Tusk nie będzie na prezydenta kandydował? Wolne żarty! On i jego zawodowa armia pijarowców właśnie zastosowali starą sztuczkę „chciejcie i proście”. Bo Donald nigdzie się nie będzie pchał - to jego naród ma wepchnąć w miejsce Lecha. Donald przez całą swoją dotychczasową kadencję premiera kroczył pod parasolem przyszłego kandydata na prezydenta. Poparcie ma spore i ta cała proprezydencka otoczka towarzyszyła mu aż do teraz - do chwili, kiedy ogłosił, iż dla dobra narodu rezygnuje z udziału w wyborach prezydenckich.
Cwaniak wie co robi. W jego wydaniu to nie tylko sztuczka „chciejcie i proście, bym kandydował”. To również przesłany wyborcom sygnał „ja tu jestem najlepszy, nikt mi nie dorównuje, jestem odpowiedzialny, odważny, zdolny do poświęceń i nie zależy mi na prezydenckim lansie”.Moim zdaniem Tusk dobrze kombinuje. Zawsze marzyło mu się wyro prezydenta i nigdy tego nie ukrywał, aż tu nagle taki zwrot: Tusk nie chce być prezydentem? Coś w tym musi być.
Trudno jest mi uwierzyć w tę jego decyzję, skoro kampanię prezydencką prowadzi już od kilku miesięcy. Wszystko, co robi, zdaje się mieć na celu torowanie mu drogi do najbardziej lanserskiego stanowiska w kraju. Nie miałem czasu kiedyś o tym pisać, ale zwróciłem uwagę na taką jedną rzecz. Tusk, w swoich wypowiedziach, o politykach PO wyraża się w sposób neutralny - szczególnie wtedy, gdy sprawa ich dotycząca śmierdzi. Wszyscy wiemy, z jaką partią Donald jest związany, ale on sam na temat jej członków wypowiada się z góry, zza parawanu, akcentując dystans dzielący go od Platformy. W ten sposób Tusk stara się kreować na niezależną instytucję, z nikim niczym nie związaną, która nie ma nic wspólnego ze złem maluczkich i głupiutkich z ulicy Wiejskiej. On - wyrocznia, potężna i sprawiedliwa, gotowa ukarać nawet samego boga.
Wraz z informacją o rezygnacji Tuska z wyścigu o prezydenturę pojawiła się
wieść, że najdalej za kilka miesięcy Platforma Obywatelska przedstawi swojego kandydata. Może to być Bronisław Komorowski, a może być i Radosław Sikorski. Jak dla mnie ten drugi: zdecydowanie lepsza aparycja, świetny angielski, wizerunek twardego, nieugiętego i nowoczesnego fachowca od polityki międzynarodowej, w której kompletnie nie radził sobie Lech Kaczyński. Właściwie na każdej z wymienionych płaszczyzn Sikorski deklasuje obecnego prezydenta.
Szczerze? Chyba wolałbym właśnie Sikorskiego. Urząd prezydenta ma charakter reprezentacyjny, a porównanie prezencji Radka i Donka zdecydowanie wypada na korzyść tego pierwszego. Jednak jeszcze nic dokładnie nie wiadomo. Zostało powiedziane „ja, Donald Tusk, rezygnuję z walki o urząd prezydenta” i teraz trzeba chwilę poczekać, jak na to hasło zareagują słupki w sondażach. Zdarzyć się może przecież i tak, iż Donald dojdzie do wniosku, że jeśli nie on sam, to nikt inny nie wygra tych wyborów. I otrze łezkę, zaciśnie zęby i dla dobra narodu, historii i sondaży ruszy w bój o prezydenturę.
Odwidziało mu się, bo na trzeci rok swojej rządowej kadencji doszedł do wniosku, że jako prezydent będzie gówno mógł zrobić, nie rządzić? Może to sygnał dla internautów, by ci nie liczyli na pomoc prezydenta w sprawie zawetowania ustawy niosącej ze sobą możliwość cenzury internetu? Taka chęć zneutralizowania nadziei pokładanych w Lechu Kaczyńskim? A może faktycznie Donald chce rządzić, a jako prezydent nie miałby takiego pola do popisu? Oddaje prezydenturę komuś innemu, kto nie musi umieć rządzić, bo i tak nie miałby ku temu okazji? Cholera tam wie. Z pewniejszą oceną poczekam do momentu oficjalnego ogłoszenia kandydata Platformy.
Sikorski na prezydenta!