
Nie przypuszczałem, że potrafię być aż tak złośliwy, ale człowiek - podobno - poznaje siebie przez cały żywot swój. Czy tak jest naprawdę, nie wiem, ale odpowiedź na to zagadnienie poznam u kresu swego żywota.
Wyjdzie, że jestem złośliwy, wredny i niesprawiedliwy, ale wpis ten ciśnie mi się na klawiaturę od momentu przeczytania wstępu
onetowskiego artykułu o konsolach do gier. Zacytuję ów wstęp, wytłuszczając kluczowe dla sprawy zdanie:
Może mało kto o tym wie, ale konsola jako „maszynka do grania” towarzyszy nam już prawie czterdzieści lat. To szmat czasu, przez który wychowało się co najmniej kilka pokoleń graczy. Przez ten okres technika poszła niesamowicie do przodu, a razem z nią także nasze „szaraki”. Możliwości sprzedawanych obecnie konsol były wręcz nie do wyobrażenia w latach siedemdziesiątych. Postanowiłem więc przyjrzeć się ich rozwojowi, bo konsola za oceanem i w Japonii jest już podstawową platformą do gier, a coraz większą popularność zdobywa sobie także i u nas.
Natychmiast skojarzyło mi się to ze spekulacjami i prognozami towarzyszącymi premierze Windows Vista, kiedy to wszelkiej maści specjaliści i analitycy zapowiadali wielką ekspansję Linuksa na komputery domowe. Bezpośrednią przyczyną pewnego sukcesu Linuksa miała być Vista - system zewsząd i za wszystko krytykowany. Tak twierdziło wielu, z fanbojami Linuksa na czele. No bo jak tu nie węszyć mega sukcesu, kiedy w jednym narożniku ringu stanął niedorobiony Windows Vista, a w drugim super łatwy, przyjazny i przezajebisty Ubuntu? A do tego wszystkiego doszły rzekome masowe, policyjne naloty na wszystkich, przez które wielu sięgnęło po pingwina...
Czas pokazał, że prognozowany sukces Linuxa okazał się być jedynie nabożną mrzonką fanbojów wolnego oprogramowania, których w owym czasie mieliśmy prawdziwy wysyp. Przy tym zjawisku przysłowiowe „grzyby po deszczu” mogą się schować.
Z buńczucznie zapowiadanego przez Linuksiarzy knockoutu wyszła jedna wielka klapa. Klasyczny falstart, który, według mnie, był wręcz ciosem samobójczym. Linux za wcześnie dzioba wychylił: wydawało się mu, że jest gotowy do walki, ale tylko się wydawało. Wepchał się na desktopy i dał się masom poznać jako system niedopracowany, ociężały, z jednej strony przebajerowany, a z drugiej ubogi w użyteczny soft, po macoszemu traktowany przez producentów sprzętu i ostatecznie gorszy od Windows. Bo Linux nie był, nie jest i nie będzie gotowy do skutecznego wojowania o rynek dopóty, dopóki developerzy wszystkiego nie zjednoczą się w jeden wspólny, poukładany projekt, nie obmyślą długoterminowej, rozsądnej strategii rozwoju i nie zaczną jej realizować.
Wracając do zdania, które sprowokowało ten wpis: na Onecie napisano, że wkrótce wszyscy w gry będą grali na konsolach. Toć to przecież zapowiedź sukcesu Linuksa! Każdy linuksowy fanboj o tym wie, że Linuksowi do bycia ideałem brakuje jedynie umiejętności zaspokajania potrzeb komputerowych graczy. Poza tym system jest cud, miód i pistacje. Skoro więc gracze zamierzają dojrzeć do platformy grom przeznaczonej, to Linux wtedy... No musi odnieść sukces. Znowu na pewno!
Nie jestem (i nigdy nie byłem) graczem, a jednak na Windowsie siedzę. Wielokrotnie próbowałem przesiadki na Linuksa, z lepszym lub gorszym skutkiem, ale nie udało mnie się to. Nie moja w tym wina, naprawdę. Wina leży po stronie społeczności skupionej wokół otwartych projektów. Dla mnie są to kółka wzajemnej adoracji, głuche na potrzeby rynku. Wydaje im się, że wszystko wiedzą i robią najlepiej, że mają lepsze rozeznanie w potrzebach użytkowników, i gdyby nie użytkowników zdziwianie, oraz przekupstwo Microsoftu względem producentów sprzętu, to Linux rządziłby na rynku systemów operacyjnych. Bo Linux jest najlepszy, tylko ludzie są głupi, a firmy przekupione.
