
Się stało... Zassałem obraz iso nowego Ubuntu w wersji z 27 października, na drugi dzień zainstalowałem i przez dwa z rzędu bawiłem się nim. Teraz mam zaszczyt podzielić się swoimi wrażeniami z pracy na 8.10 Intrepid Ibex.
Do tej pory według mnie słowa "Ubuntu" i "szybkość" pasowały do siebie tak, jak "Lech Kaczyński" i "koszykówka". Jednak 8.10 bardzo pozytywnie zaskoczył mnie szybkością uruchamiania aplikacji i responsywnością. Błyskawicznie też się wyłącza, ale za to wstaje dłużej od poprzednich wersji. Jednak ogół na wielki plus i wygląda na to, że całkowicie przesiądę się na Linuksa. Nie pierwsza i nie ostatnia zapewne taka przesiadka, ale nie ja jeden tak mam :) Tych przesiadek było już parę i pewnie tyle samo jeszcze przede mną. Jednakże nowy Ubuntu, to już nie tylko nowe wersje aplikacji, jądra, nowe numerki i nazwy kodowe. To też nowa jakość: nieoptymalizowany pode mnie Intrepid Ibex działa dużo szybciej, niż starsze wersje dystrybucji po intensywnej kuracji odchudzającej. Szybko, naprawdę szybko!
Na dzień dobry Ubuntu, z litanią autostartowanych apletów i nowenną usług, zeżarło nieco ponad 230 MB RAM. Ale wyłączyłem Update Manager i kilka innych zbędnych mi świrunków, przez co mieszczę się teraz w dwóch setkach RAM z zerem na SWAP-ie. Różnicy w szybkości nie czuć, ale ja mam komfort psychiczny, że nie marnuję pamięci i procka.
Coś tam było o nowym motywie, który zadebiutować miał w najnowszej wersji Ubuntu... powiadam: rewelacja żadna, bo wygląda jak jedna wielka brązowa kupa z widoczną siekaną marchewką. Już standardowy Human lepiej się prezentuje (dzięki Bogu pozostał domyślnym motywem).