Z niekłamaną dumą podkreślam niezbity fakt: ten wpis jest pięćsetnym wpisem na tym blogu! Okrąglutka i znacząca liczba pół tysiąca tytułów stała się wartością rzeczywistą :) No, co by o tym fakcie nie myśleć, płodności swej mogę być pewien. Pięć stów na liczniku i ani myślę na tym poprzestać.
Pamiętam początki bloga; ponury i nudny jak flaki z miodem design, a pod maską Joomla! Była tam galeria nieswoich zdjęć i kategorie artykułów (tak je wtedy zwałem), a jedna z tych kategorii mieniła się "Blogiem". I właśnie w owej kategorii "Blog" nieśmiało pisałem o swoich akcjach i refleksjach, a w pozostałych kategoriach klepałem niemal jak do gazety. Dziś już nie za bardzo wiem po co :) Fakt, że ponad trzy lata temu blogi w dzisiejszej ich formie były mniej popularne i to, co dziś zwie się blogiem, kiedyś prywatną stroną Iksa Iksińskiego się zwało. Kilka lat temu określenie blog mogło nieco uwłaczać ambitnemu podejściu do pisania. A dziś mamy blogi firmowe, branżowe, ściśle tematyczne i bardziej ogólnotematyczne (jak mój). Dobry blog, to dziś coś, a blogerem zwać się - zaszczyt.
Bez fałszywej skromności stwierdzam, że blog mój ewoluował, zmienił się nie do poznania, a ja razem z nim. Dzisiejszy ja, to inny ja, aniżeli ten sprzed trzech lat (i dwóch miesięcy). Z mojego subiektywnego siedziska ciężko jest mi wskazać paluchem wszystko to, co z czasem się we mnie zmieniło. Na pewno nabrałem pewności siebie, na pewno nabrałem dystansu do pewnych kwestii i na pewno wyklułem swój indywidualny styl pisania. Bo trzy lata to zbyt długi czasu szmat, aby nic się nie zmienić. Dziś mam poczucie robienia czegoś pożytecznego i oryginalnego, a trzy lata temu i trochę krócej miałem przede wszystkim wątpliwości, czy aby jest w tym internecie dla mnie miejsce i czy przypadkiem nie wmawiam sobie tylko, że ten blog komuś do czegoś...
Domena szuman.eu obowiązuje od niespełna dwóch lat - wcześniej było szuman.wudeka.net (stary adres nadal przekierowuje na nowy). Kiedyś cały ten cyrk napędzany by przez engine Joomla! A dziś jest to dużo mniejszy, ale żwawszy silniczek Serendipity. I nie ukrywam, że zajebiście się to buja :) Brakuje, co prawda, paru ficzerów (głównie wygodnego antyspamu) i z tego powodu co pewien czas wraca pomysł przesiadki na Wordpressa, ale odganiam go.
Cieszę się tym, co mam, a mam więcej, niż kiedykolwiek śmiałem marzyć :) Pół tysiąca wpisów, jak w dupę strzelił, do tego przeszło siedem tysionców komciuff i staty takie, że ani przez chwilę nie wątpię w sens istnienia tego bloga. Oby tak dalej!
Ja to ja, a mój blog, to moje ja. Może trudno to pojąć, ale w głębokim poważaniu mam to, co wielu dość świeżych blogerów na stałe przywiązuje do funkcjonowania blogosfery. Może to kwestia wieku? Młodzi, szkoła, a po szkole czas na blogosferę pełną gębą. Ja Sram na flakery, sram na blipy, również kupę robię na twittery i na wszystko inne, o czym jeszcze pojęcia nie mam. Takie podejście, to trochę jak strzał w kolano, bo wystarczy trochę się na tych tłiterkach zakręcić i najaktywniejsza, bo komentująca, publika gwarantowana.
Ja jednak Nie mam na to ani czasu, ani ochoty. I niech będzie, żem gbur, ale po prostu nie kręci mnie to. Wieki temu na MyBlogLog założyłem konto tylko dlatego, iż gdzieś wyczytałem, że to dobry sposób na zdobywanie nowych czytelników. Może i, ale nie z moim podejściem :) Pewnie idiotą w tej materii jestem, ale wolę etykietkę zjeba, niż tracić czas na dyrdymały. Inni siedzą na blipach, bo mają na to czas i ochotę, a ja w tym czasie pracuję (z tego też powodu rzadziej niż bym chciał, odwiedzam inne blogi). Może, gdyby doba miała 36 godzin, wystarczyłoby mi czasu na coś więcej, niż praca, dzielenie się myślą na blogu i niezaniedbywanie Oblubienicy Swej Kobiety :)
Pięć stów stuknęło... tyle wpisów, a tak naprawdę spłodziłem ich o co najmniej kilkanaście sztuk więcej. Gdzie one? Tłumaczę: bardzo duży remanent zrobiłem przy okazji przesiadki z Joomla! na Serendipity i do kosza poleciało sporo takich, których sensu istnienia z perspektywy czasu dopatrzyć się nie mogłem. Teraz też na pewno znalazłbym sporo takich, które bez wahania wypierdzieliłbym gdzieś w daleki niebyt, ale nie zrobię tego. Niech sobie będą, wszak każdy z nich stanowi część historii tego bloga.
Kończę te jubileuszowy wpis :) Kolejnych pięćsetek sobie życzę i przede wszystkim czasu, aby nie zabrakło go na pisanie.
Aha! Ważny komunikat
Zmieniłem (w końcu) podstronę
Linki: zniszczyłem kilka starych, które uznałem za niepotrzebne, a dodałem Wasze - lecz nie wszystkie, które bym chciał. Jest sporo osób, które często tu zaglądają i wpisy komentują, ale bardzo czasochłonnym przedsięwzięciem byłoby szukanie ich komentarzy. Apeluję: zgłaszać się, bo miejsca w linkowni macie zarezerwowane :)
Tagi dla tego wpisu:
blog