Jedni chorują, jeśli codziennego paciorka nie zmówią, a mnie jakaś cholera bierze, bo na blogu zastój. Nie idzie wytrzymać. Niby dzienny grafik mam dość szczelnie zapełniony i teoretycznie nie powinienem się nudzić, ale... dobija to niepisanie na blogu, który jakoś tak niedawno (pierwsza połowa kwietnia) skończył dwa lata :) Trudno precyzyjnie określić datę jego powstania, bo majstrowałem go kilka dni, a gdy światło dzienne ujrzał, to napisane były już dwie notki, które z czasem trafiły do kosza (podczas przesiadki z Joomla!).
Fajki rzuciłem, ale bloga nie zamierzam. Czas się w końcu zebrać, ale...
Jak wspomniałem, na nudę w ciągu dnia nie narzekam i ciężej jest mi znaleźć dłuższą chwilę na jakiś ambitniejszy wpis. Bo o pierdołach pisać mogę nawet parę razy dziennie; choćby podczas śniadania, obiadu itd. - napisanie takiej lajtowej notki zajmuje mniej czasu, niż wypicie świeżo zaparzonej kawy. Tyle tylko, że komu na dłuższą metę chciałoby się o pierdołach pisać i czytać ;)
Zadanie nr 1 na chwilę obecną, to:
- odkurzyć panel administracyjny bloga
- zacząć pisać
W ostatnim czasie oprócz czasu brakowało mi też humoru. Miałem takie tam swoje prywatne dołki emocjonalne, o których nie każdy musi wiedzieć. W takich ponurych nastrojach ciężko pisać w swoim luźnym stylu - ponuro, to sobie można pisać do jakiegoś pamiętnika kitranego pod starymi ciuchami w szafie. Ale takiegoż nie posiadam, publicznie smęcić nie zamierzam, więc padło na blogową ciszę. Cóż, rzec mogę tyle, że parę dobijających spraw zeszło się ze zmęczeniem, pokrzyżowaniem ważnych planów, do tego przesilenie wiosenne i efekt taki, że na blogu zastój.
Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło: na dniach będzie nowy kawałek :) Tak się złożyło, że w poprzedni piątek (po cholernie ciężkim tygodniu) dołek sięgnął Zenitu i wtedy akurat Alex podesłał przezkozacki bit, który idealnie pasował do tego, co miałem ochotę wyrzucić z siebie w formie rymów. Tekst napisałem na świeżo, w zeszłą niedzielę nagrałem i teraz to leży u Draqa i czeka sobie na sklejenie. To taki tam osobisty kawałek, w którym być może i inni odnajdą swoje czarne myśli. Ja tam zadowolony jestem podwójnie, bo o pierwsze: tekst mi siadł "bardzo od serca", a po drugie: słychać efekty pracy nad techniką :) Choć jestem zadowolony i czuję progres, to powolutku będę się żegnał z muzyką.
Powód banalny: nie wyrabiam z czasem. "Nowy dzień" napisałem od serducha, pod wpływem emocji i takie kawałki zawsze traktowałem priorytetowo (kto wie, pewnie tak zostanie). Ale już
z góry planowane odstawiam na bok. Może kiedyś jeszcze do tego wrócę, ale to odległa i niepewna przyszłość. Podziemie dobre jest dla tych, co jadą na maminym garnuszku i mają czas na wszystko. Na rapie, to albo zarabiać tyle, aby dało się z niego wyżyć, albo traktować go jako hobby, którym można się zająć w wolnych chwilach (a których u mnie za mało). Rozpoczęte kawałki skończę (na dębicką składankę, Alexa producentkę i epkę Wudeka), a później majka i słuchawki zawieszę na przysłowiowym kołku - tak to na dzień dzisiejszy wygląda.
Właśnie luknąłem na pocztę i wśród kilku nowych wiadomości znalazł się mail od jednego ze stałych czytelników mojego bloga :) To świetne uczucie, że mimo takiego zastoju ktoś pamięta – dzięki SpeX! Ale już nie obiecuję żadnego ogarnięcia i powrotu do dawnej formy, bo trudno mi będzie dotrzymać słowa. Czasu jak na lekarstwo, a bywa, że niefart zabiera i te resztki nocy (np. pod koniec owego przesranego tygodnia, zamiast spać, ślęczałem nad stroną pewnego jegomościa, który niechcący zrobił kuku swojej stronie. Ponad pół roku temu mu ją robiłem, więc zrobiłem raz jeszcze wyciągając z roboczej kopii bazy danych tyle ile się da).
Spadła moja blogowa aktywność i statystyki zaczęły lecieć w dół. Po części jest to wina pogody: zrobiło się ładnie i ludziska korzystają z pięknej wiosennej aury, a po części to efekt braku aktualizacji na stronie. Hmm, nie pozostaje nic innego, jak odzyskać dawny humor, pazur i optymizm, wyskrobać coś więcej wolnego czasu i zacząć regularnie pisać.
Gdyby tak doba trwała 32 godziny...
Mam nadzieję, że wpisy będą nadal, w dość krótkich odstępach czasu, ale doskonale wiem, jak to wygląda od kuchni. Ja nawet mam problem z wygospodarowaniem czasu na byle jaki wpis, a nie mówiąc już o jakichś konkretnych.
Oj ale byłbym szczęśliwy, gdyby doba trwała 32 godz, hehe ;)
Pozdro ;)
I nawet na wspaniałym, długim weekendzie majowym kładzie się złowieszczy cień nadciągającej sesji, więc łykamy tabletki na zwiększenie pamięci ram (z apteki, nie jakieś tam podejrzane hehe ;)) i ślęczeć trza nad notatkami.
Z drugiej strony trzeba postarać się o trochę równowagi co oznacza więcej czasu na odpoczynek, nawet kosztem czegoś. Spokój ducha jest bezcenny.
Ostatnio też dostałem moje pierwsze zlecenie, sam nie wiem, czy się z nim wyrobię...
Arek: tak, to były czasy :) i jeszcze ta przedwyborcza gorączka, która sprzyjała dyskusjom ;)
popek: jakiego znowu króla? najwyżej króla blogowych zastojów ;) cóż, kilka filmów zdarzyło się obejrzeć i może jakąś recenzję sklecę, ale nie dziś i nie jutro.
Przemo a myślałem, że to ja mam wygórowane wymagania z tą 32 godzinną dobą ;) Zastanawiam się, czy też nie zajrzeć do apteki po jakiś Deprim albo coś w tym stylu.
ALEX przydałeś się, przydałeś ;) Więcej takich bitów, to się rozmyślę i nie odstawię rapu na bok ;)
Rav doskonale to znam, z resztą sam mam pod ręką parę zaczętych wpisów, ale te już tak zostaną ;) Generalnie późnym wieczorem, perzed pójściem spać, mam trochę czasu, ale wtedy myślę już o spaniu, a nie o wpisie. Ehh, ciężkie jest życie blogera ;)
Spex 10/10 :D
A nikt już nie wspomni, że bicik załatwiła Loris, a następnie poleciła Alexowi przekazanie go Szumiemu, który napewno by go nie zmarnował (i nie zmarnował) :)
Ale powiedzmy, że wybaczam małe niedopowiedzenie :)
Pozdro Szumi