Te czarne brzydale robią gołębiom konkurencję. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby z ręki żarły, ale niestety nie miałem przy sobie okruchów, żeby to sprawdzić. Opanowały Plac Solidarności, gdzie teraz gołębi nie uświadczysz. Jeszcze w zeszłym roku gruchadeł wszędzie było pełno, a teraz zajmują głównie rynek i okolice plus niektóre osiedla, jeśli wiedzą, że tam żreć dostaną.
A gawrony, skurczydrobie, nic się nie boją. Stare jeszcze jako tako płochliwe, ale młode to i z metra ledwie zwracają na człowieka uwagę. Chciałem strzelić kilku takim serię jak zbierają się do lotu i startują, ale szybko przyszło mi się przekonać, że takim nie spieszno w przestworza. Nie dość, że latać im się nie chciało, to nawet wystraszyć się nie dawały. Musiałbym za nimi ganiać i nogami machać, ale to b wykluczyło fotografowanie.Te małe, to już wogle adepci szkoły zen. By zwrócić uwagę któregoś, musiałem mlaskach, klakać, ciumkać i inne durne odgłosy wydawać, a i tak, jeśli już się któryś popatrzył, to jakby od niechcenia i na króciutką chwilkę. Irytujące to było jak cholera; za dzieciaka chciałem sobie takiego złapać i poprzytulać, to szans na to nie było, bo spieprzały, że tylko pierzem sypało, a teraz? Jeden to prawie pode mną przeszedł, łypiąc tylko co chwilę w obiektyw. Co za ptaszyska...
Kilka pokoleń spędzonych na tym placu, to i stare zrobią się takie śmiałe. Jestem tego pewien; jak się teraz młode oswoją, to później ich młode podpatrzą i też im się udzieli - i tak z każdym pokoleniem bardziej. Nauczą się, że uciekać się nie opłaca, bo później żarcia trzeba po śmietnikach szukać, a to bywa wątpliwej jakości. He, już to widzę: Kraków ma gołębie, a Dębica ma gawrony. „Krakowskie gołębie” i „dębickie wrony”. Bo jakie miasto, takie miejskie ptactwo ;)
