Ano: był sobie Dzień Kobiet - zupełnie niedawno; latały chłopy z kwiatkami, wystawały w kilkudziesięcioosobowych kolejkach w kwiaciarniach, a kwiaciarki ściągały do pomocy siostry, córki, koleżanki a nawet chłopów swych (biedaczyska). Grunt, by kwiatki były świeże. Kupić badyla z kilkudniowym wyprzedzeniem to nie był dobry pomysł; wszystko rozkwitnięte, zdychające właściwie, bo se panie kwiaciarki ząbki na Dzień Kobiet ostrzyły. Z tego właśnie powodu, w ulubionej kwiaciarni, na kilka dni przed owym słynnym "ósmym", kwiatka świeżego nie dostałem. Przypomniało mi to ciśnienie, jakie towarzyszy świętu kobiet i postanowiłem, że tego roku nie będę w tym brał udziału i Oblubienicy Swej Kobiecie kupię coś innego: ładnego, żywego, ale bardziej trwałego :)
Końcem lutego zdechły jej dwie rybki - welony. Zdechły, bo dopadło je popularne wśród tego gatunku ryb choróbsko: sterczące łuski, górna płetwa opadnięta, oczy wybałuszone, pękate brzuchy, pływanie do góry kołami... To jakaś bakteryjna, ponoć, przypadłość, która atakuje układ pokarmowy ryby - ten się psuje, a od niego psuje się rybka. Wyleczyć jest to cholernie trudno, a w ostatnim stadium choroby praktycznie niemożliwe. Gdy jedna rybka zdechła, gość w zoologicznym polecił drugą wsadzić do słoika i wstawić do lodówki; tam pod wpływem niskiej temperatury rybka sobie raz na zawsze uśnie i cierpieć nie będzie. Tak też się stało: jedna zdechła, druga poszła spać...
Pomysł z Dniem Kobiet i rybką wydał mi się arcygenialny ;) W przededniu babskiego ósmego, a była to sobota, zabrałem kobitę swą na zakupy - do zoologicznego. Postanowiłem do rybki dorzucić parę akwariowych świrunków, m.in. żwirek kolorowy, badyle sztuczne i żywe oraz jakieś tam chemikalia.
Tłumy...
Kojarzycie Ryszarda Siwca? Tego, który na warszawskich dożynkach podpalił się i dopiero ostatnio zrobiło się o nim głośno? No to akurat wtedy, w sobotę, odsłaniali
tablicę pamiątkową na szkole (Miejskie Gimnazjum nr 1 w Dębicy). Ludzi masa: vipy, mundury i mundurki, szkolne delegacje, wieńce, kwiaty, telewizja, policja, zablokowane drogi, korki, opóźniona komunikacja miejska i tłumy ludzi z malującym się na ich twarzach wielkim „WTF?”. A 50 metrów obok tej uroczystości niewielki, ale nieźle zaopatrzony sklep zoologiczny.
...a w sklepie tłok, bo po jedno akwarium, kilka klamotów doń i parę rybek musiało przyjść, kurwa, aż osiem osób!!! Do lady nie szło się dopchać, a grzeczne „przepraszam” trzeba było po kilka razy wykrzykiwać, aby imbecyl jeden z drugim przesunął swe dupsko i przejście zrobił... Matki, ciotki, wujki, dzieci, sąsiedzi i ich dzieci w łącznej liczbie ośmiu głów po jedno pieprzone akwarium!
Chciałem pamiątkowe zdjęcie nowej rybce zrobić, jak pływa w sklepowym akwarium, ale niestety... ruchoma dżungla nóg z gadającymi koronami skutecznie to uniemożliwiła. W tłoku i ścisku kupiliśmy rybkę, chemię do akwarium (sól, odkażalnik), jakieś żywe badyle do jedzenia, wężyk do pompki, termometr, sztuczną roślinkę i jakieś coś niebieskie robiące za ozdobę. I żwirku w trzech kolorach.
Tamci dalej się tłoczyli i gdyby pomyśleli choć trochę, to by spokojnie pół tego sklepu wynieśli niepostrzeżenie płacąc (albo i nie) jedynie za akwarium i rybę. Gdyby się na sprawie znali, to pewnie by tak zrobili i zajumali co im tam potrzebne, ale sądząc po ich przemądrzałych tekstach wielkich znawców akwarystyki... Hehe baba jedna z drugą mądrzyły się (wtórowało im młodsze pokolenie), ale każde fachowe zdanie sprzedawców i tak kwitowały „aha, no tak mi się wydawało”, „ah, oczywiście”, „ah, rzeczywiście”, „ano faktycznie”...
W tym sklepowym akwarium od razu w oko wpadła nam jedna sztuka: ładna, mała welonka z czarną plamką na prawym oku i dwiema na ogonie. Jedyna w swoim rodzaju, tak że nawet pani ekspedientka nie miała problemu ze zlokalizowaniem i wyłowieniem rybki, którą sobie zażyczyliśmy. Rybka nasza, tak szczególna i wyjątkowa, że dostała imię: Łatka ;)Szybko się zaaklimatyzowała w nowym akwarium, a po jakiś dwóch dniach załapała, że żarcie, zanim zacznie spadać, przez chwilę pływa na górze i można je jeść w jednym miejscu, a nie gonić i łapać po całym świecie ;)
http://www.thinkgeek.com/geektoys/science/adca/
Pozatym bojowniki syjamskie są fajniejsze :) !
Piotrek, dobry filmik! :) faktycznie, trzeba się nieźle nudzić, żeby tak tresowac rybę :)
Bojowniki fajne, ale jeszcze bardziej podobają mi się te o wymiarach mięsa hamburgerowego (z boku okrągłe, pozostałych płaszczyznach płaskie jak... wkład do burgera :)) Wyleciała mi ich nazwa z głowy
No ale żeby one się ładnie prezentowały to trzeba jednak mieć duże i profesjonalne akwarium.