Że ów sitcom ubóstwiam, to nie ma nawet o czym gadać. To fenomen! Mistrzostwo! To Kiepscy! Nie mam pojęcia, za co ten serial pokochały miliony Polaków, ale wiem, za co tę produkcję uwielbiam ja.
Za Ferdka, za Waldusia i za Halinkę!
Można ściskać dupsko i wytężać mózgownicę nad scenariuszem, ale i tak wyjdzie z tego szit, jeśli odtwórcy ról będą do bani. A tak właśnie jest w większości polskich seriali. Skupiają się nad fabułą, która koniec końców i tak wychodzi do dupy, bo albo banalna, albo całkowicie oderwana jest od rzeczywistości (lub odrywa się w miarę upływu odcinków), ale nawet najbardziej udany pomysł partolą odtwórcy ról. Właśnie tak: „odtwórcy ról”. Bo aktorami nie sposób ich nazwać.
A taki „Świat według Kiepskich” z grubsza jest po prostu głupi. Dominują w nim cuda i cudactwa, oderwanie od rzeczywistości, mocne przerysowania i przekolorowania wszystkiego i z tej mazi jedynie od czasu do czasu wyłania się coś, nad czym warto usiąść i głębiej się zastanowić.
Mimo to oglądam odcinek po odcinku, co rusz mlaskając z uznaniem, a nawet z zachwytem. Powód jest jeden: aktorstwo. To, co na planie wyprawiają Bartosz Żukowski (Waldek), Andrzej Grabowski (Ferdek) i Marzena Kipiel-Sztuka (Halinka), to dla mnie mistrzostwo!
W ich grze nie ma tandety, luk czy kompromisów. Swoich bohaterów grają na 100%, budząc mój niekłamany podziw. Aktorzy świetnie dobrani do ról, a wyznaczone role świetnie wykreowane przez nich. Ferdek, Walduś, czy Halinka, to nie dialogi, nie strój i nie twarze. To drobniutkie gesty, dostrzegane czasem dopiero za którymś razem i cholerna swoboda w byciu Waldkiem, Ferdkiem i Halinką.
W drugiej linii stawiam śp. Krystynę Feldman (babkę Kiepską), która na tle przebarwnego młodego pokolenia prezentuję oldskulową szkołę aktorstwa, która ją wychowała. Ryszard Kotys (Paździoch) u jej boku, a w dalszym szeregu Boczek, Mariolka, Edzio Listonosz i inni.
Ciąg dalszy "Za co ubóstwiam „Świat według Kiepskich”?"