Szlag by trafił te komary - najlepiej wszystkie w jednej chwili! Zaczęło się: były se powodzie, tu i ówdzie podmokło, więc te jebane owadzie wampiry musiały się narozmnażać, rzecz jasna, i zacząć żreć, jak przed dwunastoma laty. Nie wiem, na co liczyłem porównując ze sobą obydwie powodzie w kontekście komarów. W 1997 nas nie zalało, a i tak sukinkotów było tyle, że po paru tygodniach klatkę schodową trzeba było malować, bo na ścianach jedna czarna skorupa rozciapanych komarów była - każda przeprawa przez klatkę owocowała niemałą masakrą na nich. A - przypominam - wówczas powódź szczęśliwym trafem nas ominęła.
2009 -
zalane miasto i okolice. Ludzie jeszcze się nie wygrzebali ze skutków zalania, a już skurwysynów namnożyło się i tną, piją, a później szczypie i swędzi. Pod klatką nawet stanąć na chwilę nie można, bo w powietrzu cały rój tego ustrojstwa. Wewnątrz klatki schodowej zaczyna się robić podobnie, jak przed tuzinem lat. Bzzzzzzzzz - aż ciary przechodzą.
Czarno widzę te wakacje :/21:00, wróciłem przed chwilą do domu. Pochlany jestem na nogach i ramionach, a przecież nigdzie nie łaziłem. Z domu na przystanek, z przystanku do domu. W autobusie pięć krwiożerczych bzykadeł zatłukłem, a i tak co najmniej dwa zdążyły mnie po łydkach pochlać. Wróciłem więc na kwadrat i wymyśliłem, że napiszę o komarach - w końcu nie pierwszy raz poświęcam wpis temu, co w najbardziej prymitywny sposób mnie wkurwia. Jebane komary!
Postanowiłem na potrzeby wpisu pstryknąć parę fotek na klatce. Ubrałem bluzę, wziąłem aparat i zszedłem na półpiętro między parterem a piętrem pierwszym – bo tam tego chujostwa najwięcej. Już piętro wyżej siedziały dwa obok siebie - do zdjęcia super - ale zanim wycelowałem w nie i wyostrzyłem, to jednego z nich zabiłem na szyi, a drugi uciekł (z charakterystycznym bzzzzzz koło mojego drugiego ucha).
Zlazłem na to półpiętro nad parterem i ni chuja - nie pofociłem. Zaatakowały mnie, skubańcy, całą chmarą i po dwóch, niezbyt mierzonych, strzałach spustem migawki musiałem się ewakuować. A i tak kilka zdążyło mnie użreć.
To będzie ciężkie lato... a moja chciała na Mazury jechać... Dreszcze mnie przechodzą na samą myśl o terenach wodą ociekających - toć woda i okalające ją chabazie z miejsca z pierdolonymi komarami kojarzą mi się. Nigdzie nie jadę! Żadne Mazury, Bieszczady, Tatry, sratry i inne. Jak już co, to do Trójmiasta ewentualnie, bo szwagrowa zapraszała. Najpierw jednak wybadam, jak tam wygląda sytuacja z komarami, bo nie mam zamiaru trafiać z deszczu pod rynnę. Dostatecznie skutecznie chuj mnie trafia tutaj. Upał jak talala, duszno, parno i wogle, ale nie ma bata, żebym okno otworzył. Ooo nieee, nie jestem głupi. Wentylator mam, to mi dmucha i jakoś egzystuję.
Ale jak tak dalej będzie, to ocipieję. Wakacje szykują mi się zawalone pracą i to mnie przeraża, bo tu nawet odpoczywać się nie da - a co dopiero tyrać. Wszystko mnie swędzi, szczypie i wrażenie mam, jakoby pielgrzymki krwiożerczych komarów mnie oblazły i wysysały ze mnie soki swoimi pierdolonymi trąbkami!
Pamiętam tę wielką komarzą ucztę z 1997. Żarły niemiłosiernie, ale byłem dzieciak i nie bolało mnie to bardzo. Swędziało, to drapałem do krwi, później był strupek, który po jakimś czasie złaził - i było git. Teraz jednak jestem ciut starszy i inaczej wygląda mój żywot: zamiast beztroskich zabaw na podwórku mam mnóstwo poważnej pracy, wymagającej zajebistego skupienia... a takie jebane gnidy pozlatywały się i gryzą, żrą i kąsają, co też pewnie niejedno choróbsko na tych swoich trąbkach noszą. Brrrr :/
Jak już człowiek kładzie się spać, to czyhają na ten jeden moment: moment zasypiania, by przelecieć obok ucha zasypiającego i na perfidnego zrobić to swoje jebane, cieniutkie bzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz!!!
Umieram... praca, upał, komary... Byle do jesieni :/
@Biter, kurde, rewelacja! :D takie proste rozwiązanie, że tylko miotający się w wściekłości człowiek nie jest w stanie wpaść na nie :) Rozejrzę się za takową moskitierą, w sumie już kiedyś u kogoś widziałem takie rozwiązanie :)
@mt3o, hehe i jak tu nie być seksistą? :)
@przemo, na wieczorne eskapady polecam strój pszczelarza ;)