
Oto kontynuacja tematu "rewelacyjnej" obsługi klienta u autoryzowanych dilerów sieci Plus GSM. Wiemy, że gdy klient przychodzi z pieniążkami i rączką gotową do złożenia popisu pod umową, wszystko jest cacy. Wiemy też, że gdy ten klient napotka jakiś problem: czy to z aparatem telefonicznym, czy to z samą usługą operatora, problemy zaczynają się mnożyć.
Miałem okazję doświadczyć obsługi w autoryzowanych punktach sprzedaży Plus GSM i bez wahania stwierdzam: w dwóch na trzech nie pomogą. W każdym sprawnie pchną nowy telefon i umowę, ale gdy przyjdziesz z reklamacją, wtedy musisz chodzić, łazić i szukać kogoś dobrej woli, kto zrobi wszystko, aby ci pomóc. Taka sytuacja, moim zdaniem, wynika po części z lenistwa pracowników dilerów Plusa, a także niewielkich kompetencji tychże. Krótko: możesz ich po dupie całować, ale i tak najczęściej gówno zrobią.
We
wpisie o reklamacji ładowarki zapowiedziałem, że kolejny tekst będzie o nieudanym doładowaniu telefonu na kartę. Nie będę pisał kto, komu, gdzie, kiedy i jak doładowywał konto; dla uproszczenia będzie, że ja sobie :)
Zatem: mam se Simplusa od lat i bardzo dużo dzwonię: stówa miesięcznie, to minimum. Przy tym nie korzystam z SMS-ów: nie wysyłam, ani nie dostaję. Od czasu do czasu przyleci jakiś es od operatora, że promocja, że zniżka, że konkurs i że inne coś. Nie czytam, kasuję raz na kilka miesięcy.
Jak zwykle, tak i teraz postanowiłem zatankować za stówę. Tam gdzie zazwyczaj kupiłem kupon doładowujący o wymienioną kwotę, wziąłem telefon do łapki, wstukałem kod doładowujący i czekałem na smsowe potwierdzenie doładowania. I nic. Okazało się, że skrzynka sms-owa jest pełna i telefon nie może przyjąć komunikatu o doładowaniu konta, a bez tego i restartu się nie obejdzie.
Wywaliłem ze skrzynki wszystkie sms-y, ale potwierdzenie nie przyszło. Kwota na koncie się nie zmieniła, nawet po restarcie telefonu. Spróbowałem ponownie wklepać kod - też bez oczekiwanego skutku. Wnerw.
Wziąłem drugi telefon z Plusa i zadzwoniłem na płatną 95gr linię obsługi klienta (takie coś powinno być, za darmo!). Szczekaczka poprowadziła mnie przez menu i kazała czekać na konsultanta. Po kilkunastu minutach słuchania debilnej muzyczki, przeplatanej prośbami szczekaczki o cierpliwość, zwątpiłem. Na stronie podany był drugi numer do obsługi klienta - tym razem także dla dzwoniących z telefonów innych operatorów. No to wziąłem swojego Play'a i klik klik dziewięciocyfrowy numer klik zielona słuchawka i... zgłosiła się ta sama szczekaczka, co pod tym czterocyfrowym, sieciowym numerem! To samo, tyle że teraz płatne według stawki mojego operatora. Poczekałem kilka minut, ale nadal nikogo chętnego do rozmowy ze mną.
Odczekałem kilkanaście minut i ponowiłem próbę dodzwonienia się z numeru w sieci PlusGSM. Po ponad pół godziny umuzykalniania rozłaczyłem się. Co to, kurwa, ma być????!!! Obsługa klienta największego operatora na rynku? Prędzej by mi bateria padła nim bym się dodzwonił, ewentualnie padła by w momencie, gdyby jakaś konsultantka w końcu odebrała. Ten telefoniczny BOK woła o pomstę do nieba!
Odpuściłem sobie bezsensowne wydzwanianie. Postanowiłem dnia następnego pójść do salonu Plusa i tam załatwić mój problem.