Dziś rocznica. Nie planowałem żadnych okazjonalnych wpisów, czy też umieszczania jakichś okolicznościowych motywów graficznych. Od początku myślałem o tym, że rocznicę „katastrofy smoleńskiej” po prostu przemilczę i jak każdy rozsądny człowiek skupię się na swoich własnych myślach, po cichu wspominając sobie siebie w ten fatalny, historyczny dzień.Obok manifestacji, marszów, tysięcy mszy, uroczystości i wieńców, obok tych wszystkich transparentów, przemówień, odgrzanych galerii i materiałów telewizyjnych, przejdę sobie skupiony na swoich własnych, wewnętrznych pamiątkach z 10 kwietnia 2010 roku.
To co prawdziwe, nosimy w sobie. To, co indywidualne, jest nasze i jest ono prawdziwe. A obok cała ta widoczna otoczka, którą niektórzy lubią lub lubić muszą, bo tak każe zwyczaj, tak każe tradycja, bo tak każą ogólnie przyjęte formy. Im zostawiam uroczystości związane z rocznicą masakry katyńskiej i przyćmiewającej jej rocznicy zeszłorocznej katastrofy Tu-154M. Uroczystości, tablice, wieńce i patetyczne przemówienia nie są dla mnie.
Mnie interesuje to, co nieoficjalne. To, co indywidualne i to, co zostało przemilczane. To, co siedzi w każdym z nas od momentu katastrofy. Nie dramatyczne wypowiedzi spod krzyża i nie zapłakane oczy ludzi, do których jeszcze nie do końca dotarło to, co się wydarzyło, ale zawsze kochali prezydenta.
Interesuje mnie to, co po roku każdy z nas może wyjąć ze swojej pamięci i czym może na chłodno podzielić się z innymi.
Innymi słowy: chcę zapytać Was o to, w jakich okolicznościach dowiedzieliście się o katastrofie i jaka była Wasza pierwsza myśl. Druga, trzecia i kolejne też, bo informacji takiego kalibru nie da się przetworzyć jedną myślą. Bardzo chciałbym poznać prawdziwe reakcje ludzi, na których nikt przez obiektyw nie patrzył. I te najzwyklejsze myśli, które przeplatały się przez głowę, a które – z racji wagi przeżycia – utrwaliły się w pamięci.
Zacznę od siebie.
Ciąg dalszy "10 kwietnia 2010. Jaka była Twoja pierwsza reakcja?"