Wazeliniarz i dupowłaz. Rozumiem: kandyduje na konkretne stanowisko - to pewna okoliczność łagodząca dla jego lizusostwa. Niech sobie farmazoni w kuluarach; niech na salonach w dupę włazi komu chce i jak chce i niech wciska ściemy innym garniakom, ale niech nie traktuje zwyczajnych jak skończonych, bezrozumnych naiwniaków, którzy łykną każdą papkę przezeń podaną.
Rozumiem, że postanowił dać dupy prezydentowi w zamian za poparcie dla jego kandydatury na szefa NATO. Taki stołek musi kusić. Rozumiem, że Lechu na determinacji Radka postanowił skorzystać i ugrać coś dla wiernej majestatowi swemu Annie Fotydze. Udało się to z łatwością, ale czemu tu się dziwić, skoro Radosław, nie rozstający się ostatnio z wiadrem wazeliny, smaruje nią grubo na widok każdego.
Niech se włażą we wszystkich urzędach, na wszystkich stanowiskach i we wszystkich pozycjach. Niech się prostytuują. To mnie mało interesuje i, prawdę mówiąc, nawet tego nie dostrzegam. Ale Radosław Sikorski raczył przegiąć tak bardzo, że śmiem się zastanawiać, czy przypadkiem nie był po prostu jeszcze oszołomiony po ostatniej „wymianie uprzejmości” z prezydentem.
Nie mam nic przeciwko jego kandydaturze na szefa NATO, a wręcz przeciwnie – jestem ZA! Jeśli istnieje szansa, żeby Polak nim został, to trzeba tę szansę wykorzystać. Jasne to chyba i logiczne. Jak to, że droga do celu wymaga różnych, nierzadko sporych poświęceń. Rozumiem. Ale chyba za głęboko wlazł w kilka tyłków i jeszcze nie ochłonął, skoro stanowczo dementuje:
zupełnie nieuprawnione spekulacje o jakiś handlach, wymianach
(źródło: Onet.pl)
Dementuje... Jakie dementuje? Że nie było handlu, wymiany? Kogo ma za idiotę? Układ z Kaczyńskim chyba jasny: on prezydentowi, W ZAMIAN prezydent jemu. On coś dla prezydenta, W ZAMIAN prezydent dla niego.