...sprawia wrażenie głupszego i bardziej naiwnego, niż jest w rzeczywistości. Kiwasz głową, Narodzie, z uznaniem dla politycznego kunsztu i sprytu Donalda? I tak, Narodzie, nie widzisz wszystkiego!

Tusk dopiero zaczyna pokazywać pazur. Droga do zwycięstwa w ostatnich wyborach parlamentarnych, to było żółte kaczątko przy dzisiejszej, dorosłej, białej kaczce. Dotychczasowa jego działalność była zorientowana na zbieranie kapitału, który wykorzysta na ostatniej prostej. Od początku przyszłego roku się zacznie koncert, bo to tej pory byliśmy świadkami jedynie przygrywki.
Tusk zgromadził potężny wizerunkowy zapas, a w swoim arsenale posiada tyle pijarowskich sztuczek, że czasami to się zastanawiam, jak on to robi, że z takim balastem jeszcze się nie wypierdzielił. Wszystko, dosłownie wszystko, co on robi - począwszy od zaciętej debaty z Kwaśniewskim - jest do wykorzystania w ostatniej rozgrywce o fotel prezydenta.
Na półmetku kadencji Lecha Kaczyńskiego, kiedy rozpoczynała się debata Tuska z Kwaśniewskim, społeczeństwo już wiedziało, że Lech Kaczyński nie jest prezydentem, jakiego by sobie życzyło. Marna aparycja, partyjny ogon, różne faux pas popełniane na oczach milionów przez obecnego prezydenta i kontrastujący z tym obrazem Kwaśniewski - mąż stanu, którego reelekcji zapobiec mogła jedynie konstytucja. W telewizyjnym studio do debaty zasiadł wielki były i równorzędny dlań przeciwnik - Donald Tusk, który w poprzedniej debacie zdeklasował brata prezydenta Kaczyńskiego. Prezydent, za którego ludzie się wstydzą, jego wielki poprzednik i ktoś, kto w niczym mu nie ustępuje. Jestem pewien, że Tusk jeszcze przypomni o tym, że Polska potrzebuje męża stanu i stwierdzenie to odpowiednio zilustruje.
Tusk wyrasta na męża stanu, bo cały czas ciężko na to pracuje. Armia mózgów wspierająca go w drodze na szczyt, przemyślane strategie, zagrywki wznoszące go na piedestał i podpisujące „ja tu rządzę”. Afera ze stoczniami była Tuskowi cholernie na rękę. Dzięki niej miał okazję bardzo wyraźnego odcięcia się od więzi partyjnych, pokazania, że on jest już niezależną instytucją wznoszącą się wysoko ponad wszystkim, która ma własne zdanie i jeśli będzie trzeba, to i swoich dawnych ziomków, z bólem serca ale i w imię sprawiedliwości, pośle do samego piekła. Bo takiego prezydenta potrzebują Polacy!
Te kretyńskie pomysły ze zmianami ustroju są picem na wodę! Tusk w chuja wali mówiąc o zaletach ograniczenia władzy prezydenta, zmiany sposobu obsadzania tego stanowiska itd. Donald chwali to rozwiązanie, by nieco zbić z pantałyku siewców teorii, że „Tuskowi to tylko władza w głowie”. Tusk nie ukrywa, że marzy się mu prezydentura, a pokazując, że nie o kompetencje mu chodzi, próbuje wizerunkowo coś ugrać.
Wykorzystuje przy tym fakt, że ludzie głodni obiecanych przez Platformę reform ich brak składają na karb prezydenckiego weta i siły sejmowej opozycji. Sugerując ograniczenie mocy prezydenta skupia uwagę na obecnym, który od korzystania z prawa do wetowania ustaw nie stroni. Weta Kaczyńskiego powszechnie odbierane są w sposób negatywny, a sama PO ryczącym z niezadowolenia chętnie podkłada mikrofon ;)
Tusk wywodzi się z Platformy, ale co złego, to nie on, a ewentualnie jego koledzy... za którymi on jednak nie stoi.
Do tego tematu pewnie powrócę. Chciałem wszystkie swoje refleksje na ten temat zawrzeć w jednym wpisie, ale musiałem oderwać się od pisania, zostawiając Wenę przy komputerze. Gdy wróciłem, jej już nie było. Poczekam więc, aż wróci ;)
A tu
link do ciekawego zestawienia obietnic wyborczych Platformy Obywatelskiej i ich stanu spełnienia.