Rok szkolny się zaczął i znów słowo „burak” wróciło do łask. I nie chodzi bynajmniej o buraki ćwikłowe czy cukrowe, ale o pogardliwe określenie osoby mieszkającej na wsi. Często je słyszę w okolicach szkół średnich czy też na dworcu PKS. „Weź, wysęp szluga od tych buraków”, „spytaj się tego buraka, czy nie ma 50 groszy”, „ta panna chodzi z jakimś burakiem” itd... W mieście „burak” = wieśniak. Czy aby na pewno? Na naszym Forum założyłem niedawno temat ”
Wieśniak gorszy od miastowego?”, aby „posłuchać”, co mają na ten temat do powiedzenia inni, bowiem juz wtedy planowałem ten temat poruszyć w artykule na mojej prywatnej stronie. I ten artykuł kieruję przede wszystkim do tych, którzy słowa „burak” używają do określania osób mieszkających na wsi.
„Burak” w sensie „mieszkaniec wsi” ma być pogardliwym określeniem prostego mieszkańca wsi, którego światem nie jest miejski tłok, ale życie wśród bydła, praca w polu i ograniczony dostęp do miejskich luksusów (kina, markety, puby itd.). Burak to ten niemodnie ubrany frajer, który po powrocie ze szkoły zamiast siedzieć pod blokiem czy szlajać się po mieście, wsiada w autobus i jedzie do domu na wieś.
Wieś... Prostacy... Tępaki... Taki stereotyp wsi krąży w miastach wśród półmózgów, którym wydaje się, że nazwa ulicy przy numerze domu to wielki przywilej, wyróżnienie – coś, co pozwala czuć sie lepszym. Sranie w banie, bo Ci, którzy tak myślą, gówno wiedzą o dzisiejszej wsi i sami są prostakami, bo ich horyzonty myślowe nie sięgają dalej, niż poza granice miasta. Nie widzą dalej i nie myślą dalej. I kto tu jest prostakiem? Ten, który dupska nie ruszy poza swoje miasto, nie poznaje, jak żyją inni, czy ten, który po kilkunastu latach dzieciństwa spędzonego na wsi wychyla się dalej?
Jaka jest dziś wieś? Na pewno nie taka, jaką wyobrażają sobie ci, którzy jej mieszkańców nazywają „burakami”. Dzisiaj wieś nie różni się niczym od znajdujących się na obrzeżach miasta dzielnic. Na osiedlach domów jednorodzinnych jest tak jak na wsi: domy, płoty, bramki, budynki gospodarcze, działki, małe sklepiki, nie wszędzie asfaltowe drogi...
- Na wsi hoduje się krowy, produkuje się zboże...
- Za to w mieście się je przetwarza!
Wieś bez miasta może istnieć, ale miasto bez wsi nie. Mam wielu znajomych, którzy nie mieszkają na wsi, a jakoś nie widzę u nich niczego, co by wzbudzało pogardę. Dziś na wsi sporadycznie hoduje się po kilka sztuk bydła, a zajmują się tym najczęściej osoby starsze. Teraz hodowla bydła czy drobiu, to już nie rodzinna profesja, ale przemysł – zwierzęta liczone są w setkach! Za to stodoły czy kury na podwórku można spotkać także w niektórych częściach miast, więc argumentacja „buractwa” tym, że wieśniaki babrają się w gnoju jest co najmniej nie na miejscu.
Dzisiaj wieś jest wsią tylko dlatego, że nie jest miastem. Inna sprawa, że każdy ma swoje korzenie na wsi. Jednych rodziny wcześniej, innych później, ale wszystkie kiedyś osiadły w miastach, wcześniej mieszkając na wsi. Każdy z nas ma rodzinę na wsi, ale chyba nie nazywa jej „burakami”??? A co z wioskami wchłanianymi przez miasta? Czy ich mieszkańcy z dnia na dzień przestają być burakami? A ludzie przez długie lata mieszkający w mieście, którzy budują domy na wsiach stają się wraz ze zmianą adresu burakami?
Dobra, teraz kwestia wyglądu (a dokładnie ubioru). W mieście goni się za modą, zawsze trzeba być trendy i w ogóle: popisówka przed wszystkimi. Na zakupy do centrów handlowych wiele osób stroi się bardziej, niż do kościoła, a w głowie jak ping-pong odbija się myśl „czy aby na pewno dobrze wyglądam?”. Mieszkańcy wiosek, szczególnie tych dalej położonych od miasta, nie przywiązują takiej wagi do stroju. Podoba mi się to. Nie patrzą na ubiór, ale na człowieka, zachowują swobodę i naturalność. Zdarzyło mi się być w takim domu, we wsi położonej blisko 30 km od miasta. Czułem się tam tak swobodnie, jak we własnym domu.
Wykształcenie. Wielu mieszczuchów mniema, że na wsi ludzie są mniej wykształceni. Kłóciłbym się... Zarówno w mieście, jak i na wsi mieszkają ludzie, którzy skończyli studia lub tylko podstawówki czy zawodówki. Wszystko zależy od ambicji, a nie od miejsca zamieszkania. Swoją drogą na większe uznanie zasługuje wykształcony mieszkaniec małej miejscowości niż dużego miasta. Bo? Bo musiał pokonać więcej przeszkód, aby zdobyć to wykształcenie niż mieszczuch mający szkoły pod nosem.
Kolejna kwestia, to sprawy sercowe. Tak jechaliście po wieśniakach, a sami jakiś czas później związaliście się z wieśniarami. Szydziłyście z wieśniar, a później okazuje się, że chodzicie z ich braćmi. A czy ten typ, który mieszka parę pięter nad tobą, nie ubiera sie modnie, nie ma internetu i nie przesiaduje w modnych klubach, to tez burak?
Zastanówcie się ci, którzy szastacie słowem „burak”! Burakami jesteście wy, bo macie tak wąskie horyzonty myślenia i jesteście takimi prostakami, że to właśnie wy powinniście mieszkać na wsi – takiej wsi, jaką ją sobie wyobrażacie, wśród takich ludzi, za jakich macie jej mieszkańców - nie różnilibyście się niczym od nich! Zachowujecie się jak buraki...
tyle.
...aha! jeszcze jedno! To są buraki:
A buraki można spotkać w Rpoczycach... no bo z czego oni cukier robią? :P
OVER! ;-)
Dobrze, że napisałeś ten tekst.. Może otworzy to niektórym oczy na sytuację..
Rspct :) Pozder :*
Podobał mi się ten tekst.
Co do słowa burak, u mnie używa się go raczej w stosunku do osób aspołecznych, "dzikich", albo niewychowanych, niekulturalnych.
Burak to sąsiad który nie mówi dzień dobry, albo koleś który męczy wszystkich głupimi bądź niesmacznymi dowcipami.
Dziś słowo' burak' nabiera trochę innego znaczenia i niekoniecznie musi się wiązać z wiejskim pochodzeniem.
pozdrawiam
To znaczenie "buraka", o ktorym piszesz, tez nie jest obce u nas, bo takze okresla niekrzesanego, niekulturalnego czlowieka, ale uzywa sie go takze w tym kontekscie, ktory poruszylem w artykule :) lubimy czerpac z zachodu, wiec moze nasze Podkarpacie nauczy sie czegos od Dolnego Sląska :) Udanego wesela ;)
Pozdrawiam