Wszedłem na Onet i zaniemówiłem: tłustą czcionką tytuł „
Sejm obronił krzyże”. Przed kim bronił?
Jakby tak streścić temat, to sejm krzyży bronił dla jednych oszołomów przed drugimi oszołomami, a sam przy okazji wyszedł na bandę oszołomów. Sezon ogórkowy jeszcze trwa, czy ki czort?
Bo...
Bo gdzieś tam niedawno w świecie jedna nawiedzona w swych poglądach baba bulwers strzeliła o to, że krucyfiks w szkole musi oglądać jej córka, która w innej wierze jest wychowywana. Krzyż w szkole wisi zapewne za sprawą innych oszołomów, którzy nawet świeckie miejsca chcą czynić świętymi. A dalej zapadła decyzja dla jednej ze stron niekorzystna i się zaczęło. Jak to w życiu: pieprznij w stół, to taborety zatańczą.
Polski kler nie mógł nie skorzystać z pretekstu do zrobienia z małej kupy szamba. Z różnych stron dochodziły do mnie słuchy o niezłej jeździe bez trzymanki na niedzielnych kazaniach: grzmieli wielebni o tym, że (!) „oni” atakują, mordują, trują i grabią nas, nasze dziedzictwo, ojców, dziadków, wnuki i sami jeszcze nie wiedzą kogo! Na śmierć pójdziem, ale krzyża nie zdejmiem!
No i po co to? Ani sprawa Polski nie dotyczy, ani nikt ich o komentarz nie prosił. A tak walnęli w ołtarz, to odezwała się Senyszyn i stwierdziła, że krzyże u nas powinno się pościągać wszędzie: w urzędach, szkołach i wszystkich innych publicznych miejscach.
I za kim tu być, skoro wszyscy nawiedzeni? Krzyże wiszą, bo ktoś tego chciał i ktoś się na to zgodził, a później nikt nie protestował. A gdzie demokracja, profesor Senyszyn? Większość rodaków, to katolicy, więc krzyże są po myśli większości. Bo co? Bo mniejszość uważa inaczej? To leć se, kobieto, do Japonii, poprzekładaj kierownice w autach na lewą stronę i każ jeździć po prawej, zakaż mówić po japońsku, bo przecież ty, jako mniejszość, czujesz się dyskryminowana ze względów narodowościowych, religijnych, dietetycznych i jakie tam jeszcze sobie wymyślisz.
Kościół katolicki trzeba przepędzić, ale z urzędów, ustaw, prawa i całej tej tzw. sfery publicznej. Nie krzyże zdejmować, ale konkordat rozpieprzyć! Zawód "ksiądz"? To jakim prawem ma przywileje wobec ZUS-ów i skarbówek, o jakich żadna inna grupa zawodowa marzyć nawet nie śmie? Jakim prawem pieniądze każdego pracującego polaka są przekazywane na kościół, bez jego zgody, często i bez wiedzy, a w imię usługi, z której nie-katolicy nie korzystają? Z jakiej racji z państwie świeckim w szkołach publicznych nauczana jest jedna, dominująca w kraju religia, a uczący jej katecheci jeszcze biorą za to kasę? Jak już chcą swoje prawdy głosić, to we własnym interesie i na własny rachunek, a nie za cudze. Dlaczego żadne wybory nie mogą się odbyć bez kościelnej agitacji, a kandydaci bez błogosławieństwa proboszcza/biskupa/prymasa (w zależności od szczebla wyborów) rzadko wygrywają?
Dlatego, że ludzie nie sprzeciwiając się temu, dają ciche przyzwolenie, a skołowani szukają oparcia w tym, co im już we wczesnym dzieciństwie wpajano. Dopóty kościelna okupacja świeckiej Polski trwać będzie, dopóki kler nie wróci tam, gdzie jest jego miejsce, czyli na plebanie i do zakrystii. I żadna Senyszyn ze swoimi sprzeciwami nic nie wskóra, jeśli naród jej nie poprze w wystarczającej większości.
Temat „walki o krzyże” będzie wracać tak długo, aż znajdzie się ktoś z takimi jajami i z taką charyzmą, że przekona i porwie za sobą tłumy i skutecznie oddzieli konstytucję od biblii.
Sejm żadnych krzyży przed nikim nie obronił: żadnego realnego zagrożenia dla krucyfiksów nie było, a i rząd tak naprawdę gówno zrobił. To nie była obrona, a jedynie zabranie ugodowego stanowiska w sprawie i zebranie argumentów popierających owe stanowisko. W arcyważnej dla oszołomów sprawie.
Moim zdaniem miejsce krzyża, jak i symboli innych wyznań, jest we właściwych dlań miejscach religijnego kultu. Że jednak wiszą tu i ówdzie, to mnie to nie przeszkadza - nie jestem oszołomem syczącym na sam widok krzyża - nawet, gdy ten znajduje się na wieży kościoła i jest widoczny z okna mojego pokoju. Dystans i luz w sprawach wiary jest bardzo wskazany: jeśli wierzysz, to swoją religię noś w sobie, a nie manifestuj wszędzie, jak jakiś oszołom. Nie wierzysz, to nie zabraniaj wierzyć innym. Bo zawsze znajdzie się inny oszołom, którego rozdrażni przeciwległy biegun. Biskupi kontra Senyszyn, pośrodku darmozjady z Wiejskiej, wszystko w imię symbolu religii, która wielu polakom dobrze kojarzy się jedynie z świętami i dniami wolnymi od pracy.
Raz ostatni mówię: zostawcie krzyże w spokoju! Problemem jest konkordat!