
W związku z faktem, iż pomimo mojego grzecznego korzystania z komputera dopadł mnie
trojan Amva, powziąłem decyzję o powrocie do dobrego zwyczaju korzystania z programu antywirusowego. W swoim życiu przetestowałem chyba wszystkie liczące się antywirusy: tak darmowe, jak i płatne, dlatego nawet przez moment nie zastanawiałem się nad wyborem. Sprawa jasna: po pierwsze, drugie i trzecie
NOD32. Mój faworyt. I doskonale dogaduje się z ulubionym firewallem mym - ZoneAlarm.
Gdybym był właścicielem samochodowego teamu specjalizującego się w śrubowaniu kolejnych rekordów, a rekordy owemiałyby świadczyć o doskonałości pojazdu tworzonego pod moimi skrzydłami, to najchętniej postawiłbym na sterowanie zdalne. W celu zredukowania masy, rzecz jasna :) No, ale niech będzie, że regulamin nakazuje posadzenie czyjegoś dupska za kierownicą pojazdu, to jakie dupsko wybrać? Wielkie, ciężkie, niezgrabne czy jak najmniejsze i najlżejsze?
Jasne, że to drugie. Bo po pierwsze: szybciej do auta się wgramoli i przygotuje do jazdy, po drugie zapewni lepsze wyniki na torze, a po trzecie mniejszy zad będzie miał mniejszy wpływ na prowadzenie się wozu: jego zachowanie na zakrętach czy podczas hamowania.
Analogicznie rzecz ma się z programem antywirusowym. I mniejsze obciążenie, tym lepiej: szybsze skanowanie, więcej pamięci i mocy procka na to, co zwykle na kompie się wyprawia. Wielu producentów przyciężkawych antywirusów dopiero niedawno się skapnęło, że wiedza na temat zagrożeń i skuteczność w jej praktycznym wykorzystaniu to nie wszystko. Bardzo ważna jest szybkość, lekkość i gracja :) A NOD32 od zawsze taki był i na tle konkurencji od zawsze zadziwiał stosunkiem swojej skuteczności do zasobożerności. Ma to we krwi i taki jest do dzisiaj. Siedzi sobie teraz gdzieś tam w moim systemie i robi swoje do tego stopnia dyskretnie, że chwilami zastanawiam się, czy aby na pewno działa.
Odwykłem od posiadania antywirusa. Kiedyś tam dawno temu testowałem kolejno antywirusy i takim właśnie sposobem odkryłem NOD-a. Jednak doszedłem do wniosku, że antywirus jest mi zbędny, ponieważ nie łażę po porno stronach, stronach z crackami, lewym softem i Bóg raczy wiedzieć czym jeszcze. Antywirus był u mnie bezrobotny: raz tylko usunął mi plik, którego nie chciałem, by usuwał (o tym było we wpisie "
Sezon włamań na Joomla! rozpoczęty"). Był to exploit, jakiego użyto do włamania się na jedną z moich stron: to właśnie NOD32 rozpoznał go jako trojana i usunął bez pytania mnie o zdanie - bo sam mu tak kazałem :)
Po ostatniej akcji z Amwa zdecydowałem przeprosić się z antywirusem co się zowie NOD32. Z trzech powodów:
Po pierwsze: niskie wymagania
Nie wiem, jak twórcy NOD-a to zrobili, ale działania tego programu praktycznie nie czuć. Naprawdę. Na słabszych, starszych machinach jego działanie może być odczuwalne, ale w naprawdę niewielkim stopniu. Z mojego doświadczenia jakieś 1 GHz z hakiem i powyżej 256 RAM spokojnie wystarcza, aby NOD32 robił swoje i nikomu nie wadził.
Po trzecie: skuteczność
O jego skuteczności świadczą rozmaite testy, opinie użyszkodników i fakt, iż wyczaił zło kryjące się w pliku pisanym na zupełnie inną okazję.
Po trzecie: szybkość
Zapisując, kopiując i podrzucając tony plików nie czuję spadku szybkości w popełnianiu wymienionych czynności. Przy wieeeeelu plikach czuć minimalnie, że coś się po drodze może z nimi dziać, ale trwa to zbyt krótko, żeby zirytować kogoś tak niecierpliwego, jak ja. Podobnie rzecz ma się z otwieranymi stronami www: tu też skanowanie lotem błyskawicy.
To wszystko, co mam do powiedzenia.
Najlepiej samemu przetestować :)