Nie wiem jeszcze, o co w tym wszystkim chodzi, ale jednej kwestii pewien jestem: Radosław Sikorski gra dla Komorowskiego. Nie wiem, czym to jest podyktowane: czy Radek taką polityczną łamagą jest, czy taki scenariusz ktoś w Platformie napisał i wręczył aktorom tego przedstawienia? Bo jak inaczej wytłumaczyć roztrwonienie przez Sikorskiego poparcia, jakie ten miał tuż po ogłoszeniu przez Tuska rezygnacji z ubiegania się o krzesło prezydenta?
Sikorski nie może być prezydentem - przynajmniej nie teraz. Sam to cały czas akcentuje. Jest zdolnym i wyrazistym politykiem z cholernie znakomitą prezencją, ale swoim postępowaniem w kampanii prawyborczej pokazuje, że jeszcze nie dojrzał do stanowiska głowy państwa. A szkoda, bo dzięki aparycji, obyciu na zagranicznych salonach, znakomitej znajomości angielskiego i błyskotliwości wypowiedzi, po jednoczesnym ograniczeniu kompetencji stanowiska prezydenta, byłby świetną wizytówką naszego kraju na arenie międzynarodowej.
Szkoda, ale widać sam ciężko pracuje na to, aby w najbliższych wyborach wystartował jego partyjny kontrkandydat, obecny marszałek sejmu, Bronisław Komorowski.Sikorski zdaje się nie ogarniać tematu, że Polska to nie Ameryka i tutaj bardziej ceni się skromnych, ale pracowitych i odpowiedzialnych ludzi. Radosław raczył już na starcie swojej kampanii pokazać ludziom, jak mocno odstaje lub też nie rozumie polskiej rzeczywistości. Skandowanie „były prezydent Lech Kaczyński” czy olanie kuluarowych spotkań unijnych ważniaków, podczas których to nieoficjalnych posiadówek najwięcej można uzgodnić - to główne dołki, jakie sam na siebie Radosław wykopał i te dołki widać także na wykresach poparcia dla jego osoby.
W kwestii charakteru prezydentury, jaki wolałbym obserwować przez najbliższych pięć lat (licząc po jesiennych wyborach) zdecydowanie bardziej odpowiadałaby mi wersja Sikorskiego. Wygląda jednak na to, że przyjdzie głosować na Komorowskiego, bo Radek polegnie w prawyborach. Pewnie tak będzie, bo on sam nic sensownego nie robi, aby te prawybory wygrać.
Z resztą bananowy jest jak Chiquita. Pamiętam, jak idąc do kuchni usłyszałem z tv materiał o prawyborach i zapowiedź relacji z wystąpienia Sikorskiego. Poszedłem zobaczyć to na ekranie: po pierwszych dwóch zdaniach wymiękłem i zrobiło mi się bardzo nijak. To jego wystąpienie zbiegło się jakoś z medalem (nie pamiętam którym) Justyny Kowalczyk i na tym sympatycznym motywie Sikorski wstęp do swojego wystąpienia postanowił oprzeć. Coś tam chlapnął o tym, że sam na nartach pomyka, ale bananowy ton i uśmiech, z jakim to powiedział, przyprawiły mnie o mdłości. To już nawet Kaczyńscy razem wzięci u Rydzyka na antenie nie byliby w stanie w takim stopniu łasić się do publiki! To był pierwszy karny punkt dla Radka i - co czas pokazał - nie ostatni.
