Ale zleciało! To już okrąglutki roczek pękł od czasu mojego narąbania się tanim piwskiem (nazwy nie podam, bo wstyd) i zakupienia, w stanie wskazującym na powyższe, zestawu głośników Creative Inspire T3100.
6 listopada 2008
spłodziłem wpis - wpis, który nie tylko zawierał garść opinii o rzeczonych głośnikach, ale był swoistym dowodem na to, że po pijaku wcale nie trzeba bździć sobie pod nogi. Realnym (i to bardzo) jest scenariusz, iż po trzeźwemu tych głośników bym nie kupił. Tych, ani żadnych innych, bo przecież stary zestaw całkiem dobrze sobie grał. Stało się jednak - kupiłem - i tak oto minął rok.
A po roku, psze Państwa, głośniczki są całe, zdrowe i wciąż śrubokrętem żadnym nie rozdziewiczone :)
Rok - szmat czasu, jakby nie patrzeć. Przez ten czas można wiele zepsuć, wiele odkryć i wiele różnych zestawów zaliczyć. W takim razie opierdzielałem się jak talala, ponieważ T3100 są nadal w takim stanie, w jakim były przed rokiem (pomijając kurz) ;) Większość z tych 365 dni spędziły ze mną; czasem tylko nagłaśniały sale baletowe podczas kursów tańca, z czym zresztą naprawdę świetnie sobie radziły.
Przed rokiem byłem ostrożny w swoich opiniach, ale dziś - po roku używania - nie mam najmniejszych wątpliwości co do tego, jakie te głośniki są.

2 x 6W + 17W sub i więcej mocy nie trzeba. Serio! Po co srać kilowatami, jeśli sprzęt jest tyci tyci malusi i prędzej rozleci się od drgań, niż zagłuszy okoliczny festyn? Parametry zestawu Inspire T3100 są jak najbardziej ok, ale jeśli ktoś stwierdzi, że do zrobienia imprezy się nie nadają, to ja stwierdzę, że jest kompletnym idiotą. Imprezę nagłaśniać głośniczkami o średnicy kilku centymetrów? Litości...
Creative Inspire T3100 świetne są do typowo moich zastosowań. Po małym tuningu ustawień equalizera dają zajebiste, mocno basowe i soczyście sopranowe brzmienie, z wyraźnymi średnimi tonami gdzieś pośrodku. Te trzy gamy nie zlewają mi się w całość; są odseparowane na tyle, że bez trudu można zapomnieć o istnieniu częstotliwości, których w danej chwili nie słychać. Za przykład dam kawałek, którego lata świetlne nie słyszałem: „Dilemma” duetu Nelly i Kelly jakaśtam. Zaczyna się delikatnie, lajtowo, jak kołysanka normalnie. I sytuacja taka: słucham tak sobie początek "Dilemmy" i nagle jak nie jebnie basem! Nie sposób było zachować poważną minę: gęba się cieszyła, jak gdybym po latach wegetacji na półwatowych głośniczkach od walkmana odpalił zajebiste Hi-Fi :)
Nie słucham głośno, no bo i po co? Wyrosłem z manii rozmnażania decybeli; teraz cenię sobie czyściutkie brzmienie bez przesterów, a to w wydaniu Creative Inspire T3100 jak najbardziej mi odpowiada. Przez wiele miesięcy szukałem swoich ustawień korektora; znalazłem wreszcie i o kaleczeniu uszu mowy być nie może :) Teraz, to nawet mocne, gitarowe brzmienia mnie nie bolą, a dawniej unikałem ich, jak tylko się dało.
Udały mi się te głośniki i nie planuję zakupu nowych. Brzmią tak, jak lubię, mocy mają w sam raz, a na czas oglądania filmów i tak bas nieco skręcam, bo byle eksplozja wydobywająca się z tego niepozornego suba potrafi solidnie flakami zatrząść :)
Cóż rzec na koniec? Polecam; szczerze polecam Creative Inspire T3100 wszystkim tym, którzy jakość dźwięku cenią bardziej, niż jego natężenie. Zestaw może leciwy, ale bardzo udany. Przed rokiem obawiałem się rozklekotania obudowy głośnika basowego, na co wiele osób narzekało. U mnie nic takiego nie ma miejsca, ale to pewnie dlatego, że unikam słuchania na granicy możliwości głośników. Moje uszy nie tolerują nawet najmniejszego pocharkiwania i popierdywania, za co najwyraźniej T3100 jest mi wdzięczny :)