Ostatnie piwo dopełniło swojej powinności. 3:40 nad ranem, X,Y promila we krwi i gdzieś za parawanem procentów koślawy komentarz do wczorajszego meczu. Przed meczem poważnie planowałem popełnienie tęgiego wpisu na rzeczony temat. W trakcie meczu porzuciłem ten zamiar, a po meczu prędko przeskoczyłem do innych aspektów weekendu. Piwo – należy się każdemu. Korzystam więc, choć brzuszysko rośnie w zastraszającym tempie :)
Mecz Polska Irlandia, wynik 4:0. Bramki: Obraniak 22 i 53 minuta, Krzynówek 42 i Brożek w 76. To był jeden z najprawdopodobniejszych scenariuszy dzisiejszego meczu obowiązujący przed pierwszym gwizdkiem hiszpańskiego arbitra.
Polska drużyna zaczęła zgodnie ze wspomnianym scenariuszem: wysokie zwycięstwo wszak będzie, czy to się komuś podoba, czy też nie. Zatem: każde podanie, każde zagranie – jakie by nie było – prowadzi do jedynego słusznego rezultatu. Ave!
Chyba wszyscy piłkarze nawpierdalali się żurku z jajem i swojską i poprawili to bigosem. Grali tak, jak gdyby żołądki wzięły i im pęknąć z przeżarcia miały. Dopiero pod koniec meczu, gdy ciężkostrawne dobrodziejstwa polskiej kuchni przetrawili, zaczęli grać w miarę dobrze.
A nie mówiłem?
Więc mówię i teraz: polska reprezentacja mecze „u siebie” winna grać gdzieś na zachodzie Europy. Bo jak zjadą się konowały do Polski, to z poważnej misji robi się swojskie, piknikowe „nacieszmy się Polską”. I jej kulinariami.
Nie ma punktów, ale jest nadzieja. Jak zwykle, kurwa. Nadzieja matką naszych. Jak można wyjść na boisko i opierdalać się na nim myśląc, że skoro abc, to xyz. Jak można wygrywać mecz przed jego rozpoczęciem, pieprząc wzniosłe dyrdymały o Wasylu, dawaniu wszystkiego, napompowaniu i chęci udowadniania [lepiej nie wspominać czego]. Przesrali nasi mecz myśląc, że jak Śląski, Błaszczykowski, Boruc i Obraniak, to 45 tysi ludu dopełni pejzażu pola zwycięskiej batalii.
Panie Szpakowski i Juskowiaku! To nie Irlandia dobrze! To my chujowo! To nam się we łbach poprzewracało, że jesteśmy Bóg wie jaką niedocenioną i niespełnioną potęgą piłkarską, która swoich najlepszych zawodników nie może opylić za kwoty liczone w milionach funtów. Bo Deyna. Boniek i reszta ekipy Górskiego? Dziś ich nie ma i nie ma transferów Polaków do Juventusu. Za to jest taki Brożek, enty król strzelców polskiej ligi, co go za granicą nie chcą, lub ewentualnie zamyka listy zakupów europejskich śrdniaków. Do Chin niech jedzie rywalizować z Olisadebe.
Poważnie zastanawiam się dziś, co się stanie, gdy nastąpi w naszej reprze zmiana selekcjonera. Więcej niż pewne, że rotacja w składzie będzie, bo wszem i wobec wiadomo, że każdy trener swoje typy ma. Był Engel i był Olisadebe. Dziś nie ma ani jednego, ani drugiego. Jest za to Beenhakker i jego nowi zagraniczni Polacy: Roger i Obraniak. I jest kilku innych graczy, którzy dopiero starają się o przywilej głosowania na Tuska lub Kaczyńskiego. Dwóch z Francji, co to Obraniaka śladem pójść chce.
Był czas, że
wychwalałem Beenhakkera pod niebiosa. Zasłużył sobie na to, tak jak teraz zapracował sobie na szereg gorzkich słów. Kiedyś rewelacyjnie składał drużynę, zajebiście ją motywował i wyniki kolejnych spotkań były bardzo zadowalające. Jednak ostatnio coś się popsuło i nie ma tego, co było kiedyś. Chodzą pogłoski, jakoby Leo po cichu prowadził swoją własną politykę zmierzającą do sprowokowania PZPN-u do zerwania z nim kontraktu. Tak twierdzi wielu pismaków, a zaprzecza takiemu scenariuszowi gro kibiców i sam zainteresowany – selekcjoner kadry Leo Beenhakker.
