Pierwsza część przygód Harolda i Kumara pt. "O dwóch takich, co poszli w miasto", była pierwszym filmem
opisanym przeze mnie na tym blogu. Teraz przyszedł czas na drugą część: "Harold & Kumar Escape from Guantanamo Bay", która, przynajmniej moim zdaniem, pod każdym względem deklasuje "O dwóch takich...". "Ucieczka z Guantanamo” zrobiona jest z wielkim jajem i na rewelacyjnym poziomie. W końcu ktoś się postarał :) O drugiej części przygód Kumara i Harolda wiele napisać nie mogę, bo to po prostu trzeba obejrzeć! Akcja filmu jest bezpośrednią kontynuacją poprzedniej jego części: laska Harolda wylatuje do tej całej Holandii, a typy postanawiają zrobić jej suprajs i lecieć za nią. Na pokładzie samolotu zajebisty motyw, który zwalił mnie z łóżka: Kumar jedną panią straszy, że jest terrorystą. Ta scena znalazła się w trailerze filmu (trailer w dalszej części wpisu), ale jest inaczej zmontowana: zdradzę tylko tyle, że jeszcze chwilę potrwa, zanim baba krzyknie "terroryści" :) Fabuła filmu zbudowana jest na bazie amerykańskiej walki z terroryzmem, którą to walkę parodiuje i wyśmiewa. "Harold & Kumar: Ucieczka z Guantanamo", jest lekką, miejscami głupawą, ale arcyzabawną komedią nakręconą z rozmachem, w której cały czas coś się dzieje :) Największy ubaw będą mieli ci, którzy widzieli "O dwóch takich, co poszli w miasto", ponieważ w "Ucieczce z Guantanamo" pojawia się m.in. motyw aktora, który w "jedynce" zakosił im auto.