Właśnie wróciłem z kina i postanowiłem na świeżo podzielić się wrażeniami, bo - znając życie - później mogę tego nie zrobić wcale. Na film wybrałem się z Kobietą Swą Oblubienicą i zrobiliśmy to z polecenia znajomego. Zapewniał on, że film jest wart obejrzenia, a taka informacja z ust kogoś, kto te filmy w kinie wyświetla, musi brzmieć serio.
Przed seansem ucięliśmy sobie krótką pogawędkę, w której padło zdanie, że „Hopkins w byle czym nie gra, a jak już gra, to musi to być dobry film”. No tak, Hopkins... Przed seansem nawet jednego zdania nie raczyłem o tym filmie przeczytać, a sam tytuł poznałem dopiero dziś przy obiedzie. No, co? „W niedzielę idziemy na fajny film do kina” – mnie to wystarczało.
Po filmie o filmie
„Rytuał” sklasyfikowany jest jako horror/dramat. Według mnie jest to thriller z łyżką horroru i szczyptą dramatu. Thriller za całokształt, łycha horroru za motywy paranormalne, demony itp. strachy, zaś szczypty dramatu upatrywałbym w śmierci trzecioplanowych bliskich bohatera głównego, którzy umierają i jest ich żal. I nic poza tym, bo główny wątek kończy się – jak zwykle – happy endem.
O czym jest Rytuał?
Michael Kovak (Colin O'Donoghue), syn właściciela zakładu pogrzebowego, szuka swego miejsca w życiu i w tej intencji trafia do seminarium. Nie jest pewien, czy to właściwa dlań droga, ale to w niczym nie przeszkadza, bo on w ogóle nie jest pewien niczego. Ot, typ niepewnego siebie niedowiarka. W końcu jednak nie wytrzymuje i rezygnuje z kapłaństwa, ale między złożeniem rezygnacji, a chwilą wejścia jej w życie, wydarza się coś, co znowu rozbija zdecydowanie zwykle niezdecydowanego młodzieńca.
Bujając w obłokach niepewności i niezdecydowania trafia Michael do Rzymu, gdzie ma uczestniczyć w kursie dla egzorcystów. Bo ich zawsze i wszędzie niedostatek, a w nim samym dostrzeżono potencjał – opanowanie w ekstremalnych sytuacjach - którego grzechem byłoby zmarnować. W Rzymie Majkel poznaje tego i owego, w tym starego, egzorcystycznego lisa – Ojca Lucasa (Anthony Hopkins), który na egzorcyzmie zjadł zęby – pewnie nie tylko te przysłowiowe, ale i demonów, których wypędzał.
Ciąg dalszy "Rytuał / The Rite"