Pewnie są gdzieś jakieś poradniki o robieniu zdjęć piorunom, ale ja sobie to sam wykminiłem :) No, z pomocą Bodka, bo to on natchnął mnie swoim
wpisem o bazgraniu po zdjęciach.
Wczoraj bozia pokarała nas piękną burzą z eleganckimi błyskami. Szlag mnie strzelał, bo w czasie, gdy najpiękniejsze pioruny waliły raz za razem, aparat mój spoczywał sobie w szafce, a jak tkwiłem na drugim końcu miasta. Udało mi się jednak załapać na końcówkę piorunowego show. Jednak niedosyt czuję cholerny, bo te pojedyncze świetliste pierdnięcia, to już nie to samo, co mogło być, gdybym przez całe popołudnie nosił ze sobą aparat.
Zdjęcia poniżej tu zamieszczone robiłem z okna, które niestety musiało być zamknięte z uwagi na napierdzielający pod kątem deszcz. Po tej sesji zza szyby wiem jedno: takie foty, to najlepiej robić z jakieś budy na jakimś wzniesieniu lub dużego, zadaszonego tarasu. Z okna - nawet otwartego - trochę męczarnia jest, bo burza dookoła, a z jednej strony słupek, z drugiej parapet, tam klamka, gdzieś indziej termometr... Rozkładając w pokoju statyw wahałem się jeszcze, czy nie wziąć i nie pójść na taką jedną łąkę zaraz za osiedlem. Pomysł ten szybko porzuciłem, bo z metalowym, półtorametrowym statywem sterczącym pionowo ku górze byłbym na tej łące zbyt łatwym celem ;) Zdjęcia robiłem więc zza zbryzganej kroplami rzęsistego deszczu szyby...
Od teorii do praktyki, rzekłem. Tym ogarniętym, którzy wiedzą, jak się takie foty robi, tłumaczyć niczego nie muszę poza tym, że ten wpis nie jest kierowany do nich. Mogą, fachowcy, ewentualnie uzupełnić wiedzę przeze mnie podaną. Wpis ma na celu uświadomić nieświadomych i zdradzić im sekret robienia tych niesamowitych zdjęć.
Zatem, drodzy przyszli łowcy piorunów: sekret fotografowania błyskawic tkwi w trybie manualnym aparatu fotograficznego. Tryb ten posiadają wszystkie lustrzanki i większość zaawansowanych kompaktów (jak w moim przypadku Canon A590IS). W owym trybie dla wyjadaczy należy ustawić:
- najniższą czułość - wydłuża czas otwarcia migawki do maksimum
- długi czas otwarcia migawki - im dłuższy, tym więcej piorunów może się załapać na jedno zdjęcie lub/i większa szansa uchwycenia błysku, jeśli burza ich skąpi
- niemała przysłona - myślę, że ustawienie jej w granicach 5,5-8 będzie optymalnym, ale najlepiej samemu sobie to korygować w trakcie zabawy
- ostrość - ustaw ręcznie, bo autofocus najpewniej zgubi się w ciemności lub zawiesi się na byle napotkanym po drodze punkcie (ćmie, kropli deszczu itp).
No i statyw lub coś innego zapewniającego aparatowi stabilną pozycję. Najważniejsze, żeby nie była to ręką, bo niemożliwym jest, aby w ciągu kilkunastu sekund nie wystąpiło nawet najmniejsze jej drgnięcie. A jak łapka się zatrzęsie, to fotka się zepsuje... ;)
Tylko dwa pioruny udało mi się upolować, bo po pierwsze: burza już się kończyła, a po drugie: aparat się zaciął. Nie wiem dlaczego, kurde, ale po kilku zdjęciach przysłona przestała się otwierać. Zablokowała się, franca, i tylko na idiotoodpornym trybie przyjaznego fotografowania odsłaniała matrycy świat. Wogle, to myślałem, że jutro będę musiał oddać sprzęt do serwisu, bo elektronika jakaś padła. Na szczęście uratowałem się resetem ustawień i przywróceniem tych fabrycznych. Nie wiem, skąd ten fail; może po którymś z błysków powstałe pole magnetyczne tak rąbnęło aparat w czachę, że się w niej z lekka poprzestawiało?
Na pięć podejść dwa zdjęcia trafione. Całkiem nieźle, choć kilka pięknych piorunów nawiało mi głównie przez to, że ten aparat do takich długoczasowych zdjęć się nie nadaje. Zrobione zdjęcie zapisuje tak długo, jak długi był czas ekspozycji (czy jak to się tam zwie). W tym przypadku 15 sekund aparat zbierał obraz i tyleż samo go zapisywał. A w tym czasie parę dorodnych błyskawic przemknęło sobie i nie zostały uwiecznione.
