
Sam w to nie wierzę, ale kompletnie z głowy mi wyleciało, że dziś są wybory. Do europarlamentu wyroby. Wybory są, a ja mam to gdzieś? Ano mam - takie święte moje prawo do maniawdupie środowiska, które maniemwdupie płaci mnie i kilkudziesięciu milionom ludzi za ich wiarę, fatygę i głos.
Rozważałem zbojkotowanie wyborów, ale nie wedle takiego scenariusza, jaki czyni się dziś. Myślałem, że od rana szabelką focha będę walczył z apelami „idz do urny, to twój obywatelski obowiązek”. Nic takiego się jednak nie dzieje. Wyspałem się jak niemowlę do południa, spędzając w uścisku Morfeusza przeszło pół doby. Miałem co odsypiać, oj, miałem. I sprawiedliwie odespałem. Wstałem prawie na obiad, później kawka i kontynuacja lektury Linux+, która to zacząłem wczoraj do poduchy i przerwałem, gdy już nie tylko literki, ale i całe akapity zaczęły się zlewać w całość.
Totalna sielanka dziś od rana: maksimum energii, wypoczęcia i luzu. Słonka troszkę za oknem, ciśnienie w sam raz, a to się równa idealne warunki do pracy. Postanowiłem to wykorzystać właśnie w taki sposób, bo i zaległości z tygodnia mi się narobiło. Na początek zacząłem od recenzji czerwcowego Linux+, którego darmową prenumeratę mam w zamian za bąknięcie na blogu o dowolnym artykule z danego numeru. Później obiadek i ostrzejsza już jazda z pewnym zleceniem.
W międzyczasie postanowiłem przejrzeć wiadomości na Onecie i swoim zwyczajem zacząłem od informacji sportowych. Piszą, że Kubica siódme miejsce w GP Turcji zajął, na co mi się ironiczny uśmieszek zrodził na myśl o pokemonach piejących w komentarzach z zachwytu nad aż dwoma zdobytymi przez Roberta punktami. Przewijam stronę w dół a tu żółty komunikat o ciszy wyborczej. No przecież - myślę - toć to dzisiaj wybory są. Ale ja nie idę. Albo pójdę. Albo nie wiem. Zobaczę. Albo nie zobaczę. Nieważne, moja sprawa :)
Średnio mam ochotę fatygować się do urny. Gdybym nie musiał nadrabiać zaległości w spaniu, siedziałbym teraz w okolicach Jasła pstrykając fotki jakimś ścigającym się na rowerach typom. Oblubienicy Mej Kobiety kuzyn chciał nas tam ze sobą wziąć, bo też ma w tym ściganiu się uczestniczyć. Konieczność wypoczęcia okazała się być ważniejsza i odpuściliśmy sobie tę wycieczkę. Trochę szkoda, ale wolę tak, niż wywracać się jutro nawet w pozycji leżącej.