To był ciężki tydzień: roboty miałem od cholery, a moje stanowisko pracy uległo uszkodzeniu. Dokładnie tydzień temu, w sobotnie przedpołudnie, dokonałem niezamierzonego złamania mojego dotychczasowego krzesła obrotowego. Służyło mi ono dobrych dwadzieścia parę miesięcy.
W chwili zakupu niebieskiego złamasa ważyłem niewiele, bo w okolicach 70-75 kg (po części za sprawą palenia przeze mnie papierochów). Krzesło moje było przeznaczone raczej dla osób młodych, bo pamiętam, iż na pudle było jakieś wagowe ograniczenie podane - do 85 kg bodajże, ale czy na 100% tyle, to nie wiem. Pewne jest tylko to, że mieściłem się w tymże limicie. Od tamtego czasu jednak przytyło mi się, rzekłbym, znacznie i owe 75 kg stało się jedynie miłym wspomnieniem z młodości. Każdemu ćwierćwiecznemu facetowi cielska z racji wieku przybywa i to jest pierwsza z przyczyn mojego przytycia. Drugim powodem, dla którego coraz krótsza robi się skala łazienkowej wagi, jest rzucenie przeze mnie palenia, przez co zacząłem jadać obiady, śniadania i kolacje zawsze, a nie zastępować je papierosami.
Przytyłem i nabrałem masy wyraźnie przekraczającej możliwości niebieskiego krzesełka. Wiercąc się na nim, luźno opadając na oparcie, czy nawet spadając na siedzenie swoim zadem musiałem w końcu je wykończyć. Przez długi czas niewiadomą było „kiedy?”, ale wszystko to wyjaśniło się przed tygodniem, z dokładnością do 1 godziny :)
Przez calutki tydzień cierpiałem, gniotąc pośladki na piekielnie twardym i sztywnym składanym krzesełku za 20 zł z Biedronki. Nawet poducha nie pomagała, bo i prawa pomóc nie miała: konstrukcja krzesła skutecznie uniemożliwiała obranie wygodnej pozycji siedzącej na kilka godzin. Wąskie siedzisko, wcinające się w lędźwie oparcie i tak twarde, niskie, bez kółek i opcji chybotania się krzesło, że o jakimkolwiek relaksacyjnym wykorzystaniu nie śmiem nawet wspominać.
Średnio przed komputerem spędzam 10 godzin dziennie (bywa 5-15 godzin, ale najczęściej mieszczę się w granicach 8-12). Gniotąc dupę na tym zastępczym, składanym szicie, wielokrotnie łapałem się na tym, że siedząc nieznacznie bokiem, prawą nogą podpierałem się o podłogę lub ścianę, by nie zsunąć się z siedzenia (siedząc na krawędzi tegoż). Przez to prawa noga na całej swojej długości przez calutki czas była obciążona.
Skutek?
Po dwóch dniach dupsko zaczęło protestować i na wysokości kości ogonowej pojawił się narastający z każdym kolejnym dniem ból, a bodajże po czterech dniach do strajku przyłączył się prawy staw biodrowy. Kulałem więc i z każdym dniem, za sprawą bólu, sztywniej się poruszałem.
We wtorek, wieczorem, zmówiłem na Allego nowy fotel. Duży, z wysokim oparciem bez regulacji kąta nachylenia tegoż, na gumowych kółkach i z obiciem w całości wykonanym ze skóry eko (łatwa w czyszczeniu; szmaciane obicie starego jest pełne zacieków po pucowaniu go płynami do dywanów i tapicerki). Wszystkie te cechy były pożądane: o tym, co powinno mieć, a czego winno być pozbawione moje robocze siedzenie, dowiedziałem się na przykładzie poprzedniego.
Zamówienie złożyłem we wtorek późnym wieczorem, sprzedający odebrał je nazajutrz i po krótkich negocjacjach obiecał wysłać dnia następnego, tj. w czwartek. Słowa dotrzymał i w piątek (wczoraj) wparował do mnie kurier, taszcząc ze sobą mój nowy, niespełna 20 kilogramowy tron. Ów kurier jeszcze nie wie, że po niedzieli czeka go kolejny kurs pod ten sam adres z równie ciężkim pakunkiem od tego samego nadawcy ;)
Skompresowane archiwum
fotel_z_allegro.karton ma to do siebie, że po dekompresji trzeba sobie jego zawartość samodzielnie złożyć - Ikea bez wyłażenia z domu, normalnie :). Wszystko luzem ma jednak tę wielką zaletę, że własnoręczne składanie w całość jest źródłem wiedzy, nieocenionej podczas eksploatacji. Montaż z klocków dowiaduje dokładnie: co, gdzie, z czym, jak, w jakiej kolejności, po co i co się może stać ewentualnie, jeśli...
Fotel mój z najwyższej półki jakościowej i cenowej nie jest, ale pomimo tego mam nadzieję, że pociągnie u mnie przynajmniej tyle, ile jego poprzednik. Niebieskiego dotąd nie doceniałem, przyznaję. Pod naporem zbyt wielu mych kilogramów rozklekotał się cholernie i dzięki temu stał się krzesłem niesamowicie dopasowanym do mojego, że tak to nazwę, profilu. Nawet nie zwróciłem uwagi na fakt, iż siedzi się inaczej, niż tuż po jego zakupie ;) Jak wiele wraz z niebieskim krzesłem straciłem, na własnej skórze doświadczałem w ciągu ostatnich siedmiu dni.
Gdyby udawało mi się na pracy skupiać, to pewnie nie zwracałbym uwagi na to, na czym zad swój trzymam. Problem jednak w tym, że o jakimkolwiek skupianiu mowy być nie mogło! Na tym składanym krzesełku nawet proste myśli ginęły, lub w popłochu wiały, gdy do mózgu, z okolic lędźwiowych i poniższych, nadciągała kolejna fala bólu.
Na szczęście kres kłopotów przyjechał kurierem. Od wczorajszego popołudnia siedzisko nowe mam i znowu mogę normalnie pracować. Znowu mogę dać się pochłonąć myślom, a nie walce z bólem i równowagą. Komfort jest w cenie i zdania nie zmienię, a my ass and bioderro powoli wracają do zdrowia :)
Chcesz taki?
Chwalę się, że wygodny, niedrogi i mam go, więc pochwalę się też aukcją, na której go kupiłem :) Za taką kasę drugiego takiego (tak dużego i 100% ze sztucznej skóry) fotela nie znalazłem. Kto z Was planuje zaopatrzyć się w nowe siedzenie, bądź też w ramach zbliżającej się "gwiazdki" zamierza sprezentować takowe komuś bliskiemu, niechaj zajrzy sobie
TUTAJ (na ten moment do końca aukcji pozostały 4 dni, a foteli jest jeszcze 10, w dwóch dostępnych kolorach: czarnym i brązowym). Ja ze swojego zakupu jestem zadowolony; może plastik zamieniłbym na drewno, ale wtedy nie byłoby już tak tanio ;)