Własna Nasza-Klasa, własne Grono, własna Fotka, własne Youtube czy inny serwis społecznościowy? Chcesz? Nie wiesz jak? A wiesz, że możesz i to łatwiej, niż Ci się wydaje?
"
Serwisy społecznościowe. Budowa, administracja i moderacja" to nowa propozycja wydawnictwa Helion. Książkę tę dopiero zacząłem czytać, ale już teraz gorąco polecam. Jej autorem jest mój kolega po fachu - Paweł Frankowski. Razem napisaliśmy książkę, która po prawie roku sprzedaży wciąż znajduje się na liście bestsellerów wydawnictwa Helion (na chwilę obecną 5. pozycja w TOP 20). Sukces naszej książki najlepiej świadczy o jej wartości.
Pisząc
książkę o Joomla! miałem okazję bardzo dobrze i nawet nieco od kuchni poznać warsztat Pawła, dlatego też wiedziałem, czego spodziewać się po jego nowym dziele o społecznościówkach. Nie zawiodłem się: ogrom wiedzy, super kompozycja i przystępny język dają gwarancję, iż lektura książki będzie bardzo przyjemna, a treść łatwo przyswajalna. Nie zamierzam się tu silić na obiektywizm; znam Pawła i robię tu reklamę jego nowej książce. Zapewniam jednak, że nie narażałbym się wciskaniem szitu na utratę swojego autorytetu (wątły, bo wątły, ale zawsze jakiś ;))
W książce Paweł poruszył bliskie mi tematy; techniczne (budowa, skrypty) oraz teoretyczne (co należy do roota serwisu). Gęba mi się uśmiechnęła na widok systemu PHPizabi na liście opisywanych skryptów - bardzo dobrze znam ten społecznościowy silnik, bowiem przez kilka miesięcy dość intensywnie bawiłem się nim - na razie mniejsza z tym, po co :)
Gdy przeczytam książkę do końca, to na pewno pokuszę się o recenzję. Tym wpisem już teraz chcę zachęcić do zakupu tych, których tematyka serwisów WEB 2.0 kręci. O Tobie mowa? To na co czekasz?
Na łamach serwisu Helionu znajdziesz kupę szczegółowych informacji o książce, pobierzesz przykładowy rozdział, obejrzysz, zapragniesz i kupisz ;) Tam jest oficjalnie, u mnie na blogu już nie, więc dodam jeszcze coś od siebie: książka taka, że paluchy lizać :) Autorów dwóch, ale 8 na 9 rozdziałów woszło spod klawiatury Pawła.
Ciąg dalszy "Własny serwis społecznościowy? To takie proste!"
Jaki ja jestem głupi... Boże, jaki ja jestem głupi!!! Ilekroć instalowałem różne upiększacze do ikspeka, tylekroć w niedługim (albo bardzo niedługim) czasie musiałem po nich sprzątać. Obiecywałem sobie wtedy, że nigdy więcej żadnych takich, bo to gnioty, z których każdych kolejny tę tezę potwierdza. I co? I nic, kompletnie nic nie zmądrzałem pod tym względem. Czy ja jestem idiotą? W tym kontekście najwidoczniej tak. Mówiłem sobie "koniec z transformation packami", "koniec z visualstylami", a wystarczy, że jakiś nowy, ciekawy wpadnie mi w łapy i abba fatima - o postanowieniu zapominam. Papierosy potrafiłem skutecznie rzucić, dietę trzymać się nauczyłem, zdrowy tryb życia prowadzić - wszystko to wbrew głęboko zakorzenionym przyzwyczajeniom, a takiej pierdóle, jaką jest nowa skórka systemowa, nie potrafię się oprzeć. Piszę więc ten wpis powtarzając sobie "jestem idiotą, rządzą mną motywy, style i skórki" - może to mi pomoże, by na przyszłość nie robić powtórek z rozrywki?
Zainstalowałem - naprawdę nie wiem po co - pakiet upodabniający XP-ka do Sevena. Wiedziałem, że instaluję gniota: Seven Transformation Pack v1.0 - sama wersja sugeruje, że to dopiero początek drogi bez końca. Zainstalowałem w full opcji ze wszystkimi dostępnymi bajerami i wypierdzieliłem to szybciej, niż jakikolwiek inny zestaw. Tego nie dało się używać: fakt, że sidebar (po kiego penisa go dali?) uruchamiał się wieki, to pryszcz przy Menu Start, które startowało nie wieki, a wieczność. Mało tego! Start startowego menu i tak kończył się klapą :) Przycisk "start" kompletnie anemiczny był: bledziutki, ledwo widoczny, nie reagował na kliknięcia, a jedynie belka nieco wyraźniejsza się robiła, gdy kursor nań się znajdował. Ikony na pasku szybkiego uruchamiania skryły się po warstwą tych dużych kwadratów z Sevena, które to znikały, gdy któraś z "normalnych" ikon smagnięta została myszką. Won z mojego kompa!!! Kliknąłem w ikonę kosza, otworzyło się okienko, w którym po lewej cyknąłem "Mój komputer", a następnie "Panel sterowania" i Dodaj/usuń. Bo inaczej się nie dało. Koniec z visual-packami, mówię. Koniec! Tym wpisem zamykam parszywy rozdział swojego zamiłowania do skinowania Windowsa na chwilę. Rzucam skinowanie tak, jak rzuciłem fajki i niezdrowe żarcie.
Chcesz mieć stabilnego, w pełni używalnego Windowsa? Polegaj tylko na tym, co dobry wujek Microsoft przygotował. Reszta może być ładna i nawet stabilna, ale szybko się znudzi - jak wszystko, co można zmieniać. Gdy się nie ma wyboru, to się głowy nie zaprząta myślami o nowych, innych, pikniejszych skórkach, tylko pracuje się w środowisku, które wygląda jak wygląda. Coś jeszcze dodam: nie ma motywu nad ten najzwyklejszy, kanciasty tzw. klasyczny styl Windowsa, znany ze starszych desktopowych edycji i wersji serwerowych. Nie ma lepszego, bardziej użytecznego i nie męczącego interfejsu!!!
Raz kumpel pokazał screena z Windowsa 2000. Miał takie fajne, ciepłe, ciemne, super dopasowane kolorki, których na próżno szukać w standardowych kompozycjach XP. Też takie chciałem, ale w XP po swojemu kolorować się nie dało - przynajmniej tak twierdził każdy, kogo o to zapytałem. Ci zaś z kolei, którzy na głos tęsknili za starszymi Windowsami właśnie przez brak opcji manualnego wybierania kolorów, tylko mnie utwierdzali w wierze w ten mit.
Kilka godzin temu, ogarniając system po wypierdzieleniu sewentransformejszynpeka, odkryłem jak w Windows XP ustawić własne kolory klasycznej skórki.
Ciąg dalszy "Własne kolory w XP - a jednak da się!"