Próbowałem Ubuntu i dla mnie jest to dziadostwo. Strasznie powolne, ciężkie i domyślnie okrojone z zamkniętych elementów (kodeków, sterowników, pluginów), które i tak oferuje.
Spróbowałem Debiana i skończyło się to moją fascynacją nim. Sporo czasu zajęło mi dopieszczenie go pod swoje potrzeby, ale później stał się moim głównym systemem. Na innej partycji pozostawiłem Windowsa - po to, by móc korzystać z dosłownie dwóch programów, bez których nie mogę się obejść, a które nie mają swojego linuksowego odpowiednika i za chuja pana nie chcą ruszyć na Wine. Po wielu miesiącach pracy na Debianie stała się tragedia; splot nieszczęśliwych wydarzeń i system poszedł się pieścić. Nie miałem czasu na ponowne stawianie go i konfigurację pod siebie, przez co zdecydowałem się wrócić do Windowsa. Co się okazało: odzwyczaiłem się od XP. Po powrocie doń bardzo ciężko i niewygodnie pracowało mi się na nim, dopiero po kilku tygodniach odzyskałem wprawę :)
Chciałem, bardzo chciałem, wrócić do Debiana. Ale nie mogę! A mógłbym pewnie, gdyby społeczność linuksowa nie była rozbita na własne projekty, tylko działała w każdym calu wspólnie. Gdyby tak było, to szanse na przetestowanie kolejnej wersji na blaszaku o zbliżonej - lub nawet takiej samej - konfiguracji, jak u mnie, byłyby zdecydowanie większe. Bo na moim piecu nie idzie zainstalować Debiana, bo instalacja kończy się na 52% procesu uruchamiania programu partycjonującego. Właściwie nie dziwię się temu, skoro garstka nowości testuje i u garstki tej wszystko działa. Nie, sam nie zgłoszę, bo nie mam na to czasu. Raz zgłoszę i powiedzmy, że naprawią, a jak wyjdzie coś nowego zależnego od konfiguracji sprzętu, to też będę musiał zgłaszać? Chcę być użytkownikiem, a nie testerem/developerem.
To nic. Gracze i tak wkrótce przesiądą się na konsole, bo od komputerów już nikt zdolności do grania wymagał nie będzie. Linux pokona Windowsa i zajmie jego miejsce na Desktopach. Bo Linux jest darmowy, bo Linux jest wolny, bo Linux ma kupę softu... a tą kupą softu jest kilkanaście programów do sprawdzania poczty, kilkanaście notatników, tyle samo komunikatorów i webbrowser'ów, po kilka odtwarzaczy muzycznych i filmowych + Gimp, OpenOffice, Amarok i Compiz Fusion. Miazga! Specjalistyczne programy zadziałają na Wine, a jak już cały świat przesiądzie się na Linuksa, to producenci Autocada, Photoshopa czy Cubase'a wydadzą swoje flagowe programy na otwartą platformę. Może nawet na licencji GPL.
---------------
Jeśli ktoś się poczuł urażony tym wpisem, to sorry, ale nie planowałem nikogo obrażać. Przeczytałem zdanie, na które uruchomieniem zareagował czuły mój mechanizm skojarzeń (close source) oraz wtyczka rozszerzająca jego funkcjonalność o ironię. Chciałbym, aby społeczności skupione wokół tysięcy pojedynczych projektów zwarły swe szyki i stworzyły jeden, poukładany, mądrze dowodzony projekt. Tylko wtedy Linux ma szansę stać się systemem przez duże S. Niech open source idzie w jakość, a nie w ilość.
Przyzwyczajeń nie zmienię. Bo praktycznie od początku swych dni korzystam z widny oznaczonej jako XP. Stary dobry Windows, co by o nim nie mówić jest dobry i jak dla mnie wystarczający. Wszystko na nim pochodzi. A błędy, które się pojawiają to jak wisienka na torcie. Można się do nich przyzwyczaić i tylko dodają smaku.
Szuman, strasznie dużo piszesz sprzecznych ze sobą treści :) Jesteś zirytowany rozproszonymi społecznościami (co za nazwa :P) linuxa, ale nie zauważasz, że windows takich społeczności w ogóle nie ma. Być może dlatego, że na windows ludzie nie muszą emulować programów napisanych tylko i wyłacznie z dedykacją na Linuxa, czy Maca...
