Było o
naprawie prawie nowej wersalki i o tym, co kryło jej ładne obicie. Tym razem będzie o jeszcze nowszej, bo kupionej jakieś dwa miesiące temu wersalce, której konstrukcja w salonie szeptała: "jestem bezawaryjna, nie skrzypię i skrzypiec nie będę, nie mam sprężyn, gwoździ i nic do ukrycia". Wyrko, któremu ten wpis poświęcam, zostało kupione w tym samym salonie, co znany z poprzedniego wpisu szit. To nowe kosztowało jednak ponad tysiąc zł i miało się nie psuć! Konstrukcja nowoczesna, prosta, żadnej paki na pościel, tylko rama metalowa (jakieś aluminium chyba), w oparciu i siedzisku giętkie, drewniane listwy (żeby się uginało). Konstrukcja metalowo - drewniana, zaadoptowana do wygodnego spania dzięki materacowi przypinanemu do ramy za pomocą rzepów i pokryciu trzymającemu się na wszytej gumie. Konstrukcja do bólu prosta, ale... badziewna, bo po dwóch miesiącach siedzisko zgięło się od tego, że się na nim siedziało. Teraz, po rozłożeniu spania, jedna połowa jest wyżej, a druga niżej:
Facet, który w dniu zakupu dostarczył je nam, patrząc się na nas z tajemniczym uśmieszkiem zapewniał, że łóżko jest cholernie solidne i bardzo wiele wytrzyma, a w razie, gdyby jednak jakimś cudem coś z nim było nie tak, można śmiało je reklamować i reklamacja taka zostanie uznana.
Właśnie przyszła na nią pora.
Byliśmy dzisiaj w tym meblowym i jeden facet z obsługi ogromnie się zdziwił, że właśnie z tym modelem są kłopoty. Skierował nas jednak do panienki (a może już mężatka?) przy kompie, ale wiele załatwić się z nią nie udało, bo zabrakło nam paragonu... Ta jednak ładnie wytłumaczyła nam, o jaki paragon chodzi (wydruk A4 spięty z fiskalnym świstkiem), pokazała przykładowy, wyjaśniła, dlaczego teraz nam nie pomoże i zaprosiła ponownie. Paragon w domu się znalazł, więc jutro ciąg dalszy reklamowania nowego, bezawaryjnego łóżka.
Nie wiem czasem, czy to wyro nie jest jakimś eksperymentalnym produktem, który trafił do sprzedaży, by jego producent mógł go przetestować na szerszej grupie ludzi w normalnych warunkach. To by wyjaśniało, czemu taką fajną gwarancję na nie dali (wymienimy bez względu na przyczynę awarii). Mili są, ale żeby tak jeszcze raczyli sami wynieść zepsute, wnieść nowe, poukładać wszystko jak było, poodkurzać i zrobić herbatę...
A widzę, że Szuman kolorystykę templatki zmienił :-) No i jeszcze coś mnie zdziwiło, mianowicie brak reakcji na wczorajszą szczerość Palikota hehe. A co się dzisiaj na tej komisji regulaminowej działo, to szkoda słów.
Pozdrawiam serdecznie.
Arek, wiesz, zwiodło nas to, że ta była zupełnie inna od poprzedniej, a poza tym podobną (jeśli chodzi o konstrukcję) ma szwagier. Tyle tylko, że on ma z innej firmy.
Przemo, takie proste, z materacem... ;)
Adam, telewizory też takie były :) Teraz to my jesteśmy ciężcy, a sprzęty lekkie :)
A co do Palikota, to dobrze wyczułeś, że coś skrobnę. Dopiero teraz znalazłem na to czas :)