I jeszcze raz: niska czułość ISO, długi czas naświetlania, przysłona średnio wedle uznania i aparat najlepiej na statywie. Tyle teorii - popróbujcie w praktyce. Enjoy :)

W takich zabawach przydatne jest jak aparat ma możliwość podpięcia wężyka spustowego, gdyż wtedy od razu możesz zacząć "nagrywać" zdjęcia. W przypadku ręcznego uwalniana migawki zawsze trzeba wziąć te 2s auto wyzwalacza by aparat już się nie kiwał to kontakcie z nami.
Po pierwsze zgadzam się z Twoimi radami, odnośnie ustawień aparatu w trybie manualnym. Jest jednak też szansa dla mniej zaawansowanych osób - np. w Panasonicach DMC są opcje (programy) fajerwerki i gwiaździste niebo (migawka odpowiednio 2 s i 15, 30 a nawet 60s).
Dodałbym jeszcze informację o ustawieniu ostrości - najlepiej przełączyć się na tryb manualny (MF) i ustawić nieskończoność, bo inaczej aparat przy słabym oświetleniu może wariować i np. wyostrzać na krople deszczu :)
@SpeX - masz rację, tzw. wężyk jest bardzo przydatny, tylko najczęsciej niestety takie dodatki kosztują chore pieniądze :(
Także żałowałem że nie mam aparatu, bo po burzy widziałem najpiękniejszą tęczę w życiu. Wyraźne kolory, pełen, nie przysłonięty niczym łuk, a ponad nią druga trochę słabsza. Tęcze mają w sobie coś urzekającego - mógłbym się na nie patrzeć godzinami.
Co do ustawień aparatu to najlepszą opcją w trybie manualnym jest tak zwany BULB plus wężyk lub pilot, zabawa polega na trzymaniu spustu migawki do póki piorun zaszczyci się pojawić na niebie.
Ktoś tu wspomniał o seryjnych zdjęciach, seryjne zdjęcia to dla szczęściarzy ;) ta opcja odpada.
Szkoda szuman że zdjęcia za szybą jeszcze w dodatku deszcz po nich zacinał... czekamy na kolejne burzliwe tematy?
@Przemo, hehe ta wasza Krakowska burza trochę nas zmyliła, bo dostaliśmy telefon z Krakowa, że straszna burza jest iza parę godzin dorze na podkarpacie. A tu zaczęło błyskać, grzmieć i padać już po 2-3 kwadransach. Myśleliśmy, ze to o tej burzy przez telefon była mowa, ale kilka godzin później okazało się, że jednak nie :) U nas eż solidnie waliło "stroboskopami", ale niestety podczas tego najlepszego pokazu byłem bez aparatu. Tęcze? Mam do nich pecha :( W całym swoim życiu może z 5 razy widziałem taką prawdziwą tęczę (+ kilka malutkich powstałych przy zraszaczu ogrodowym ;))
@Mateusz, 3 sekundy.. boskie by były foty z takimi! ehh, zaczynam się martwić, że drugiej takiej burzy w najbliższym czasie nie będzie :(
@blaha, no właśnie; jeśli się takie zacięcie ma ;) Ja bym tam nie ryzykował, ale Ty... gratuluję chłodzenia laptopa, zrobiło to na mnie wrażenie! :)
@BoDeK, to, o czym piszesz, to zbyt wysoka szkoła jazdy, jak dla mnie ;)m Ale chętnie bym spróbował - jak już zaopatrze się w lustrzankę, to można będzie zapolować na rózne fajne widoczki - wliczając w to burze ;)
Na stronie http://www.fachowyelektryk.pl można znaleźć wiele ciekawych artykułów o ochronie przeciwgromowej, może ktoś jednak skorzysta z porad zanim usłyszymy w telewizji o tragedii. Oby nie !!!!
@szuman - nie ma sprawy - polecam się na przyszłość :)
A jeszcze pozwolę sobie dodać, że ja w Krakowie nie widziałem niestety tej tęczy ale kolory na dworze (na polu) były niesamowite...
Taka burza zdarza się rzadko... bardzo rzadko.
Ten wpis przypomniał mi, że taka okazja trafiła mi się parę lat temu, jeśli ktoś chce spojrzeć, nawet kilka fotek wrzuciłem w sieć:
http://galeria.interia.pl/praca,w_id,439389,g_id,66366,pierun4