Tematu nie ma sensu ciągnąć :) Chciałem tylko podzielić się refleksjami, ktore znalazłem dziś na necie... Otóż facet opisuje historię systemu OS/2 firmy IBM, który był bardzo dobrze zapowiadającym się systemem okienkowym, podobnym do windows, ale lepszym od windows. I w 1992 roku jego producenci postanowili poszerzyć jego możliwości poprzez dodanie funkcji (czegoś w tym stylu) odpalania windows .exe Okazało się, że te same exeki chodzą dużo lepiej niż na MS WIN :P I co? Producenci postanowili zamiast wesprzeć IBM, (który pozornie zrobił fantastyczną rzecz) skupić się na pisaniu pod windows ;] I masz babo placek. Możnaby przypuścić tezę, że cały projekt winehq w takim razie też jest szkodliwy dla przyszłości systemu Linux.
Ciekawe prawda? :)
Myślę, że potęga linuxa polega właśnie na tym, że tworzą go różni ludzie, a nie jedna firma. nie wiem o co Ci chodzi z tymi kodekami... Czy jak instalujesz XP to WinRAR i K-Lite jest już zainstalowany? Jedynym prawdziwym problemem, którego ja doświadczałem na debianie to był brak wsparcia od producentow sprzętu. To był dramat. Kodeki nVidii, które dziś się instalują automatycznie w ubuntu z binarek i cacy działają - dawniej trza było kompilować moduły jądra itp... UBUNTU jest wielkie, bo co pół roku coś zmieniają. To jest największa zaleta tego dziada i zarazem największa wada :)
ps. dawno temu, gdy siedziałem na forum dug.net.pl najwięksi zapaleńcy debiana uzywali zawsze wersji testing, albo nawet experimental :P Ubuntu jest robione właśnie na paczkach debian-testing zdaje się.
ps2. obecnie na ubuntu jest system, który automatycznie wykrywa, że nie masz kodekow do filmu i proponuje wyszukanie i zainstalowanie jednym kliknięciem - to naprawdę im dobrze wyszło :)
Odnoszę wrażenie, że Ty po prostu cieszysz się tym co jest. I fajnie. Jednak jeśli Linux chce się wydostać z dziury, w jakiej tkwi (a chce, tylko nie wie jak), to musi dojść do rewolucji, jaką tu zaproponowałem. Trzeba poukładac projekty, poustawiać przy nich ludzi, rozpisać plan rozwoju wszystkich powiązanych i zależnych od siebie projektów, stworzyć centralny sztab dowodzenia i dopiero wtedy tworzyć. W sposób w pełni zorganizowany, skoordynowany i dokładnie zaplanowany. A w środowisku skupionym wokół Linuksa na dziś dzień jest to niemożliwe. Bo jak ma być, kiedy nie dość, że nie pracują tak do końca razem, to jeszcze często między sobą się kłócą, mają różne wizje i o nie walczą? I tym sposobem mnożą się kolejne projekty, zamiast wziąc i zrobić jedno jądro, jedno środowisko, po jednym flagowym, rozbudowanym, dopracowanym programie mogącym być pełnowartością alternatywą dla windowsowych odpowiedników... Wtedy Linux mógłby zawalczyć o przeciętnego uzytkownika, któremu chodzi tylko o to, aby system działał szybko, stabilnie, oferował pewne możliwości, był prosty i przejrzysty w obsłudze. Jeśli tak dalej będą wyglądały prace na Linuksem, jak wyglądają, to Linux swojej pozycji na rynku nie zmieni.
Kodeki... Te na Windowsie zawsze tak samo działają, a linuksowe różnie. Sterowniki? Jeszcze większa loteria. Programy? W tej kwestii Windowsa i Linuksa dzieli przepaść.
Łatwość instalacji tego czy siamtego? Instaluje się raz i ma działać i w tym kontekście mało mnie obchodzi, ile czasu mi to zajmie. Po instalacji ma działać i w Windowsie działa, a w Linuksie już nie zawsze i różnie.
Dlaczego Mac OS X mimo swojej ceny zwiększa swój udział w rynku głównie kosztem Windows? Przecież jest taki drogi, koszt wejścia w świat "jabłka" jest przynajmniej pięciokrotnie wyższy (macMini), niż zakup nowego Windowsa. A jednak ludzie kupują i zawzięcie uczą się obsługi swojego nowego systemu. Co tu decyduje? Jakość, możliwości czy marketing? Nieistotne, bo Linux nie posiada żadnego z tych trzech czynników.
