Cholera, ależ zleciało! Widmo milenijnego krachu jeszcze z pamięci się nie ulotniło, a tu pierwsza dekada nowego tysiąclecia do historii przeszła. Starzejem się szybciej, niż myślim, a świat na nas nie czeka. Nowy rok i jakieś postanowienia? Po co? Żeby raz do roku coś sobie ustalić, a jak nie wypali, to z kolejnym celem czekać do kolejnego 1 stycznia? Bezsens, choć wielu go potrzebuje.
Wczorajszy dzień - wieczór - noc również celebrowałem, ale bynajmniej nie z powodu funkiel nowego kalendarza na ścianie. 31.12 /1.01 to dla mnie data ważna z powodu takiego, iż na tę noc przypada rocznica związku, który prawie rok temu wszedł w fazę narzeczeństwa :) O ślubie póki co nie myślę, bo nie potrzebuję obrączek, by kochać. Ale nie powiem, fajnie by było mężem czyimś być :) Może na przyszły rok powezmę takie postanowienie, ale pozwólcie, że tę kwestię zdejmę z bloga i włożę w segregator z etykietką „prywatne”. Jestem szczęśliwym narzeczonym i kropa + toast za to jutro albo pojutrze.
Gdzie spędziliście Sylwestra?
Ja w domu, z kobietą, filmem, winem i własnej roboty przekąską na drobiowym mięsie opartą. Wiele znajomych par taką formę spędzenia ostatniej grudniowej nocy wybrało, a single płci męskiej postawili raczej na we własnym gronie chlanie i ewentualne na singielki polowanie. Na Rynek mieli pójść, o ile obchodzenie Sylwestra nie zakończą nieco wcześniej i nieco bliżej miejsca imprezy.
Na dębickim Rynku sylwestrowy event jak zwykle sponsorowały nuda, żenada i lipa. Według niektórych, którzy mimo złych doświadczeń jednak na Rynek poleźli, impreza miejska przybrała (jak co cztery lata) postać wiecu wyborczego władzy obecnie w mieście trującej. VIP-y gadali, kapela grała, a policji i służb ochrony było od groma - ot, uroki małych miast derbowych. Fajerwerków tak niewiele, że nawet nie żałowałem, że nie zdecydowałem się urządzić sylwestrowemu niebu sesji fotograficznej. Kusiło to trochę, ale lepsza ku temu okazja będzie na przełomie sierpnia i września, kiedy to miasto, jak co roku od lat kilkunastu, żegnać będzie wakacje.
Z okna wypatrywałem czegoś fajnego, bo ode mnie sporo widać - lecz nie w tym roku. Niczego nie zobaczyłem, bo niczego nie było. Się znaczy coś z pirotechniki latało, ale niewiele. I dobrze - przynajmniej do oglądania filmu mogliśmy szybciej wrócić. Sąsiad jeden był dobry: ma taką małą, na oko dwuletnią, córeczkę i już przed 18-tą zorganizował dla niej specjalny pokaz sztucznych ogni. Tym samym podsunął mi znakomity pomysł: za rok, jeśli będę miał na to ochotę (i nie zapomnę ;)) sam sobie zrobię pokaz fajerwerków taki, jaki chcę sfotografować i o takiej porze, jaka mi najbardziej odpowiadać będzie.
No i właśnie dotarłem do wątku najbardziej dla mnie bolesnego, czyli pory świątecznych i sylwestrowych punktów kulminacyjnych: 2 x północ. Z takim trudem, po raz pierwszy w swoim życiu, przestawiłem się na wczesne wstawanie, a tu przyszedł grudzień i przez ostatni tego miesiąca tydzień cały mój piękny harmonogram trafił szlag! Będzie trzeba żmudnie i od nowa popracować nad wstawaniem bez budzika o 5-6 rano. Ja to pokochałem! I odzyskam.
Noworoczne życzenia? Te same, co przed rokiem: kasa, zdrowie, laski, awanse, sukcesy, sława i proszek do prania. Nie wiem tylko, jak to ostatnie zostanie odebrane, bo wieprzowina ostatnio źle się kojarzy - nawet jeśli występuje pod postacią świnki-skarbonki. A propos świńskiej:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Dekada_(czas)