, zajmować się trzeba takimi pierdołami jak słuszność wieszania billboardów, lub czy należy debatować w TV, a jeśli tak, to kto z kim i o czym. Gdyby to ode mnie zależało, to obydwaj główni bohaterzy wyborów prezydenckich 2010, Jarosław i Bronisław, w wyborach tych by nie wystartowali. PO wystawiłaby kogoś innego, może bardziej „z jajem i mocą”, PiS z kolei mógłby mieć problem z kandydatem, bo prezes partii skutecznie dbał o to, aby nikt zanadto nie wystawał z szeregu. Jednak Jarek z Bronkiem udział w wyborach wezmą, więc nie pozostaje nic innego, jak swoim głosem wesprzeć jednego, by osłabić drugiego. Takie mamy wybory. Drugi już raz.
A z tą sprawą ustawy o IPN tak właśnie jest, nie chodziło tylko o to, żeby ją zablokować, ale żeby mieć pretekst do ciągłego memlania. Ze wszystkim tak było, to taktyka tej partii po prostu.
Soooo true... Znów będę głosował przeciw :/. Dla odmiany z chęcią bym w końcu kogoś poparł.
A najgorsze jest to iż podobny wybór będę miał na jesień w wyborach samorządowych :/
Co mi zrobił Jarosław Kaczyński? Sprawił, że było mi wstyd za polską politykę i Wasz zaściankowe poglądy, które przekładały się na obraz naszego kraju.
Nie ma powodu aby się unosić. Jako modelowy przykład osoby która zrobi wiele by Jarosławowi politycznie "zaszkodzić" rozwieję Twoje wątpliwości co do motywów nie lubienia pana Jarosława. Otóż nie przeczę wcale, że jest on patriotą, że jest uczciwy ani, że leży mu na sercu dobro Polski ALE ja to dobro Polski rozumiem zupełnie inaczej niż pan Jarosław czyli:
- oczekuję kraju w którym nikt nie będzie bojowym, wojennym językiem przemawiał do ludzi, dzielił ich na lepszych i gorszych, na Polaków i Zomo itp.
- oczekuję kraju ŚWIECKIEGO w którym to nie biskupi będą decydowali o tym co jest prawnie dopuszczalne dla wszystkich (w tym niewierzących w Kościół Katolicki)
- oczekuję kraju w którym ludzie przynoszący wstyd i hańbę mądremu człowiekowi jakim był Jezus, a rzekomo wypowiadający się w jego imieniu, jak Ojciec Dyrektor spotkają się wreszcie z naganą, a nie aprobatą i wizytami rządzących
to tylko najważniejsza część powodów dla których Jarosław budzi mój niesmak. Swoją osobą reprezentuje on przeciwieństwo moich 3 oczekiwań wymienionych powyżej gdyż
- w swych wypowiedziach przejawia agresywną, kłótliwą naturę i skłonność do atakowania innych ludzi
- skłóciłby Polskę doszczętnie z sąsiadami a z Rosją na 100%
- gdyby miał pełnię władzy na pewno realizowałby bez zarzutu życzenia Ojca Dyrektora, w końcu mają wspólny elektorat
- po długiej komunistycznej okupacji wpadlibyśmy już kompletnie w ideologiczną okupację kleru który rękami Wodza stanowiłby o polskim prawie (aborcja, in vitro, antykoncepcja)
Wybacz, nie tak wyobrażam sobie dobro Polski i Polaków. Pewnie i tak pisze jak do ściany bo od zwolenników PiSu na konkretne argumenty odpowiedź pada jedna, typu: Bolszewickie postkomusze kanalie, żydokomuniści, łże-eliciarze dają sobie robić wodę z mózgu przez antypolskie media (które pewnie pod wypowiedzi Jarosława podstawiają zupełnie inne, negatywne i dopasowują do ruchu ust)
Sorry, nie moje klimaty.
