Sporo czasu minęło od mojego ostatniego seansu pod znakiem horroru. Wczorajszego wieczoru nieco nadrobiłem zaległości i mrocznemu obrazowi migoczącemu z monitora towarzyszyły budujące klimat grozy dźwięki. W tym miejscu muszę się pochwalić, że w roli nagłośnienia doskonale sprawdziły się kolumny
VK 7820 napędzane amplitunerem Onkyo TX-9011. Przydałyby się jakieś monitorki stereo za plecy, ale bez przemeblowania się nie obejdzie, więc póki co odpuszczam.
Filmem, który obejrzałem, była produkcja z 2007 roku pt. „Martwa cisza” (oryginalny tytuł: „Dead silence”). Film ten jest jednym z tych, które jednym mogą się bardzo podobać, a innym wręcz przeciwnie. Mnie samemu trudno jest jednoznacznie ocenić ten obraz, ale za to bez wahania mogę wskazać największą zaletę filmu: można dać się zaskoczyć. A to lubię :)
O czym jest Dead Silcence?
"Martwa cisza" zaczyna się od tajemniczej śmierci Lisy, świeżo upieczonej żony świeżo upieczonego żonkisia, Jamiego. Kiedy on wybywa na miasto kupić coś do jedzenia, ona ginie w trudnych do ogarnięcia okolicznościach, a jej ciało zostaje okaleczone w bardzo nietypowy sposób.