Ten wpis i zdjęcia weń wepchnięte traktujcie jak zaliczkę tego, co będzie kiedyś. Bo moim marzeniem jest popełnienie kilkugodzinnej sesji na dębickiej panoramie i sfotografowanie widoku od momentu pojawienia się bladego, słonecznego światła na linii wschodniego horyzontu po pierwsze ostre cienie w różowawym świetle wschodzącego słońca. Kilka razy było mi dane dostąpić zaszczytu podziwiania wschodu z tegoż miejsca widokowego - zaręczam więc, że widok iście kosmiczny.Latem cały spektakl rozpoczyna się około godziny trzeciej trzydzieści i trwa mniej więcej trzy i pól godziny. Największe ze zdumienia i zachwytu robią się oczy tych, którzy po raz pierwszy są świadkami dębickiego wschodu wakacyjnego słońca :) Każdy z kolejnych razów obserwacji można porównać do kolejnych seansów ulubionego filmu.
Marzę o tym, aby w RAW-ach uwiecznić tę demonstrację piękna natury. Dziś byłem bliski zrealizowania tego celu, ale skutecznie przeszkodziły mi w tym... komary. Już nawet nie chce mi się wymyślać epitetów na tych krwiopijców. Przez tych bandytów o złożeniu statywu zacząłem myśleć już w trakcie jego rozkładania :/ Pieprzone nie_powiem_co_bo_szkoda_mięsiwa! Z każdą minuta zlatywało się ich więcej i więcej, aż w końcu powziąłem decyzję o przedwczesnym zakończeniu sesji. To nie jedyne draństwo, jakie mi wyrządziły. Wcześniej rozproszyły mnie na tyle, że zapomniałem o zablokowaniu ustawień ekspozycji, a to negatywnie odbiło się na mojej pierwszej w życiu panoramie ustrzelonej ze statywu. Coś tam próbowałem ratować lekkim liftingiem, ale żeby sprawę wycackać, musiałbym nad tym ślęczeć o wiele dłużej, niż mi się chciało. Ba! Chciałem RAW-y, a przywiozłem jotpegi, bo podczas wymiany obiektywu tak bardzo koncentrowałem się na tym, żeby do puszki nie wzleciał żaden komar, że po ponownym uruchomieniu sprzętu zapomniałem o zmianie sposobu zapisywania zdjęć (domyślnie mam jpg).Ogólnie sesję zaliczam na malutki plus: gdyby mnie żadne (tfu) nie chlały, to poeksperymentowałbym trochę z różnymi ustawieniami ekspozycji. Takie było założenie: focić przez cały czas, aż do zapchania 8 GB pamięci. No, ale niestety... A, jeszcze cmentarz położony obok zamierzałem zdjęciowo poprawić: parę fajnych kadrów tam kiedyś znalazłem - jeszcze za czasów małpki Canona (A590 IS) i chciałem je dziś powtórzyć. No, ale niestety... aż mnie ciary przechodzą na myśl o tym, ile komarów musi siedzieć w tych wszystkich tujach, którymi dość gęsto obsadzone są cmentarne alejki :)Sesja sesją, ale sam wypad bardzo dobrze mi zrobił. Przepracowałem się w ostatnim czasie, a wczoraj nerwy zaczęły mi siadać. Musiałem oderwać się od kompa - szkoda tylko, że przez te komary na tak krótko.

Mi najbardziej podooba się zbliżenie na dębickie Błonia...:)
Trzeba w takim razie udać się na tą panoramę i dobrze się ubrać aby te komary nie zjadły człowieka...
Co do zdjęć to zdjęcia dobre, spodziewałem się szczerze czegoś lepszego :P
A co do aparatu, to nie do końca się zgodzę; w trybie "auto" pstryknięcie takiej foty faktycznie może być problemem, ale w systemie ustawień manualnych wiele można wyczarować (ważne, czy Twój aparat takie opcje posiada).
Kuknij na te K L I K - niebo podczas zachodu słońca sfotografowane kompaktowym Canonem :)
@MatexCor, "w miarę równych"? ha! też tak myślałem - do niedawnej wizyty w Wielkopolsce, gdzie no... łatwo uwierzyć, że ziemia jest płaska ;)
@Grzybu, w tym przypadku nie było ani udanych, ani nieudanych zdjęć. Po prostu było kilka, bo więcej zrobić się nie dało :/
@BoDeK, hehe, ja też spoedziewałem się czegoś lepszego ;) Masz rację: ubrać się grubo i strzelać foty, odganiając sprzed obiektywu komary ;)
Tak, to jest ta panorama ;)
Gratuluję samozaparcia. Świt to najlepsza wg. mnie pora na zdjęcia, ale też najtrudniejsza :)