Niektórzy z Was pewnie pamiętają, jak
swego czasu narzekałem na Jej Upierdliwą Mość Pocztę Polską, beznadziejną obsługę i bezczelność okienkowych pań. Po tamtym wpisie przy każdej okazji starałem się unikać dostarczania przesyłek przez PP, lub korzystać z paczek pocztowych miast listów. Paczka lepsza niż koperta, bowiem koperty zawsze były i są u mnie problemem, natomiast paczki - także w soboty - rozwozi sympatyczny pan. Sfoszony na pocztowe listy polecone, dostawę drobiazgów kupionych na Allegro starałem się zamawiać InPostem, w przypadku bardziej wartościowych nabytków kurierem (korzystniejszy stosunek cen zakupu do transportu), a w ostateczności paczką pocztową.
Pech chciał, że na pohybel mojej strategii unikania listów poleconych, akurat parę podmiotów wymyśliło sobie wysłać do mnie tą właśnie drogą rozmaite pisemka; a to umowa, a to fakturka, a to ZUS, a to OFE. Pewnego razu, stojąc przed drzwiami z kolejnym poleconym do mnie listem, listonoszka wręczyła mi taki oto formularz:Widząc moje zaskoczenie naprędce wyjaśniła, że jak to wypełnię i złożę w urzędzie pocztowym, to ona nie będzie mi listów poleconych awizować, tylko razem ze zwykłą korespondencją pakować je będzie do skrzynki. Bo polecone często przychodzą i miałbym problem z głowy. Ehmm i cóż... nie chcę być uszczypliwy, czy według niektórych chamski, ale problemem jest sama pani listonoszka, a raczej jej podejście do tematu.
Awiza pozostawia się w przypadku nieobecności adresata lub kogokolwiek uprawnionego do odbioru przesyłki - po to właśnie awizo jest. Tak się akurat składa, że u mnie w domu zawsze ktoś z domowników jest, bo tak fajnie nam się nasze sprawy zazębiają. Problem z awizami tkwi więc nie w nieobecności osoby upoważnionej do odbioru listu poleconego, ale w sposobie pracy listonosza. Pani doręczycielka ma bowiem w zwyczaju w biegu dwa razy (bez odstępu) zadzwonić do drzwi, odetchnąć pewnie ze dwa razy i na dół lecieć z awizem do skrzynki.
Kilka razy musiałem gonić za nią, choć przecież w ogóle nie ociągałem się po usłyszeniu pocztowego dzwonienia do drzwi. Nie wymagam wystawania przed drzwiami przez kwadrans, ale naprawdę takie dodatkowe 15 sekund cierpliwości uratowałoby sprawę przynajmniej kilku awizów.