Już tak nie
nienawidzę wiosny, bo se Allertec kupiłem :) Łykam tabletunię - tak małą, że zdarza się jej nie poczuć w przełyku - i pylące, łąkowe ścierwo może mi naskoczyć! A co! Hmm... właściwie, to te badyle przestały już być ścierwem, odkąd mogę łazić między nimi oddychając pełnią swoich miechów i nic mi się alergicznego nie dzieje :) Genialne są te tabletki, cholera, tylko trochę dobija mnie świadomość, że człowiek już bez tej zasranej chemii normalnie funkcjonować nie może... Znak czasów to chyba i jakiś symptom choroby cywilizacyjnej. Ciekawe, jak w średniowieczu walczyli z alergią? Pijawki wkładali do nosa? A może przeżuwali kulki rtęci?
Odkryłem w pełni moc antyalergicznego Allertecu i chwalę go pod niebiosa! Po paru godzinach bujania się po łąkach, krzaczorach i różnych innych dziwnych miejscówkach, moje wielce niealergiczne Kochanie zaczęło pociągać nosem (hehehe), podczas gdy ja, dotychczasowy alergik, nic sobie nie robiłem z pylącego badziewia :) Allertec rulez, a jam jego dłużnik! Muszę tylko przestrzegać dawkowania, bom gotów uodpornić się jeszcze na ten cudowny środek, a to by oznaczało klapę. Jedna tabletka na dobę i ani ociupinki więcej.
W końcu wiosna przestała być taka straszna. Wczoraj rano zjadłem po raz pierwszy Allertec, by po południu przetestować jego skuteczność. Okazja ku temu była wyśmienita, a przy okazji tej okazji porobiłem trochę fotek: kilka widoczków i parę makro - łącznie 13 zdjęć.
Tu link do galerii w Picasa Web Albums, a dla leniwych slajdszołu poniżej :)