Gęstym spawem rzygać już mi się chce tym, czym raczą mnie ostatnio wszelakie media. Kaczory, Tuski, Obamy, świńska grypa, ciąża Cichopek i to tak zygzakiem w kółko, w te i wewte na okrągło. Ongiś zewsząd wyłaziła Doda, ale Cichopek ją przebiła w takim stopniu, że już chyba nawet z tej nieszczęsnej Dody wyłazi. Więc temat ciężarnej wszechnajlepszej z lukrem na tym blogu idzie w odstawkę.
Polityczne tematy u mnie mają to do siebie, że co jakiś czas powracają i to się pewnie nie zmieni. Teraz czas na zdroworozsądkową gadkę, której tu chyba najmniej :)
Powtórzę: rzygać gęsto i dalej, niż wzrok sięga, chce mi się i to bynajmniej nie z powodu jakiegoś nowego choróbska. Jestem zdrowy jak wszystkie konie i ryby razem wzięte - przynajmniej w odniesieniu do modnych w ostatnim czasie, najbardziej medialnych chorób.
Ileż można ludziom pranie mózgów robić, że niby szlag nas wszystkich trafi i powyciągamy kopyta zapadłszy na kolejną zoologiczną odmianę sraczki? No ileż można o tym tłuc? Czy ci dziennikarze nie są czasem pojebani? Są, a jakże!!! I to ich powinno się separować, ich rzepać na lotniskach i to ich pakować do izolatek za byle kichnięcie. Są poryci nie mniej od tych, którzy tworzą falę niosącą na sobie zarazki bezsensownej paniki.
Świńska grypa... temat miazga! Rzucił jeden z drugim hasło "świńska grypa" i na świecie powiało taką paniką, jakby co najmniej nocami UFO ludziom do zębów przytwierdzało ampułki z cyjankiem. Ptasia grypa, świńska grypa, a w przyszłości pewnie koźla, końska, papuzia, kijankowa i ciul wie jeszcze jaka. Ludzie w portki robią na samą myśl o, najbardziej medialnej ostatnio, świńskiej odmianie grypy, zupełnie już zapominając o tym, że największe śmiertelne żniwo rok rocznie i niezmiennie od lat zbiera ta najzwyklejsza, ludzka grypa. To w jej wyniku umierają dziesiątki (setki?) tysięcy ludzi rocznie. To z nią powinno się tak heroicznie walczyć. Co, nie da się? A ze świńską się da?
Tak na marginesie, to pamiętam, jak przed laty ciężko przechodzili grypę ludzie, którzy zaszczepili się przeciwko... właśnie tej grypie. A ci, którzy na szczepienie się nie skusili, to albo chorowali, albo i nie. Jeśli chorowali, to zwyczajnie - bez jakiegoś halo.
Świńska grypa... gdzieś tam na szarym końcu długiej listy najbardziej śmiertelnych chorób. Ludzie jednak mają to do siebie, że panicznie boją się tego, czego nie znają i nie rozumieją. Bo i niby jak i co mogą załapać z medialnej kupy strachu?
Równie dobrze można puścić famę o straszliwym wirusie wywołującym psychiczną chorobę: wystarczy, że w niedługim czasie na niewielkim obszarze powiesi się parę osób. Wierzcie, że ja już mam opracowaną specjalną samoprzylepną kropkę chroniącą przed wirusem wisielca :)
Przeżyliśmy grypę ptasią (wedle humoru politycznego nawet dwie), przeżyjemy też świńską. A także rybią, muszą, sokolą, małpią i tę medialną zarazę, która od wielu wielu lat bezskutecznie próbuje nas zwariować :) Poprawka: jej toruńska odmiana jest jednak dość groźna, bo całkiem skutecznie atakuje starsze osoby.
A ta ptasia grypa? Przepraszam: świńska? Spójrzmy prawdzie w oczy: jak zwykle chodzi o kasę, zmiany na światowych rynkach, polityczne zagrywki i jeszcze raz o kasę.