Teraz o tym, jak niemożliwe może stać się możliwym. Sezon 1996/1997, przedostatnia kolejka i mecz na szczycie: Legia Warszawa kontra Widzew Łódź. Do 88 minuty Legia prowadziła 2:0 i taki wynik dawał jej awans na pierwsze miejsce w ligowej tabeli. Widzew potrzebował remisu, aby obronić pozycję lidera i zachować szanse na tytuł mistrza Polski (wygrana z Legią dawała mistrzostwo od ręki). Zainteresowanych tabelą i wynikami sezonu 1996/1997 odsyłam
tutaj :)
88 minuta i 2:0 - już po meczu, chciałoby się rzec, ale nie dla drużyny prowadzonej przez Franciszka Smudę. W 88 minucie było 2:0 dla Legii, ale po końcowym gwizdku arbitra to Widzew cieszył się z wygranej 3:2 i zapewnienia sobie tytułu mistrza. Tak wyglądała końcówka tego pamiętnego meczu:Legia vs. Widzew 1996/1997 to nie tylko pojedynek, w którym starły się dwie najlepsze drużyny w kraju, ale również rywalizacja dwóch najlepszych bramkarzy grających w I lidze: Grzegorza Szamotulskiego, młodego i cholernie utalentowanego bramkarza Legii oraz Macieja Szczęsnego, doświadczonego goalkeepera Widzewa (Szczęsny jest dziś komentatorem sportowym, a jego syn, Wojciech, zadebiutował w reprezentacji w meczu z Kanadą ).
W starciu Legii z Widzewem kciuki trzymałem za ekipę z Łodzi, bowiem Szczęsny był moim idolem. Szamotulskiego też podziwiałem, ale to bramkarz Widzewa był moim ideałem. Rutyna, spokojne, pewne, a nieraz też instynktowne interwencje Macieja były dla mnie wykładnią bramkarskiego fachu (sam też broniłem). Zagranicznych idoli również miałem: Shay'a Givena (Newcastle United) i Petera Schmeichela (Manchester United.). W moim TOP5 bramkarzy byli jeszcze Fabien Barthez i Angelo Peruzzi, ale nie o tym tu, a o meczu Legii z Widzewem.
Nie pamiętam już, z jakiego powodu nie oglądałem tego meczu, pamiętam za to, że wynik śledziłem w radio. Pod koniec spotkania, gdy Widzew przegrywał, byłem pogodzony z porażką i w głowie kalkulowałem szanse Widzewa na mistrzostwo kraju zdobyte w ostatniej kolejce.
Szalałem ze szczęścia, gdy w radio podali wynik 2:2, a zanim skończyli relację, padła jeszcze trzecia bramka! Byłem w niebie! To było coś niesamowitego, nieprawdopodobnego, wręcz fantastycznego! Widzew mistrzem Polski! Szczęsny puścił mniej od Szamotulskiego! Łaaaaaał!!!
Nie potrafię tego meczu zapomnieć. Do 88 minuty katastrofa, a później eden. Mawiają, że Lech za czasów Smudy grał thrillery, jak więc nazwać mecz Widzewa z Legią w rundzie rewanżowej sezonu 1996/1997? Coś wspaniałego :)
- Sylwek Czereszewski
- Jacek Bednarz
- Sławek Majak
- Czarek Kucharski
- Jacek Zieliński
kto dziś pamięta o tych nazwiskach? Chyba nikt :/ tylko Bednarz pojawia się czasem w mediach ale jako działacz klubowy, ale o reszcie cicho sza. Najbardziej ciekawy jestem co u Sylwka Czereszewskiego bo był moim faworytem :D
-Jacek Bednarz ostatnio był dyrektorem sportowym Wisły Kraków
-Sylwester Czereszewski prowadzi w Olsztynie prywatną szkółkę piłkarską
-Sławomir Majak jest trenerem i jednoczesnie jest zamieszany w aferę korupcyjną
-Jacek Zieliński jest trenerem
-Cezary Kucharski jest menedżerem piłkarskim (podobnie jak Marek Citko)
-Marcin Mięciel do dzisiaj gra w piłkę i po przerwie znowu gra w Legii :)
A o tym, jak ważne było to spotkanie i jak ogromnym zainteresowaniem mediów się cieszyło niech świadczy fakt (i tu uwaga, bo o tym nie tylko mało kto pamięta, ale i mało kto wie), że znany niemiecki, satelitarny kanał sportowy DSF, przerywał swój program po każdej z bramek, jakie padły tamtego dnia na Łazienkowskiej, by gole te (z 2-3 minutowym opóźnieniem) pokazać swoim widzom... Z tego co pamiętam kilka ostatnich minut transmitowali nawet na żywo!
To był pierwszy i - najprawdopodobniej - zarazem ostatni mecz polskiej ektraklasy relacjonowany przez niemiecką stację telewizyjną.
A tak poza tym, to po lekturze/seansie wpisu naszły mnie takie dwa spostrzeżenia: czy ktoś pamięta jeszcze nazwisko komentatora tego meczu? Ja - i owszem, ale nie będę psuć zabawy tym, którzy zechcą poszukać o kogo tu może chodzić.
I druga sprawa, jedno zdanie z wpisu ("...to było coś niesamowitego, nieprawdopodobnego, wręcz fantastycznego!") przypomina mi jako żywo emocjonalny komentarz Andrzeja Janisza (z Jedynki Polskiego Radia)z meczu naszych szczypiornistów z Norwegami z ubiegłego roku - cytuję z pamięci: "...to niesamowite, nieprawdopodobne, wręcz metafizyczne itd". Coś mi się wydaje, że nie tylko moja skromna osoba słucha jeszcze starej, poczciwej radiowej "jedynki" (no chyba, że jestem w błędzie).
Jacek Laskowski. Wtedy TVP, teraz Canal.
Proszę o trudniejszy zestaw pytań :)