
Najwyraźniej pewną prawidłowością jest to, że operator X jest najlepszy do momentu objęcia przezeń fotela lidera rynku. Pamiętacie, jak było z Erą? Wystarczyło, że usadowili się na tronie i w niedługim czasie zaczęły się mnożyć utyskiwania klientów na regulaminy, obsługę itp. Nie pamiętam, jak było z Orange, ale nie tak dawno kraj nasz obiegła wieść, iż operatorem komórkowym nr 1 w Polsce został Plus GSM.
Nikt nie kwestionował tego, a już na pewno nie abonenci tej sieci, którzy dotąd cieszyli się ponoć najlepiej skrojoną ofertą i najlepszą, ich zdaniem, obsługą klienta. Do tego grona należy Oblubienica ma Kobieta, która od 6 lat nieprzerwanie korzysta z oferty Plusa. W sierpniu ubiegłego roku podpisała kolejną umowę, bo Plus... zawsze był taki super. No właśnie: był super...
W walce o klienta każdy jest super. Dziś liderowi rynku GSM w Polsce z czystym sumieniem mogę zarzucić dwie rzeczy:
- niekompetentnych aż do granic nieudolności autoryzowanych przedstawicieli (punktów/salonów sprzedaży - jak zwał tak zwał)
- zbyt mało firmowych salonów Plus GSM i ich brak w mniejszych miastach, np. w 50 tysięcznej Dębicy.
W Dębicy są trzy autoryzowane punkty Plus GSM - przynajmniej o tylu wiem: dwa należą do obecnej w wieeelu miastach sieci mPunkt, a trzeci to, zdaje się, jakiś lokalny wynalazek. W każdym bądź razie po swoich doświadczeniach z nimi śmiem stwierdzić, że to są punkty obrotu plusowym szitem w jedną stronę: w stronę klienta. Wszystko jest superaśne w momencie zakupu, ale gdy tylko klient napotyka problem z zakupionym telefonem, szybko przekonuje się, że to nie jedyny jego problem...
W sierpniu 2008 mojej kończyła się poprzednia umowa na Mix Plusa. Postanowiła podpisać umowę kolejną i wziąć nowy aparacik w promocji. Szukała jakiegoś dziwacznego fona z klapką, którego zewnętrzny wyświetlacz był tak śmiesznie wkomponowany w całość, że nie było go widać, gdy niczego nie wyświetlał. Widziała taki fon w jakimś markecie elektronicznym i był to albo jakiś LG, albo Sony Ericsson albo też Samsung. Tak czy owak tego telefonu w żadnym z lokalnych punktów Plusa nie znalazła i koniec końców dała sobie wcisnąć gniota Plusfon 603i, którego producentem jest Huawei. Bliźniaczymi modelami Plusfon są aparaty Vodafone - wszak jeden, ten sam tani producent - Huawei. Kupiła aparat Plusfon 603i: 3G, super hiper mega bajery, do tego gratis karta 2GB, a to wszystko za jedną jedyną złotówkę.
Szybko okazało się, że cena telefonu jest adekwatna do jego jakości. Wystarczyły dwa miesiące użytkowania, aby dalszej współpracy odmówiła ładowarka. Telefon na gwarancji, więc w czym problem? Ano w tym, że, przynajmniej w odczuciu klienta, dla autoryzowanych punktów Plus GSM najważniejsza jest sprzedaż, a reszta leży w dobrej woli pracownika.
Poszliśmy z tym telefonem tam, gdzie go kupiliśmy, tj. do mPunktu znajdującego się w Galerii Dębickiej. Pani była łaskawa sprawdzić telefon, uznać reklamację za uzasadnioną i przyjąć nie telefon (ten był sprawny - ładowanie via USB działało), ale samą ładowarkę. Wypełniła kartę/protokół przyjęcia reklamacji i kazała czekać.
