Muszę przyznać, że tegorocznej zimie udało się zrobić wejście smoka. Przez ostatnie lata śnieżna i mroźna skradała się długo, przychodziła niezdecydowanie. W tym roku miła odmiana: praktycznie z dnia na dzień nastał mróz i spadł śnieg. Nie pojedynczo, ale razem. W końcu!
Wymiana okien i ocieplenie zewnętrzne zrobiło swoje: przy dwudziestostopniowym mrozie kaloryfer pracował na pół gwizdka, a temperatura w mieszkaniu była nawet o 45 stopni wyższa, niż ta na zewnątrz. Wypas! Nic tak nie poprawia nastroju jak uświadomienie sobie, jak bardzo jest zajebiście. A co z drugą stroną monety?
Że Polak lubi utyskiwać, wiemy nie od dziś. Tym, co poniżej napiszę, mimowolnie poprę tę tezę, no ale cóż... Punkt widzenia wiadomo od czego zależy. Zacznijmy od tego, że choć tegorocznej zimie udało się pozytywnie zaskoczyć mnie tym, że w końcu przyszła normalna i taka, jak być powinna, to jednak przy okazji sporo narozrabiała.
Początkiem listopada, kiedy tak cieplutko i fajnie na polku było, planowaliśmy leśną foto-sesję zespołu tanecznego w strojach, w których ten występuje. Pech chciał, że zima minimalnie, ale jednak uprzedziła nasze plany. Szkoda, pewnie przeto poczekamy do wiosny.
W ostatnich tygodniach dużo kupowałem via internet. Kurierzy i listonosze uwijali się jak w ukropie, by kolejne kaprysy moje dostarczać do rąk własnych. Spisywali się tak świetnie, że nawet zacząłem się zastanawiać, czy Poczta Polska nie poczyniła jakiś rewolucyjnych zmian w całej swojej organizacji. 9 na 10 paczek następnego dnia, listy podobnie... kurierzy zawsze na dzień następny, ale też drożej. Jeśli nie widać różnicy, to po co przepłacać? No właśnie...
Raz listonoszkę zaskoczyła śnieżyca, przez co razem z listem dostałem trochę śniegu i mokrych plam na kopercie. Na szczęście zawartości (co ciekawe: papierowej) najmniejsze zło się nie przydarzyło. Poza tym żadnych innych zimowych figli na przesyłkach pocztowych nie stwierdziłem.
A kurierzy? Dawali rady, poza śnieżycą, jaka miała miejsce pod koniec minionego tygodnia. W środę zamówiłem coś z Wielkopolski i to coś kurierem przyjechać miało. Następnego dnia, zamiast potwierdzenia nadania przesyłki otrzymałem mejla z przeprosinami i wyjaśnieniem, iż firmy kurierskie, z którymi sprzedawca ma podpisaną umowę, zawiesiły odbiór przesyłek do końca tygodnia. OK, rozumiem, a poza tym tym nie pali mi się.
Ciąg dalszy "Komu zima dała popalić?"