Cóż, wpis ten wypełni życióweczka w postaci dialogu. Dialogu z przemiłą panią z zakładu energetycznego, która siedzi na drugim końcu linii i stara się odpowiedzieć na pytania o bieżący brak prądu w gniazdku.
- Dzień dobry, chciałbym zgłosić awarię prądu i dowiedzieć się, czy to coś poważnego...
- Jako zakład energetyczny dokładamy starań, aby jakość naszych usług (…) oczywiście sprawdzimy i dołożymy starań, aby awarię wyeliminować.
- Ale co się stało?! Co jest przyczyną?
- W tej chwili trwają oględziny sieci energetycznej przez naszych techników i gdy tylko zlokalizują oni przyczynę usterki, to na pewno niezwłocznie ją usuną i potrwa to nie dłużej, niż będzie to konieczne.
- A konkretniej?
- Yyy... Ja nie jestem osoba kompetentną i nie posiadam wiedzy...
Czyli: gówno mogę, ale pitolę od rzeczy, bo mi za to płacą. Co dzwoniącemu z tego trajkotania, skoro jest ono tak puste, jak łeb posiadaczki silikonowego biustu? Takie czasy jednak mamy, a w tych czasach do kontaktów z klientem nie przyjmuje się fachowców z danej dziedziny, ale wazelinowe szczekaczki z dyplomami ukończenia szkół, kursów/szkoleń z public relation, filozofii, psychologii i cholera wie czego. Byle gadały, a gadając kręciły, motały i ogłupiały klienta/petenta.