Nici z urlopu, jaki sobie zaplanowałem i o jakim marzyła Oblubienica ma Kobieta. Za cel wakacyjnych wojaży obraliśmy sobie rodzime, swojskie morze - ale nie wyszło. Chcąc wybyć za wszelką cenę w ustalonym wcześniej terminie, musielibyśmy nasze sprawy zawodowe porzucić w głupim momencie... No tak wyszło, kurde, niestety - oto są właśnie uroki pracowania na własny rachunek. Staramy się jednak jakoś wakacjować, przeplatając to pracą. Pociesza nas wizja urlopu jesienią. Bałtyk wtedy też jest niczego sobie :)
Ważna rzecz, mili Wy tu, to taka, że wkrótce*, po długich podchodach, dorobię się w końcu własnego portfolio :) Owo *wkrótce może potrwać kilka-kilkanaście tygodni, ale przy czasie, od jakiego sam pomysł żyje, to "wkrótce" jest niczym oka mgnienie :)
Domenę dla pf już mam i zajmę się zagospodarowaniem jej jak tylko dokończę stronę, którą obecnie klepię. W swoim portfolio będę chwalił się niektórymi swoimi osiągnięciami, np. stronami wuwu, fotkami, których przybywa i podobno są coraz lepsze, może muzyką - choć tu się zastanawiam, bo od dobrego roku nic nowego nie spłodziłem i w tym temacie już raczej emeryt jestem, oraz swoją kolekcją motyli. W sumie nie zbieram ich, ale jak będzie trzeba, to zacznę ;)
9 sierpnia dałem się namówić kuzynowi baby swej na wypad do Strzyżowa. On - ten kuzyn, w sensie - uprawia kolarstwo chyba górskie ;) Górskie dlatego, że jak startuje, to w wyścigach mtb, ale dodałem „chyba”, bo do pracy (60km w jedną stronę) zdarzało się mu rowerze dojeżdżać, a trudno uwierzyć, aby ta jego rowerowa trasa do firmy prowadziła przez szuwary i pochyłe klepiska. Grunt, że w Strzyżowie wystartował w najdłuższej i najcięższej kategorii „giga”. Najpierw z tego powodu było nieme „łaaał”, które jednak, po 4 godzinach naszego czekania na mecie i wypatrywania go zamieniło się w stęki, kwęki i utyskiwania.6-7 godzin z aparatem w łapie, dobrze ponad tysiąc zdjęć strzelonych i doświadczenie tą drogą zdobyte + pakiet odpowiedzi na wiele dręczących mnie pytań - oto bilans. Tak w ogóle, to nie wiedziałem, że ta bateria tyle wytrzyma! Mówili, że około 500 pstryków +/-100. A tu takiego wała! Ponad 1200 zdjęć na jednym ładowaniu zrobiłem! Owym recenzentom akumulatora starcza on na 500 fot chyba dlatego, że kadrują via wyświetlacz, każdą wykonaną fotkę oglądają po pięć razy zaraz po jej wykonaniu (nie licząc automatycznego podglądu) i mają cały czas włączonego flesza w trybie auto :) Mnie ta bateria zajebiście pasuje, co nie zmienia faktu, że i tak kupię zapasową - niech rezerwowa karta pamięci nie czuje się w torbie samotna ;) Najbardziej szkoda mi migawki. Ze zdjęć nie jestem tak do końca zadowolony, ale z faktu ich robienia - owszem. Foty, do których faktycznie się przyłożyłem, podobają mi się, jednak celem wyprawy było spróbowanie nieznanego i eksperymentowanie. Taki mój prywatny maraton prób i błędów, którego wyniki nie powalają, ale stanowią znakomity materiał do analizy swoich poczynań. I w końcu nauczyłem się, aby podczas kręcenia pokrętłami patrzeć na korpus aparatu ;)Upublicznione przeze mnie fotki w większej rozdzielczości oglądać można
tutaj (PicasaWebAlbums) i
tutaj (strona organizatora maratonu). Natomiast w dalszej części wpisu filmik :)