Środowisko Open Source musi zacząć działać jak korporacja, żeby z korporacją móc konkurować.
Rozumie Szumana, bo mam te same przemyślenia. Linuks przez swoją "wolność" stał się jej niewolnikiem. Faktem jest, że brak w pracach nad linuksem, ładu i składu zaczyna odstraszać korporacje.
Wyobraźmy sobie firmę softwarową, która chce np napisać CADa, a co tam niech to będzie Autodesk bo chcą zrobić 3D MAXa 2011 na Linuksa. Z kim maja gadać ??? Co mają wejść sobie na forum i zagaić gości ?? Kto im daje wsparcie do OSa na który chcą pisać soft ??? Ok mogą dogadać się np z Novellem ??!! Och nie mogą, bo na bank Novell jest uwięziony w umowie z MS, każdy wie o co chodzi.
Popieram w tym względzie Szumana. Potrzebne jest wytyczenie konkretnej ścieżki rozwoju. Chcecie mieć 2 środowiska, no problem. Nikt nie każe likwidować KDE czy Gnoma, ale może warto wreszcie zunifikować te środowiska, żeby programy pisane pod linuksa (a nie GUI) działały prawidłowo.
Sam linuks, już dojrzał. Jest przejrzysty, mało skomplikowany. Ja używam Minta. To ubuntu z dodatkami, które usprawniają konfigurację. Czemu ta hołota z Linuksa, się nie weźmie, dogada, co ma być kluczowym programem do obsługi czegoś tam i nie rozwija go. Chodzi o to, że wszystko wLinuksie wygląda jak linia frontu. Raz wygrywa niebieskie ,raz czerwone. I trwa to wieki.
Czemu to pisze. A no dlatego, że dla mnie Linuks już 5 lat temu mógł być konkurentem dla MS, tyle że sam zaprzepaszcza swoje 5 min.
Zamiast się naparzać, czy ikonka ma być po lewej czy po prawej, powinna powstać grupa master programistów i grupa mobbująca rozdzielnie open source i Linuks, ale współpracujące ze sobą. Pamiętajcie - W JEDNOŚCI SIŁA !!!
Po co mobbing, a no po to, żeby namówić tego Autodeska żeby zrobił tego 3D MAXa na Linuksa. Żeby namówili, firmy EA , UBISOFT i innych do pisania gier. Współpracowali z nimi, na rzecz poprawy Linuksa i życia programistom.
Przecież 99% ludzi nie przesiada się na Linuksa, dlatego że chce sobie najnormalniej w świecie w przerwie od pracy popykać w jakąś gierkę, i chce mieć wybór nie pomiędzy 5 tytułami a pomiędzy 500.
Co do OS2 to sprawa z tym OSem wyglądała całkiem inaczej, to IBM zaprosił MS do współpracy nad projektem, a potem IBM został , hmmmm ja to nazywam okradziony. A MS w międzyczasie w szafie skręcał WIN3.1, i wbił nóż w plecy swojemu pracodawcy.
Jeszcze raz przypomnę - MOBBING i KONSOLIDACJA, tego brakuje
Projekty open rozwijają się niezależnie od firmy, która dany soft tworzy.Niby są fundacje, społeczności zorganizowane, ale nie ma tego najważniejszego kasy i wpływu. Nie ma umów z producentami sprzętu, by Ci zapewnili dobre sterowniki do swojego produktu.Zresztą kto miałby takowe umowy zawierać? W rezultacie działa to tak jak działa. Ludzie się niepotrzebnie wkurzają.W kernelach albo są sterowniki stare pozyskane drogą inżynierii wstecznej, albo nie ma ich wcale.
A wielka szkoda! System mógłby być konkurencją dla Windowsa czy Mac`a. A może tak ma być, system stworzony do grzebania, poprawiania, nauki? Może Linux właśnie po to został stworzony?
PS
Odczekam do końca tego roku i gdy wyjdzie finalny Windows 7 kupię go i zainstaluję.Jeśli developerzy Debiana nie zmienią tych kompromitujących praktyk wrzucania do repo oficjalnego łatek rozwalajacych system ze smutkiem pożegnam się ze Światem Linuksa.
