Pieją z zachwytu komentatorzy podkreślając, że był to mecz do jednej bramki. Pytam więc: czym tu się podniecać, skoro tylko Polacy mogli sobie postrzelać? Wynik byłby ładny i wart podnietki, gdyby bramki były dwie... to było nie fer ;)
Bez podnietki, mawiam. Dziesięć zero, to nie wynik i gdyby nie przepiękna czwarta bramusia Smolarka, to o meczu po meczu chyba jednak myślałbym w kategoriach straconego czasu. Bo co ciekawego jest w grze do jednej bramki, kiedy jedni mają za zadanie jedynie strzelać, a drudzy tylko się bronić? Taki mecz skazany jest na nudę. I basta.
Od gola do gola zastanawiałem się nad Rogerem. Dynamiczny, zwinny, szybki, ale ostatnio jakiś taki lelawy. Dziś wiele piłek stracił, parę podań zawalił i mimo że czasem się rehabilitował, bo [parz 3 pierwsze określenia w poprzednim zdaniu], to imo jednak on, zamiast Jelenia, zejść powinien. Nie jestem trenerem, by decydować, ale jestem kibicem, którego wkurzały kiksy polskiego Brazylijczyka.
Dwucyfrowych (do zera) zwycięzców się nie sądzi, więc tym razem daruję im personalne wycieczki. Niech się chłopaki cieszą.
Tak z innej beczki, to zainteresowała mnie kwestia budowy Smolarka... głupio zapytać o to głośno, ale... czy Euzebiusz ma piersi? Dociekam, bo mister Szpakowski widział, jak to właśnie nimi - piersiami - Smolarek bramkę strzela. Bramki Ebiego widziałem w komplecie, ale nie przypominam sobie ani jednego cycka...
Ciąg dalszy "Polska - San Marino 10:0. Niedosyt mam!!!"