Miesięcy temu kilka testowałem antywirusy. Zaczęło się od
wpisu, w którym chwaliłem swój ulubiony NOD32, później na warsztat wziąłem
Eset Smart Security i, za sugestią komentujących,
Nortona 2009. Po owej serii wpisów wydawało mi się, że temat programów od bezpieczeństwa naszych maszyn został zakończony.
Bardzo szybko z tego przeświadczenia wyrwał mnie pewien pan, który okazał się być pracownikiem firmy PR świadczącej usługi na rzecz znanej marki McAfee. Zapytał ów pan, czy nie miałbym ochoty przetestować jeszcze produktu McAfee, a dokładnie pakietu McAfee Internet Security. Zaoferował udostępnienie 90-dniowej, polskojęzycznej wersji pakietu, a na pytanie o wersję odpowiedział, że jest to najnowsza (wyjaśnił, że rok przy nazwie jest jedynie symboliczny, bo McAfee aktualizowany jest ciągle; tak sygnatury, jak i sam engine). No, poczułem się wyróżniony, a to, w połączeniu z rosnącym zaciekawieniem rzeczonym pakietem, kazało mi się zgodzić.

Z jakiegoś serwisu typu rapid, odsiebie czy cuś zdarłem 80,7 MB, dedykowany mi plik i czym prędzej zabrałem się za instalację.