"Co wy, do jasnej anielki, chcecie od Jarosława???!!! W czym on wam zawinił???"
Oj znalazłoby się tego bardzo, bardzo dużo. Nie cierpię tego gościa za dyktatorskie zapędy, kompletne niezrozumienie czym jest pluralizm i demokracja, wyjątkową małostkowość i brak jakiejkolwiek wizji rozwoju tego kraju. Tak jak napisał Przemo - nie moje klimaty zupełnie.
No i to wycieranie sobie gęby polskością, patriotyzmem i czym tam jeszcze. Zupełnie inaczej pojmuję patriotyzm i niekoniecznie znaczy to dla mnie mus przybicia krzyża gdzie się tylko da, padanie na kolana przy każdej okazji i nieumiejętność podpisania międzynarodowej umowy, którą samemu się wynegocjowało i uzależnianie przystąpienia do niej suwerennego ponoć państwa od decyzji innego państwa.
Lech był bardzo kiepskim prezydentem. Jarek byłby fatalnym.
@Andrzej: gdybym nie był na pogrzebie mojego "nieodżałowanej" pamięci Teścia, to bym pomyślał, że to on. Ten sam język, zero tolerancji i szukanie winnych wszędzie wokół, czysty polski "katolicyzm"...
- nie dobrze gdy władzę sprawuje jedna partia i nie tylko dla tego, że w 2005 roku było przez to kiepsko, ale dlatego, że w roku obecnym jest już bardzo ŹLE! PO ma większą władzę niż PiS w 2005,
- też idę głosować przeciwko, przeciwko PO, czyli przeciwko Komorowskiemu, czyli wyjdzie ze na Jarka. A wcale mi się to nie uśmiecha, wolałbym Korwina, albo innego niespowinowaconego z obydwiema tymi partiami,
tak się składa, że przed chwilą napisałem o tym na swoim blogu, także zapraszam. Sorki za autoreklamę, mam nadzieję że wybaczysz, chodzi o temat.
Tylko oszołomom religijnym i nacjonalistom nie dziwię się poparcie dla Kaczyńskiego.
Z tą tylko różnicą, że ja w pierwszej turze oddam głos na kandydata z drugiego szeregu, bo to będzie bardziej zgodne z moim poglądami anty-socjalistycznymi!
W drugiej turze jeśli wejdą do niej Komorowski i Kaczyński to oczywiście wybiorę tego pierwszego bo prezentuje nurt bardziej liberalny gospodarczo, czyli dużo mniej socjalistyczny niż ten drugi. Co więcej Jarosław nawet nie jest zwykłym socjalistą lecz narodowym-socjalistą...
Swoją drogą mam nadzieję że jeśli wygra Komorowski, to PO zmieni konstytucję i zastąpi 50/50 Prezydent/Premier w sile głosu, na Premier 90 a Prezydent...
Przy takim podziale jeszcze bardziej Bronisław będzie pasował bo będzie chodzić o kogoś kto ma być ładny i miły dla naszych gości z za granicy a nie musi podejmować żadnych strategicznych decyzji więc zero przebojowości...
Na poczatku potepilem "Po trupach do celu" Figurskiego i Wojewodzkiego, ale teraz przyznaje im racje! Jaroslaw zrobi wszystko dla wladzy naprawde doslownie wszystko!
Przypomnijcie sobie jak dawniej bulwersowal sie, gdy ktos nazywal go bratem prezydenta, a patrzcie jak teraz zmiana o 180 stopni i na kazdym kroku podkresla jaki to kochany braciszek.
Z innej beczki: wszyscy wiemy jaki z Jarosalwa rusofob, a teraz jak widzi ze narod chce przyjazni z Rosja to pierd**i "nasi bracia Rosjanie". Zygac mi sie jego podloscia, obluda, dwulicowoscia i miernota chce. Jest zerem, wszystko by oddal dla wladzy. Oby nie wygral.