Zwykle na karcie gwarancyjnej jest podane, w jakim terminie producent zobowiązuje się naprawić lub wymienić w ramach gwarancji wadliwy produkt. Zwykle jest to 30 dni. Po dwudziestu paru dniach od reklamacji zaczęliśmy się niecierpliwić. W okolicach trzydziestego dnia udaliśmy się do mPunktu z pytaniem: co się dzieje z ładowarką? Pani nie wie. Pytam więc panią, w jakim czasie sprzęt objęty gwarancją powinien zostać naprawiony? Pani nie wie. Sugeruję, że w okresie 30 dni, ale pani przeczy. Pytam więc: ile dni? Pani nie wie. Nie wie i nie wie, ale za to z dumą oznajmia, iż racja na pewno nie leży po mojej stronie, bo ONA BYŁA NA SZKOLENIU. Kurwa mać! Dobrze wiem, że na takich szkoleniach uczą przede wszystkim tego, jak motać klienta. Zaciskam zęby i proszę, by pokazała kartę gwarancyjną innego Plusfona - treść na pewno ta sama i powinno być napisane. Co się okazało? Plusfonów już nie mają (w dniu reklamacji też nie mieli), karty gwarancyjnej nie mają, a ta nasza pojechała razem z ładowarką chuj wie gdzie. Wkurwiłem się i poszedłem do innego mPunktu, który chyba jest wyjątkiem potwierdzającym regułę: ten mPunkt w Dębicy na Rzeszowskiej chyba 6 akurat powinien być wzorem dla innych, nie tylko autoryzowanych, ale i tych oficjalnych salonów Plusa - obsługa jest wyśmienita, a jednego typa szczególnie polubiłem za jego zaangażowanie w sprawy klienta. Zawsze można na gościa liczyć.
Poszedłem tam i spokojnie wyczekałem, aż ten typ obsłuży jakąś babę. Gdy wreszcie skończył z nią, wyłuszczyłem mu sprawę: ano że w innym mPunkcie oddałem wadliwą ładowarkę, że czekam miesiąc, że w tamtym mPunkcie nikt nic nie wie itd. itd. Nie miałem przy sobie protokołu reklamacyjnego, ale podałem model i numer telefonu, którego reklamacja dotyczyła. Podzwonił, popytał i poprosił, abym postarał się jednak z tym protokołem przyjść, bo bez tego niewiele jest w stanie się dowiedzieć.
Zadzwoniłem do mojej i wkrótce razem, z protokołem w ręku, zjawiliśmy się w tym mPunkcie. Co się okazało? Protokół reklamacyjny był wypełniony niekompletnie - brakowało w nim numeru jakiegoś tam (nie IMEI ;)), który jest wymagany w przypadku odsyłania do serwisu samych akcesoriów telefonu. Bo ta łajza po szkoleniach tego nie wypełniła, przez co zresztą kilka dni później sama dzwoniła, bo nietkniętą ładowarkę odesłano jej z serwisu. Po ponad miesiącu od dnia reklamacji ładowarka po raz drugi pojechała do serwisu.
Jakoś tak w okresie świąteczno - sylwestrowym byliśmy sobie w galerii. Postanowiliśmy więc przy okazji wstąpić do mPunktu w celu zadania pytania, którego obsługa mogła się domyślać tak, jak my domyślaliśmy się odpowiedzi na nie. Dokładnie: ładowarki nie ma, nie wiadomo co z nią, nie wiadomo kiedy będzie itd. Zaczął mnie już nie na żarty szlag trafiać: wygarnąłem babie jaką łajzą jest i że rację to mam, ale ja i że jej to udowodnię, bo już nie z takimi instytucjami jak ona sobie radziłem, a prawa konsumenta leżą po mojej stronie i jeśli na szkoleniu jej tego nie nauczyli, to nauczę ją ja. I zapytałem ją o jej godność :) Cholernie się wtedy zestresowała, minę miała jakby zaraz w portki miała zrobić i ledwie wyjąkała: „ale po co to panu...?”. No jak to po co? Chcę wiedzieć, kto mnie obsługiwał, gdy zgłoszę się gdzie indziej: chociażby w tym drugim mPunkcie pytali mnie, kto mnie w Galerii obsługiwał.
Wychodząc z tego jej grajdołka powziąłem decyzję o załatwieniu sprawy inaczej. Pół roku od dnia zakupu Plusfona nie minęło, więc można skorzystać z tzw. prawa rękojmi. Tak zrobię, ale bez pośpiechu - mam jeszcze czas :)
Kilka dni temu znowu złożyłem tej pani uszanowanie, ale przed tym jeszcze zadzwoniłem. Telefon odebrała ona, więc szybko przeszedłem do rzeczy:
- Dzień dybry, dzwonię w sprawie zepsutej ładowarki do plusfona 603i
- Tak, wiem, nie mamy jej tu, ale zaraz przedzwonię do serwisu...
- Dziękuję.
Pomyślałem, że się skapnie kobza jedna, iż klient będzie bardzo zainteresowany tym, czego dowiedziała się dzwoniąc do serwisu, i że później oddzwoni powiedzieć co i jak.