Nie wiem jak jest i po trosze nie chcę w to wnikać. W środę mecz o być albo nie być. Wtedy będzie można udzielić odpowiedzi na wiele dręczących pytań. Ale... starając się maksymalnie zdyansować, uogólnić sprawę i spojrzeć na to przez pryzmat doświadczeń wielu selekcjonerów wielu federacji na przestrzeni wielu kadencji można zawyrokować, że czas każdego, nawet najlepszego trenera kiedyś się kończy. Kadra to spory kolektyw, który musi idealnie współgrać zawsze. Czasem dochodzi do sytuacji, że zamysł trenera zaczyna coraz częściej mijać się z wizją piłkarzy. A wtedy...
A wtedy trener odchodzi, bo łatwiej pozbyć się jego jednego, niż kilkunastu zakontraktowanego chłopa. Piłka reprezentacyjna to jeszcze inny temat. Cóż, byle do środy.
Mam co do tego wątpliwości - z pustego w próżne nikt nie przeleje a co on ma zrobić z zawodnikami, którzy nie występują regularnie w swoich, średniej klasy, drużynach ? Często nawet nie łapią się na ławkę. A Ci co występują są po prostu bez formy (patrz Błaszczykowski).
Nie zmienia to jednak faktu, że rzeczywiście niektóre wybory Leo są co najmniej zdumiewające - za wszelką cenę lansowanie Krzynówka na lewej obronie... był Gancarczyk, który w Lechu ostatnio sprawował się bardzo dobrze (właściwie jedyny, który dobrze grał w tej drużynie), ale on wybrał Krzynówka - zasłużonego, ale już nie tego samego co 5 lat temu grającego nie na swojej nominalnej pozycji. Podobnie na siłę lansowanie Ł. Trałki, który nawet w Polonii Warszawa często nie łapie się na ławkę...
Tu jednak nie jest potrzebna zmiana selekcjonera, tu trzeba zmienić wszystko a właściwie stworzyć - system szkolenia młodych zawodników, system szkolenia w ogóle, system skautingu, stworzyć infrastrukturę i rozpieprzyć PZPN ;) i w końcu na poważnie popatrzeć jak się gra w piłkę w XXI wieku a nie tkwić w XX wieku.
Bo obecnie zmiana trenera nic nie da. To czy trenerem będzie Leo, Smuda, Tarasiewicz , co ma zmienić jak nie będzie miał kim grać ? Kadra będzie nadal ta sama.
Na marginesie: akurat Obraniak to nam spadł z nieba ;) Bo po prostu przedstawia zupełnie inny styl gry, ponadto częściej od tych naszych w tej grze używa głowy, co jest nie do przecenienia ;)
Tak samo nie spodziewałbym się tego, aby Roger u nowego trenera wypadł z kadry. Niestety smutną prawdą jest to, że jest to przeciętny rozgrywający, który znalazł się w przeciętnej lidze greckiej, ale jest jednocześnie naszym najlepszym rozgrywającym - bo jak nie on to kto ? Majewski ?
Uważam, że najlepsze co by można było zrobić to olać eliminacje do Mistrzostw Świata i rozpocząć budowę nowej kadry na ME w 2012. Mamy trzy lata, to sporo czasu - Rosjanom to wystarczyło.
Witaj w klubie!!! :D
"To nie Irlandia dobrze! To my chujowo!"
Irlandczycy wczoraj (w pierwszym meczu w Belfaście zresztą też), to rzeczywiście kompletne lamusy. Wywracali się o własne nogi! To wstyd, że nie potrafimy wygrywać u siebie z takimi ogórkami. I nawet bramkę musieli sobie sami strzelić...
A co do Olisadebe, to podejrzewam, że wcale nie byłby gorszy od Brożka, Smolarka czy R.Lewandowskiego. Ma już na swoim koncie 8 goli w tym sezonie. Tylko ma chłop trochę daleko na zgrupowania... :)