Szanse na zablokowanie ACTA i innych zbrodniczych paktów są tym większe, i mniej czasu pozostało do najbliższych wyborów. Im dalej do wyborów, tym marniejsze perspektywy na sukces. Teraz jest bardzo nie w porę, a sama walka przypomina obrzucanie kamieniami pancernego pojazdu, którym jadą sobie decydenci. Zamiast kamieni potrzebna byłaby naprawdę mega mocna mina, która zmusiłaby polityków do wycofania się takim samym cichaczem, jakim próbowali przemycić ACTA.
Podchodząc do sprawy zdroworozsądkowo należy odrzucić wszelkie apokaliptyczne wizje i zastanowić się: przeciw czemu protestujemy? I dlaczego? Czy przeciw faktycznemu zagrożeniu, które poznaliśmy zapoznając się z dokumentem od deski do deski, czy przeciw powielanym i pompowanym wizjom i dlatego, że to jest cool, na topie, że wszyscy protestują?
Może warto się zatrzymać w tym owczym pędzie, bo może właśnie o ten pęd politykom chodzi? Protesty aptekarzy, protesty kierowców, czarne chmury na ratingiem Polski... co jeszcze dzieje się wokół, a czego nie dostrzegamy, bo przysłania nam to czarna maska „Tak będzie wyglądał internet po wprowadzeniu ACTA”?
Dla jasności: jestem przeciwny ACTA. W 100% przeciwny, a nawet i więcej. Ale też jestem przeciwny pochopnym działaniom, budowaniu histerii i próbom zbijania kapitału na niej. Nieważne jakiego.
Zamiast zablokowanych/podmienionych stron wolałbym widzieć armię prawników i tysiące wolontariuszy zbierających podpisy w sprawie referendum o odwołanie rządu. Tego Tusk mógłby się przestraszyć, podobnie jak protestów przed samymi wyborami.
Blokowanie i niszczenie stron tak naprawdę daje efekt odwrotny do zamierzonego. Rząd zyskuje argument do prac nad kolejnymi przepisami mającymi ułatwić trzymanie internautów za mordy. „Bo to wandale, nieodpowiedzialni, zagrażający bezpieczeństwu i stabilności administracji rządowej”.
Fajnie ogląda się taki spektakl, podczas którego padają kolejne strony w imię słusznej idei, ale... co to naprawdę dało? Rządzący nie ugięli się i postanowili podpisać ACTA. W szeregach „anonimowych” zapanowała konsternacja. „Co teraz”?
Nie wiem, co teraz, ale na co by się nie zdecydować, to na to jest już za późno. Dalej DdoS-ować? Kiedyś się znudzi. Zrezygnować z tego, to jak przyznać się do porażki. Włamywać się na strony? To dostarczanie argumentów stronie przeciwnej. Zmiana strategii? To przyznanie się do porażki.
Zamiast armii internautów biorących udział w weekendowej bitwie przeciwko ACTA wolałbym widzieć powstającą listę wolontariuszy, którzy od poniedziałku wyruszą zbierać podpisy w sprawie referendum. Jednak zamiast konkretnych działań panował wielki krzyk, który skutecznie zagłuszył protest kierowców przeciwko zbyt wysokim cenom paliw.
Ciąg dalszy "Protest przeciw ACTA w najgorszym czasie i formie"