
Nie oszukujmy się: nie da się przerobić Windowsa na Maka, Maka na Linuksa, Linuksa na Windowsa, czy też każdego na każdy we wszelkich możliwych kombinacjach. Każdy system jest inny i to wystarczy, aby śmiało, z całą pewnością powiedzieć "nie da się". Choć nie da się zmienić tego, co w środku, można kombinować na zewnątrz, z wyglądem środowiska graficznego, ale - nie ukrywajmy - cudów się nie zdziała. Jedynym, możliwym do osiągnięcia, efektem jest "upodobnienie" jednego do drugiego. Gadanie "przerobiłem Linuksa na Windowsa" itd. jest totalnym idiotyzmem, w który wierzą jedynie ci, którzy innego systemu na oczy nie widzieli. Skąd więc taki tytuł wpisu? Tłumaczę: skoro nie da się przerobić, to można przynajmniej upodobnić. Po co? Po pierwsze: dla poprawy wyglądu pasków, ikonek, kolorów itd. (efekt wizualny), a po drugie dla wygody użytkowania (efekt praktyczny). Apple słynie z tego, że potrafi zadowolić każde oko - nawet to podpięte do najbardziej zrytego gustu. Przyznam, że to prawda. Nawet ja powoli staję się zwolennikiem jabłuszkowych interfejsów, choć te do niedawna kompletnie do mnie nie trafiały. Dobra, do rzeczy :)
Cała filozofia sprowadza się do instalacji jednej aplikacji, która się zowie
FlyakiteOSX (ściąganie kryje się pod linkiem
Normal Edition). Paczuszka jedna, a zmienia bardzo wiele:
- ikony
- styl okien
- czcionkę
- bootscreen
- okno logowania
- dźwięki
- ObjectDocka, czyli ten żelowy pasek na dole
- oraz kilka innych rzeczy, których nie używam (uzasadnienie poniżej)
Podczas instalacji, kreator łaskawie pyta, jakie elementy człowiek chce, a jakich mu nie trza. Ja zrezygnowałem z aplikacji Y'z Shadow, która tworzy przezroczyste menu i lepsiejsze cienie pod oknami. Y'z Shadow nie jest stabilna i bywa, że nagle coś tam rypnie, iskry się posypią i zamiast menu, wyświetla się jedynie tło. Taka już przypadłość tego cacka. Zrezygnowałem też (ale dopiero po instalacji), z dwóch innych gadżetów: wyszukiwacza, który lokował się obok systemowego zegara, oraz bajeru minimalizującego okna nie do paska zadań, ale do ObjectDocka. Wyszukiwacz mi do niczego nie był potrzebny, a ten minimalizator jest jeszcze w fazie beta, co też wyraźnie widać :)
Na własną rękę zrobiłem jeszcze takie rzeczy:- powiększyłem ikony na pulpicie do 64px i o 5px zwiększyłem między nimi odstępy - o tresowaniu ikon pisałem
- powróciłem do czcionki Tahoma, bo ta makowa Lucida Grande jest bardziej rozlazła
- wyłączyłem dźwięki, bo pomimo tego, że zdecydowanie przyjemniejsze od Windowsowych, to jednak na dłuższą metę wkurzają
Najbardziej cieszy mnie- Wygląd - bardzo przyjemny dla oka
- Wrażenie, że system działa żwawiej (może to zasługa podmienianych systemowych .dll-i, a może tylko złudzenie)
- ObjectDock: w ustawieniach tegoż wyłączyłem opcję "Zawsze na wierzchu", dzięki czemu najczęściej klikane skróty mam zawsze pod ręką i na zawołanie, a górnego paska nie musi zdobić pasek szybkiego uruchamiania
- mniej istotne, ale duży plus za to: jeśli po poinstalacyjnym restarcie (lub później) nie wszystkie ikony zatrybią, można skorzystać z opcji "Rebulid icon cache", która, jak za dotknięciem różdżki, uzupełnia braki
Stabilne toto?
Zastrzeżenień nie mam, ale nie jestem producentem, żeby gwarancje dawać :) U mnie jeszcze nic się nie stało, a przypominam, że mam ciężkie kliknięcie i wszystko, co niedorobione, szybko wymięka ;) Jeśli mam coś zasugerować, to XP-ka najlepiej przebierać dopiero po zaktualizowaniu systemu i zainstalowaniu kluczowych programów, bo: aktualizacje mogą nadpisać pliki i wygląd wróci do tego oryginalnego, brzydkiego, a zmienione pliki systemowe mogą nie podobać się instalatorom programów. Tak przynajmniej było u mnie: odinstalowałem FlyakiteOSX, zainstalowałem, co mi trzeba, po czym ponownie przebrałem okienka w ciuszki Tigera. Jednak później instalowałem jeszcze kilka innych programów, ale już bez problemów. Sam już nie wiem, jak to z tą nakładką jest. Jeśli ktoś chciałby mocniej zmekintoszować swojego łindołsa, to polecam
ten wpis ;)