
Odświeżam temat i znowu
chwalę się publicznie, że jestem niezależny od wszelkich zewnętrznych statserwerów. Korzystam z systemu
Piwik, który zainstalowałem sobie na własnym serwerze i w nosie mam szpiegów z zewnątrz. Nie muszę się martwić, że strona mi zamuli, gdy któryś z nich padnie, albo że za moimi plecami będzie się działo coś, czego bym nie chciał. Nieważne co - ważne, że mam pełną kontrolę nad tym, co się u mnie dzieje.
Tydzień temu
pisałem o spłodzonej i zrodzonej w czoła bólu i pocie zakładce "
Reklama na blogu". Powstała ona po to, aby:
- odstraszać agencje PR, które szukają frajerów gotowych za darmo robić dla nich fejm
- informować zainteresowanych reklamą u mnie o dostępnych jej formach i zasadach współpracy
W zakładce o reklamie znalazł się akapit mówiący o statystykach bloga. Podliczyłem dane z dwóch ostatnich miesięcy, dorzuciłem info o niedawnych problemach z serwerem i ich negatywnym wpływie na kluczowe liczby. Nie omieszkałem też wspomnieć, że przeniosłem się na inny serwer i po przeprowadzce ruch na stronie wrócił do normy.
Czy ktoś w takie zapewnienie uwierzy? Będzie musiał, a jeśli nie, to wpieprzę mu w łapę login i hasło, by osobiście mógł się do statystyk zalogować i tam przekonać się o tym, że mówię prawdę. Stworzę konto gościa i zablokuję mu dostęp do danych, których nie musi znać...
Tylko po co to wszystko? Żeby udowodnić, że spadek z lutego był wypadkiem, za który nie ponoszę najmniejszej odpowiedzialności i nie wynika on np. ze spadku potencjału bloga? Przecież za dwa miesiące w ogóle nie będzie tematu, bo podsumowanie lutego zastąpi bilans z kolejnych miesięcy.
Jak pies myśliwski poczułem trop. Kilka kliknięć i zwierzyna namierzona. Kolejnych kilka i mam ją! Prawie ją mam...