Przyznam szczerze, że nigdy wcześniej nie zastanawiałem się, jak to jest zerwać się z miejsca i popędzić na czyjeś wołanie o pomoc. Aż do pewnej nocy. Było coś koło drugiej, kiedy, sącząc piwo, oglądałem sobie film. Nudny był, ale dobrej jakości ścieżka audio pozwalała cieszyć się przestrzennym brzmieniem nowego sprzętu stereo, którego tydzień wcześniej skończyłem sobie kompletować.
W oglądanym filmie akurat był moment ucieczki samochodem przed świrem szarżującym z łomem, czyli prawdziwa uczta audiofila: burza dźwięków w pojedynczych kanałach: stuki, huki, wycie silnika, klaksony i kobiece wołanie o pomoc. Ale... coś mi nie pasowało: film był po angielsku, a kobieta wołała o ratunek po polsku! Zatrzymałem film: głośniki zamilkły, ale „Pomocy! Błagam, pomocy!” nadal wgryzało mi się w lewe ucho.
Ciary mnie przeszły, bowiem krzyk i wołanie o pomoc dobiegały zza okna. Próbowałem zlokalizować dokładnie miejsce, z którego pochodził wrzask. Typowałem, że jest to chodnik - równoległy lub prostopadły do bloku, a gdy krzyk stał się nieco przytłumiony, byłem pewien, że jego źródło przeniosło się za boczną ścianę budynku.
„Gwałt?! Na rabunek za długo to trwa...” - pomyślałem, zrywając się krzesła. „Kto jest napastnikiem? To nieważne! Swoje ważę, uderzyć umiem, więc albo ja albo on!” Ale jakby ucichło... „Może już po wszystkim?”
Ubrany wahałem się, co robić, ale nie trwało to długo. W mig wpadło mi do głowy pytanie „A co, jeśli jutro dowiem się, że koło mojego bloku kogoś zamordowano?”. Nie czekałem już, aż zawartość mojej czachy sformułuje odpowiedź na powyższe pytanie, tylko wskoczyłem w buty i popędziłem na dół. Odpowiedź padła po drodze: ”nigdy, do końca życia bym sobie tego nie wybaczył”. I na samą tę myśl moje cielsko przeszyły ciary, i to w jakimś megapacku.
„A jeśli jest ich kilku? Jeśli ożenią mnie z maczetą?” - pytanie bez odpowiedzi, bo oto wybiegłem przed klatkę. Dookoła panowała cisza. Szybkim krokiem skierowałem się za róg bloku, skąd ostatnie krzyki dobiegały - a przynajmniej tak mi się wcześniej wydawało. Nikogo. Doszedłem do głównego chodnika, przebiegającego wzdłuż osiedla, rozejrzałem się, ale tam też było pusto. „A może wydawało mi się? Może jestem zmęczony, a padnięty mózg sfiksował od przestrzennego stereo na filmie?”
Ciąg dalszy "O czym myśli człowiek, nim popędzi na ratunek?"