W sumie trudno nie zgodzić się z większością postawionych tam zarzutów wobec Pingwina. Osobiście uważam, że jednym z najbardziej hamujących czynników, jeśli chodzi o rozwój systemów Linuxowych, jest obsesyjne przywiązanie do idei Open Sources, to swoista religia. Jedną z niewielu dystrybucji, która uznała taką postawę za absurd jest wspomniany w komencie Włodka Mint. Twórcy tej dystrybucji dostrzegli absurd religijnego nastawienia do open sources. Również nowe Ubuntu zdaje się odpuściło z bezwarunkowym oddawaniem czci otwartemu kodowi. W banalnie prosty sposób można doinstalować tam zamknięte, dobre i potrzebne sterowniki i kodeki. Społeczność Open Sources w większości niestety uczyniła z wolności jej zaprzeczenie, zniewoleni obsesją wolności...
Ja jestem zwykłym userem, chce żeby chodziło i nie interesuje mnie jak to jest zrobione. Jak jadę samochodem to nie znaczy że muszę umieć złożyć silnik ! Ale za to cholera mnie by wzięła jak by mi grat stanął.
Tak jest właśnie z Linuksem. Po instalce wszytko gra, nawet lepiej niż na windzie. Ale co z tego, jak OS żyje softem na niego pisanym, a tego nie ma. Wygląda to tak jak bym jechał wypasionym trabantem, a każdy zapitala ferarri. I co z tego jak mój trabant ma super engine, jak muszę jechać na kwadratowych kołach "open source" w imię idei.
Z Linuksem jest jeszcze taki problem, że nie wiadomo do kogo zaapelować o zmianę ścieżki rozwoju. No z kim gadać ? Ja nic nie mogę, ale mogę podzielić się uwagami. Co z tego jak to jest krzyk w dżungli, gdzie nikt mnie nie usłyszy ?!
Linuks jak tak dalej pójdzie skończy jak OS2 czy BeOS.
http://7pl.info/linux-vs-vista.html
Ale jak teraz się okazało, ani jednemu ani drugiemu się nie udało, bo "i tak wszyscy mają xp..." Największą bolączką Linuksa jest brak kompatybilności między samymi nawet dystrybucjami - ot instalacja programów np.: tutaj RPM, tam DEB, gdzie indziej trzeba stawiać ze źródeł, SUSE narzuca swoje dziadostwo i Linux to teraz kupa dystrybucji. Każdy się chwali, że jego jest najlepsza, a nikt nie ma doskonałej. Ja prywatnie eksperymentuję ze wszystkim co się da zainstalować i Mandriva mi najlepiej podchodzi :)
inux to świetny, stabilny, wypasiony i mega zajebisty system .....ale ma serwer/router.
Pod warunkiem oczywiście że dobrze skonfigurujesz i nie będziesz w nim niepotrzebnie grzebał. Stawiasz raz i zapominasz że istnieje.
Jak widać jest i taka droga i nie jest ona zła, gdy ma się trzydziechę na karku i stać człowieka na odrobinę wygody :)
Pozostaje więc zakasać rękawy i sobie na odrobinę wygody zapracować :)
A że polityką Microsoftu jest dawanie ludziom nie tego czego potrzebują tylko tego co M$ łaskawie dać zechce to inna historia ;) Przez to tylko przychylniej patrzę na poczciwego XP.
Po pierwszym roku z debianem, faktycznie wywaliłem , czy też sformaciłem i na rok wróciłem do codzienności windowsa... Dlaczego? Ano bo ten linuks miał być w zamyśle ogranicznikiem marnowania mojego cennego czasu, który to marnotrawilem na granie w gry :D i miałem spore problemy z nauką...
Po roku uzywania debianka okazalo się, że grzebanie w nim tak mnie wciągało, że potrafiłem marnotrawić nawet 2x więcej czasu na to niż na gry dawniej :)
I tutaj puenta: czy wy nie narzekacie po prostu tak samo? Można grzebać - to grzebiemy. I potem płacz bo się zepsuło. Narzekamy, że trzeba wszystko konfigurować. A czy ktoś nas zmuszał? NIE :p MS przewidziało takie pomysły i pozamykało furtki i dlatego wg. niektórych jest super skonfigurowane, super sterowniki, super oprogramowanie...:P
Włodek napisał, że dobijają go codzienne aktualizacje... a w Windows jak często aktualizujecie? Ja wyłączam wszelkie i zostaje przy SP2. Ale w ubuntu ręka mnie świerzbi i zawsze sobie uaktualnie :P Poza tym na windzie częściej bywają wadliwe aktualizacje.