Tego samego dnia, kilka godzin później, byłem na zakupach w Galerii - z kobietą swą. Rytualnie kuknęliśmy więc do mPunktu: moja zadała pytanie o ładowarkę (zwaliłem to na nią, bo już mam alergię na tę pracownicę po szkoleniach). Ta zza lady zapytała swej koleżanki, czy dzwoniła i ble ble i tamta dzwoniła i się dowiedziała, że ble ble „ładowarka jest w trakcie czynności serwisowych” i trzeba czekać ble ble, a ble ble ja mam to wszystko w dupie. Ble ble. W poniedziałek mogę mieć czas na ble ble u Rzecznika Konsumenta, tam dokładnie dowiem się jakie paragrafy i napiszę jej takie ble ble, o jakim na żadnym szkoleniu nie słyszała.
Tyle w tej części :) Już teraz zapraszam na kolejną, która jednak nie będzie o dalszych losach ładowarki, ale o tym, jak ciężko uzyskać w Plusie pomoc w sprawie doładowania konta Simplus, które nie doszło do skutku.
Włodek, sam się wkopałeś tym, że nie przeczytałeś, ale spróbuj poszukać pomocy u rzecznika konsumenta. Takie praktyki, jak opisana przez Ciebie często mają miejsce i z tego co wiem, wielu ludziom udaje się z tego wybronić. Czy masz na to szanse, tego nie wiem, ale odpowiedź zna Twój rzecznik konsumenta. Skorzystaj, w końcu także z Twoich pieniędzy płacą mu pensję :)
Glabek94, heh no zgadza się, reklamy Plusa rządzą :) A jeśli chodzi o serwis Orange, to też miałem okazję z niego korzystać i złego słowa nie powiem. W przeciwieństwie do Plusa...
na plus mozna zaliczyc to ze kontroluje swoje wydatki i 50zł na 3 miesiace mi wystarcza..
napisz później co z tą ładowarką, czy należy się jakieś zadośćuczynienie za czekanie czy co... w sumie to tylko ładowarka ale chodzi o sam fakt
pozdrawiam
Burza, za chwil kilka wybywam na rozmowę do rzecznik. Na pewno będę informował o tej sprawie aż do jej zakończenia :)
ja tez zostalem zrobiony w trabe ale nie bede sie o tym rozpisywal dostalem kare 500zl za nic a jak zadzwonilem do dzialu windykacji wyjasnic sprawe to odezwal sie jakis facet ale taki cham ze nie polecam z nim rozmowy
teraz przenioslem numer do PLAY dostalem od nich 60zl na konto za zmiane sieci minute rozmowy mam za polowe tego co w plusie i co najwazniejsze jak zaladuje za 5zl to za tydzien play nie zablokuje mi konta tak jak w innych sieciach (w orange po 2 dniach)-CYRK !!!!!!!!!!!!!!!!
BADZMY MADRZY I NIE DAJMY SIE ROBIC W TRABE PRZEJDZMY WSZYSCY DO PLAY TAM NAM NIE ZNIKNIE KASA Z KONTA LOGUJEMY SIE NA ICH STRONIE I MAMY CZARNO NA BIALYM ILE I ZA CO ZAPLACILISMY.
AHA PRZY KAZDYM DOLADOWANIU NAWET ZA 5 ZL DOSTAJEMY 100DARMOWYCH SMSOW TO CALKOWICIE POKRYWA NAM TE 5ZL CO ZAPLACILISMY ZA KARTE A I MAMY JESZCZE CALE 5 ZL DO WYDZWONIENIA.
POLECAM
jestem tego samego zdania, plus to może dobry rynkowy operator ale jeżeli chodzi o obsługę to masakra (mało powiedziane). mieszkam w poznaniu w NASZEJ galerii Tesco jest taki "punkcik" plusa. Obsługa to jakieś wielkie nieporozumienie tzn. niekompetencja AŻ "DAJE PO OCZACH", brak odpowiednich szkoleń np jak powinna wyglądać rozmowa z klientem (bo to widać po 10 min rozmowy=> sama pracuje z klientem (miałam takie szkolenie) wiec wiem jak obsługa powinna wyglądać.
ogólnie chciałam kupić telefon w plusie i podpisać kolejną umowę z nimi ale ręce mi opadły i zrezygnowałam z telefonu bo pani nie zaprezentowała mi nić konkretnego, na to wygląda że człowiek musi przyjść do "ich salonu" z dokładnymi danymi, modelem tel. itp. i nie wiem co jeszcze... może ktoś z dyrekcji lub kadr plusa to czyta ZRÓBCIE COŚ Z TYM !!!!!!!