Bronisław Komorowski? Czemu nie. Dzięki prawyborom Platforma jest wręcz skazana na sukces swojego kandydata w wyścigu o urząd prezydenta. Niezależnie od tego, kogo PO desygnuje do walki w wyborach, w ludzkich świadomościach ten kandydat będzie już przynajmniej po części zwycięzcą. Będzie takim best of the best, murowanym pewniakiem, który bez cienia wątpliwości musi być najlepszym materiałem na prezydenta. Szczególnie w porównaniu do Lecha Kaczyńskiego, którego większość ma po prostu dość. Sikorski byłby lepszym bezpośrednim rywalem Kaczyńskiego, bo pod każdym względem się od niego różni: wysoki, przystojny, z językiem obcym, nowoczesny itd. Tylko co z tego? Miał moje pełne poparcie jedynie do chwili swojego pierwszego wystąpienia jako kandydat, a raczej kandydat na kandydata. Spieprzył to koncertowo.
Jako potencjalny prezydent przyprawił mnie o mdłości; miałem wrażenie, że na mównicy stoi człowiek, który, gdyby mógł się rozmienić na drobne kawałki, to wlazłby w tyłek każdemu z obecnych na jego wiecu z osobna. Z całym szacunkiem, ale to jego gadanie był tak słodkie i wazeliniarskie, że 80% mojego poparcia dla jego osoby z miejsca gdzieś się ulotniło.
Niech więc Bronisław Komorowski będzie sobie prezydentem. Jeśli wygra, to przy współudziale Sikorskiego, który od początku swojej kampanii w prawyborach wziął i zaczął przekazywać swoje poparcie marszałkowi. I dobrze. Prezydentem ma być gość, którego nie będę miał dość po kilku tygodniach oglądania, słuchania i czytania jego wypowiedzi w mediach. Sikorskiego lukrem rzygać mi się zachciało już po dwóch zdaniach jego; pewnie za jakiś czas przestałby tak cukrować, ale jak to o nim świadczy?
Komorowski spokojny, opanowany, dojrzały, stonowany - na takiego zagłosować wolę. Sikorski niech się ogarnie, dojrzeje i nauczy zaskarbiać sympatię bez lukru i wazeliny, bo są ludzie - jak ja - którzy nie lubią, jak się im narciarskim sprintem w dupsko wjeżdża i usta lukrem napycha. Zamiast słodyczy wolę odpowiedzialną pracę dla mojego dobra, a ja już sam zadbam o to, czym się nakarmię. Grunt, żeby takiego pokarmu, jakiego ja chcę, mój prezydent mi dostarczył.
A Komorowski… obleci. Nie ma wodotrysków, ale to chyba człowiek, którego zaakceptuje większość.
W obecnej sytuacji, o wiele ważniejsze jest żeby wreszcie zaczął rządzić krajem ktoś kto będzie miał chęć i odwagę podjąć trudne i niepopularne, ale skuteczne decyzje. Platforma chyba tak bardzo boi się powrotu do władzy populistów z PiS, że nic niepopularnego zrobić nie zamierza. Ja też bałbym się powrotu do władzy PiS, przerabialiśmy już ich rządy i wiemy jak to wyglądało, ale trudne decyzje czekają. Trzeba naprawić finanse publiczne, a to jest możliwe TYLKO poprzez odebranie, pochodzących jeszcze z komunizmu, przywilejów dla klas robotniczych, wcześniejszych emerytur itp. To są olbrzymie, miliardowe wydatki, z naszych wspólnych pieniędzy, które ciągną budżet w dół i sprawiają, że w sferach gdzie pieniądze są naprawdę potrzebne (służba zdrowia, zus itp.) ich nie ma. Z takim balastem nie ma co myśleć o obniżaniu podatków celem rozruszania gospodarki, można je tylko jeszcze bardziej zwiększać.
Do tego to wszystko zmierza i te całe szopki, wybory, prawybory to dla mnie kolejne rozczarowanie polską polityką w ogóle. Wieczne odkładanie ważnych rzeczy na później, grunt żeby w sondażach wyjść ok. I tragedią dla kraju jest, że aby trzeba głosować na partię kiepską (PO) żeby do władzy nie powróciła partia tragiczna (PiS).
A głos w pierwszej turze wyborów zostawiam sobie dla kogoś innego :)
super