O sterownikach napiszę jeszcze kiedyś na moim blogu, bo tak się składa, że zacząłem się uczyć o pisaniu ich w VHDL-u i pod tym względem na linuxa nie ma co psioczyć :P Co najwyżej na producentów, np. Intela, który chcąc wydać nowszy, lepszy sterownik sprawił, że większość userów Ubuntu przestała wierzyć w sens Linuxa... ale już ta sama firma Intel nie poprawiała nic w sterze do windowsa ;]
Jak wam nie pasi darmocha to zainstalujcie sobie świętego graala - Windowsa 7.
Świetny interfejs, nudny jak flaki z olejem, sprawdzony kernel Visty na pokładzie i mniejsze wymagania co do sprzętu (częściowo spowodowane tym, że część ludzi wreszcie wysupłała trochę zetów i kupiła sobie nowszy sprzęt). ;-)
Drogi Mac OSX szybszy z każdą nowszą wersją?
Wolne żarty. Leopard szybszy od Tigera ;-)) ?
Bzdura, bzdura, bzdura.
Linux nie słucha rozżalonych userów (którzy często nie wiedzą gdzie kierować swoje pretensje) bo nie jest to (w większości)komercyjny system. Komercyjny system dba o użytkownika wrzucając wszystkie głupoty, których chce użytkownik, wstążki aero glass itp, itd., a darmowy system dba o developerów.
Jeżeli ktoś chce coś zmienić w danej dystrybucji, lub stworzyć własną to otwarta droga. Krótka piłka...
Nikomu nie zależy aby wygrywać w Windowsem i stwarzać jedną organizację tworzącą jeden system z jednym menadżerem okien, jedną słuszną przeglądarką, jednym słusznym playerem video itp.
Może ktoś jest tym rozgoryczony, ale jak ci linux nie pasi to nie ma się co na niego obrażać tylko płacić za genialną neoVistę 7 i cieszyć się działającymi grami i uproszczonymi do bólu opcjami konfiguracyjnymi.
Linux kusi grzebactwem, a aktualizcje lubią coś skopać w systemie, podobnie jak w Windows. Lepiej jak coś działa to nie lecieć jak ćma do ognia i nie łaszczyć się na nowości.
Fajnie, że jest takie coś jak Linux, które można wrzucić w ruter, odtwarzacz DVD, telefon i przy pewnej dozie samozaparcia PeCet.
Wiele osób oczekuje od LInuksa, że to będzie Windows, albo instaluje go aby się nim pobawić i często coś psują (w końcu administratorem też nie może być każdy, nawet swojego komputera).
Ogólnie lepiej nie grzebać jak się nie wie co się robi (i nie ma tu różnicy na jakim systemie się pracuje), zainstalować Eclipse lub Netbeansa i eksperymentować ;-))
---------------------------------------
Slackware to Sprite, Debian to Pragnienie ;-)
Na razie lista dostępnych gier nie jest imponująca, ale to dopiero początek.
http://wupra.com/
Jak stać mnie na kompa, to stać mnie też na system (a często dorzucany jest do sprzętu).
Co do programów, to w większości zastosowań można obyć się bez komercyjnych.
Wirusy, robaki? Każdego, kto z takim argumentem wyskakuje, uważam za fanboja Linuksa. To nie jest żaden argument - mając Windowsa, można żyć bez wirusów nawet nie posiadając antywirusa. Wystarczy tylko - zgadnij (podpowiedź: napisałeś to wielkimi literami). Wirusy, trojanki - w pirackich plikach lubią sobie mieszkać.
Większość problemów można rozwiązać samemu - pomijając to, w jaki sposób - co z resztą problemów?
Wszystko zależy do czego chcesz używać komputer i z jakich programów korzystać.
Nie zawsze jest możliwość znalezienia darmowych odpowiedników.
Nie oznacza to, że zawsze płatne jest lepsze. Można od ręki znaleźć przynajmniej kilka przykładów na darmowe oprogramowanie lepsze od komercyjnego odpowiednika.
Z drugiej strony nie każdy linux i nie każde oprogramowanie linuksowe jest darmowe.
Ponadto jeżeli się jest profesjonalistą w danej dziedzinie i na swojej działalności zarabia się wymierne korzyści to zakup odpowiedniego software (czy pod Linuksa czy Mac czy inny system) nie jest chyba problemem?
@szuman
"Żadnych manuali, żadnych problemów z zależnościami i żadnej niepewności"
Przynajmniej w teorii ;-))